poniedziałek, 29 czerwca 2015

5."Jak ty mi działasz na nerwy!"

Z Klarą spędzałyśmy mnóstwo czasu.Oprowadzałam ją po Vikesund.Czasami towarzyszył nam Fannis.Tak,mogę mu mówić Fannis :D Jedank w takich momentach wolałam,aby byli tylko we dwoje.Nawet nie wiedziałam,że Wikingowie mieli trenować w Vikersund.Poznałam bliżej Hilde i
Stjernena.Oni na prawdę nie są w 100% ludźmi.Moje tysięczne postanowienie noworoczne znów nie wypaliło.wolałam spędzać czas z Klarą,którą zaczęłam traktować jak siostrę,niż siedzieć pięć razy w tygodniu w szkole.Rodzice albo zapracowani,albo na wyjeździe. 

Pod koniec tygodnia,po długim porannym spacerze z Klarą wybrałyśmy się na siłownie.Fannis "gentleman" zapewnił nam wejście w każdy kąt budynku.Nawet do szatni ale to nie było najlepszym pomysłem.Widok ćwiczących skoczków nie robił na nas specjalnego wrażenia.Poszłyśmy do barku.
-To co zamawiamy?-Rzuciłam pytaniem i uśmieszkiem. 
-Ja zamawiam Colę. 
-Oj Klara nie bądź taka.Może coś mocniejszego? 
-Wiem co ci po głowie chodzi ale myślisz,że to dostaniemy? 
-Ja to załatwię.Trzeba to zrobić szybko.Nie może wyczuć twojego strachu.
-Co panie sobie życzą? 
-Dwa piwa.-Odpowiadam i wracam szybko do rozmowy z moją nową znajomą. 
-A ma pani osiemnaście lat?-Gość strasznie przepisowy. 
-A nie wyglądam? 
-To może jakiś dowodzik? 
Klara wybucha śmiechem a ja przeszukuję kieszenie.Szeroko uśmiecham się w stronę barmana. 
-No zapomniałam,taka ze mnie niezdara. 
-To niestety wszystko jest do pani dyspozycji oprócz procentów. 
-Pan też miał kiedyś te naście lat.-Maślane oczka nie pomogły.-No dobra.Niech będzie Cola. 
-Dla mnie też.-Jak echo powtarza Klara.  
Czekając na zamówienie żartowałyśmy sobie z całej sytuacji. 
-Pamiętaj:nie może wyczuć twojego strachu! 
-Haha.Będziesz mi to teraz wypominać do końca życia? 
Gdy tylko zbliżył się do nas barman przestałyśmy.Próbowałyśmy powstrzymywać się od śmiechu.Jakże miłą atmosferę przerwał dźwięk tłuczonego szkła.Poczułam straszny ból w prawej ręce.Popatrzyłam się na nią i zobaczyłam dosłownie potok krwi.
-Auuu!-Zrobiło mi się słabo.Mroczki przed oczami i przeprosiny barmana.Klara wzięła mnie za zdrową rękę mrucząc coś pod nosem.Na sali zderzyłyśmy się z jakimś chłopakiem. 
-Cześć!Forfang tak?Czy mógłbyś nam pomóc i przynieść jakieś bandaże? 
Pierwsze moje wrażenie to skąd ona wszystkich zna?Mój wzrok powędrował na tego gościa.W pamięci szukałam jego imienia.Co to w ogóle jest ten Forfang?
-Łołołoło...spokojnie!Co ty taka napalona.Po pierwsze skąd ty mnie znasz?A po drugie co ci się stało w rękę?-Ostatnie zdanie skierował do mnie.Gość był jakiś nie poważny.Zadawał pytania jak na wieczorku zapoznawczym i chyba nie raczył zwrócić uwagi,że cała podłoga zrobiła się czerwona.Co za palant!
-Kurwa koleś!Nie widzisz,że ja tu krwawię?!To teraz nieistotne skąd ona cię zna,więc rusz dupę i przynieś tę apteczkę. 
Klara popatrzyła na mnie jak na smoczyce ziejącą ogniem.Moje lekkie uniesienie poskutkowało,bo skoczek w podskokach,co jest raczej adekwatne do jego zawodu pobiegł po apteczkę.Wrócił ale raczej tego nie chciał.Rozkazał mi usiąść i podać rękę.
-Sama sobie dam radę.-Warknęłam 
-No nie wydaję mi się.
Ból był nie do wytrzymania więc w końcu uległam i wyciągnęłam rękę w jego stronę.Zaczął brać się za wyciąganie szkła. 
-Auuu!To boli! 
-Nie ma innej opcji.Musi boleć. 
-Robisz to źle i dla tego boli.-Zacisnęłam zęby i starałam się nie zwracać na jego poczynania uwagi.Nie był najdelikatniejszy. 
-Pawian w zoo by to lepiej zrobił niż ty!-Odpowiedział mi na to mocnym zaciśnięciem bandaża.
-Auuuuu!Chcesz mnie zabić?To nie tak się robi. 
-A ty co studiujesz medycynę czy twoja stara to pielęgniarka hę? 
Co za bezczelny gbur.Moja noga jak z automatu uderzyła go w to najcenniejsze dla mężczyzny miejsce.
-Głupia jesteś? 
-No chyba raczej ty! 
-Przestańcie!Zachowujecie się jak dzieci!!!-Klara nieźle się wkurzyła ale co jej do tego? 
-A ty się nie wtrącaj!-Powiedziałam to w tym samym czasie co Forfang.Spojrzałam na niego z obrzydzeniem i zrobiłam co najmniej wytrzeszcz oczu.Gdy dokończył "dzieło" poszłam jak najszybciej do wyjścia.Za chwile podbiegła do mnie Klara. 
-Gdzie byłaś?-zapytałam 
-Musiałam mu podziękować.W końcu nie musiał nic zrobić. 
-Taa jasne.Zabandażował mnie jak jakąś mumię,w ogóle nie mogę ruszać ręką. Pomożesz mi znaleźć coś przeciwbólowego?Chyba zjem całą paczkę tabletek.  
-Pewnie. 

Czułam się jak niepełnosprawna.Ciężkie jest życie gdy ma się do dyspozycji jedną a w dodatku lewą rękę.W pokoju hotelowym każda żyła w swoim świecie.Postać Forfanga budziła we mnie obrzydzenie ale dziwnie intrygowała. 
-Ej Klara?Jak ma Forfang na imię? 
-Johann Andre.Jakoś tak. 
-Dzięki. 
Dosyć szybko znalazłam go na Instagramie.Oho,lubi się chłopak chwalić.Nowe Nike,nowy iPhone,nowy Mac.
Do pokoju wpadł Hilde.Szybko zablokowałam telefon.
-No dziewczyny wy tutaj a za chwile zacznie się konkurs w Sapporo.Raz dwa wstawać idziecie za mną.
-Z tobą gdzie?-zapytała Klara. 
-Do pokoju Andersa? 
-Mam się bać?-odparła Klara wskazując na butelkę w rękach Toma. 
-Czy ja wyglądam na niezrównoważonego psychicznie?Nic nie mów!Obejrzymy konkurs,trochę się pośmiejemy z Fannisa i jego wyższości nad nami a potem się zobaczy. 
-Nie jestem pewna.To był dzień pełen przygód. 
Musiałam się wtrącić.Spotkania ze skoczkami zawsze są fajne. 
-Klara nie daj się prosić.Popatrz tylko na to małe biedne Hildziątko.Czy kiedykolwiek nudziłaś się z Norwegami? 
-Hmm.Nie? 
-No to chodźmy z Tomem. 
-No dobra przekonałaś mnie! 
Pokój Fannisa to bardzo wszechstronne miejsce służące nie tylko do spania ale również jako sala kinowa i kosz na śmieci.Rozsiadłam się na miejscu,które powinno być dla Fannemela.W końcu jestem od niego wyższa o całe 7 cm!Średnio na 10 skoków tylko podczas jednego było zupełnie cicho.Gdy skakał Norweg wszyscy się wstrzymywali od niepotrzebnych uwag i dosłownie dawali wiatr pod narty.Pora na Gregora.Mocno ściskam kciuki.Całkiem nieźle ale nie ustał.Przeklęłam po norwesku i zaczęłam zasypiać.Z drzemki obudził mnie krzyk dobiegający z telewizora.Ktoś upadł.Na powtórce zobaczyłam skoczka w charakterystycznym fioletowym kasku z Milką.Wellinger....albo Schmitt.Czyli Wellinger.Klara niesamowicie się tym przejęła.Prosiła Toma żeby dowiedział się co z Wellim.
-Daria?-zapytała roztrzęsionym głosem. 
-Tak? 
-Pójdziesz ze mną do pokoju?
-Jasne.

Usiadłyśmy na łóżku.Klara cały czas patrzyła w jeden punkt.Nic nie mówiła.Ciszę przerwał telefon.Nie mój dzwonek więc pewnie Klary.Wstałam,popatrzyłam na wyświetlacz:Andi.Jeżeli to jest ten Andi ,o którym ja myślę...Z niedowierzaniem podałam jej telefon.Z krótkich i nerwowych odpowiedzi przyjaciółki stwierdziłam,że to jednak jest on-Andreas Wellinger.Bóstwo wszystkich nastolatek,z wyjątkiem mnie,ale muszę przyznać,że oczy ma śliczne...Po skończonej rozmowie próbowałam jakoś pocieszyć Klarę. 
-Wszystko będzie dobrze,zobaczysz. 
-No nie wiem.Przewożą go do Norwegi.Co jeśli to coś poważnego? 
-Gdyby to było coś poważnego to kazali by mu siedzieć w Japonii a nie wieźli przez pół świata. 
-Tak myślisz? 
-Tak.W Norwegii są dobrzy lekarze ale w Japonii jeszcze lepsi.-Nie wiedziałam czy to prawda ale trzeba coś wymyślić. 
-Dzięki.Trochę się uspokoiłam. 
-Widzisz.A teraz idź połóż się spać.Jutro...znaczy się już dzisiaj będzie lepiej.-Zważając jaka jest godziny jutro to dziś. 
-Dobranoc Daria.
-Pchły na noc Klara. 

Bezszelestnie weszłam do domu.Wolnym krokiem zmierzałam do swojego pokoju świecąc sobie telefonem.Wszyscy już spali.Powoli i delikatnie zamknęłam  drzwi.Ściągnęłam plecak,którego nawet nie otwierałam.Popatrzyłam na opatrunek.Nie chciałam psuć sobie humoru widokiem rzeźni więc położyłam się spać. 

Wstałam około południa.Sądząc po dźwięku,cały czas otwierających i zamykając się drzwi,rodzice byli w domu. 
Włożyłam na siebie bluzę,aby ukryć rękę.Zostałam gorąco przywitana przez mamę: 
-Wstała nasza księżniczka.Co sobie życzysz na śniadanie? 
-Hmm.Zdaję się na ciebie. 
Nalałam sobie wody i usiadłam przy stole.Mama próbowała nawiązać jakiś kontakt. 
-Jak było wczoraj w szkole? 
-Ujdzie.Byle do przodu.
-Tylko tyle? 
-Tylko. 
Nastała nieprzyjemna chwila ciszy.Mama nie dawała za wygraną.
-Dlaczego tak późno wróciłaś? 
-Późno.No późno,późno.-Co tu wymyślić?-Po szkole poszłam do koleżanki pomóc jej z chemii.Trochę mi zajęło zanim cokolwiek zrozumiała.Potem obejrzałyśmy film i zrobiło się późno.
-No i wszystko jasne.Ojciec knuł różne teorie spiskowe. 
-Teorie spiskowe? 
-Tak.Bardzo ciekawe zresztą. 
-Jakie?-Zżerała mnie ciekawość. 
-Ucieczka,randka...chłopak. 
-Pfff.On to ma wyobraźnie. 
-Nie gorąco ci w bluzie.Jesteś cała czerwona. 
Jasne,że gorąco ale co miałam zrobić. 
-Nie no co ty.Zimno jest. 
Czułam,że z ręką coś nie tak. 
-Wiesz co,muszę iść do łazienki. 
Zatrzasnęłam drzwi,ściągnęłam bluzę,zdjęłam opatrunek i...
-Auuu!  
-Daria co się dzieje?
Czy ona zawsze wszystko wie? 
-Nie nic.-Szybko odpowiedziałam,zawinęłam rękę w bluzę i wybiegłam z łazienki jak poparzona.Przy okazji wpadłam na zaniepokojoną mamę.Nie trzeba było długo czekać na jej pytanie. 
-Co się dzieje?Dlaczego trzymasz się za rękę.Pokaż mi ją natychmiast!-Jej ton stał się głośny i stanowczy.Niepewnie wyciągam rękę w jej kierunku.Delikatnie bierze mnie za dłoń i cała blednie.Próbuję się jakoś bronić.
-Mamo to był wypadek.To nic poważnego. 
-Nic poważnego?!Siadaj natychmiast. 
Posłusznie siadam na sofie i czekam na swoją mammy.Za chwile przychodzi z dużą apteczką i zaczyna przesłuchanie
-Jak i gdzie to się stało?
-Ale co? 
-Nie udawaj głupiej dobrze?Zadałam ci pytanie! 
-Oj już nie denerwuj się...-Zaczynam panikować.Nie mam nic na swoją obronę. 
-No czekam. 
Jak ona delikatnie dezynfekuje rany i zawija bandaż.Nie ma porównania do tego zwierzęcia Forfanga.Johanna Andre na dodatek...
-W szkole... 
-Ale jak?! 
-No jakoś tak wyszło,nawet nie wiedziałam jak.
-Co wy tam robicie,że twoja ręka wygląda jak pobojowisko? 
-No co my tam robimy...co...no uczymy się.A co mamy robić? 
-Uczycie czego?Chyba sobie zadzwonię do twojej szkoły i spytam jak ty nie chcesz mi powiedzieć! 
-To dzwoń! 
I tak się wyda... 

Poniedziałek był bardzo dziwnym i szalonym dniem.Rano śpieszyłam się do szkoły.Wiedziałam,że mama tam zadzwoni i wszystkiego się dowie.Trzeba była przy najmniej trochę załagodzić całą sytuację.Prędko przemierzałam przez ulice Vikersund.Nagle czyjaś dłoń złapała mnie za ramie.
-Hej Daria,prawda?-zapytał nieznajomy obojętnym głosem. 
-Tak a pan...?-popatrzyłam w ciemnozielone oczy ukryte gdzieś pod kapturem grubej kurtki.Szukałam w nich odpowiedzi na swoje pytanie.-Forfang. 
-Tak.Mam pytanie co z twoją ręką?-ton jego głosu był co najmniej chłodny a pytanie zadane z przymusu. 
-Wszystko okej możesz już iść wykonałeś zadanie. 
-Zadanie.Skąd wiedziałaś?-trochę się ożywił-Yyyy znaczy się yyy... 
-Błagam cię...Jakbyś się bardziej postarał to zamroziłbyś tym pytaniem całą Norwegię na wieki wieków.Trener cię wysłał?
-Tak.Znaczy nie...ale no... 
-No zdecydujesz się wreszcie! 
-Zasadniczo to tak. 
Zaczęłam chichotać.
-Z czego się śmiejesz?Jestem zielony? 
-Nie,tylko pogubiłam się w odpowiedziach i nie wiem co o tym wszystkim myśleć.  
-Może:jaki dobry chłopak albo bardzo posłuszny z niego skoczek.-Szeroko się uśmiechnął i wskazał palcami na siebie.
-Nie raczej:co za fałszywy gość. 
-Fałszywy?Ja fałszywy?Nie mam powodów żeby być fałszywym. 
-Nie wcale.Nie chcę mi się komentować tego co się ostatnio stało,bo wiem co sobie o mnie myślisz i wcale nie chcę tego zmieniać ale... 
-Czy musisz zaczynać każde zdanie od "nie"?-przerwał mi w połowie zdania. 
-Nie!Skoro ostatnio zachowywałeś się jak ostatni cham to czemu teraz tak strasznie się o mnie troszczysz.Pomijając fakt,że trener wydał ci taki rozkaz. 
-Pomijając fakt,że trener wydał mi ten rozkaz to ty prowokowałaś.Przypomnę ci:głupi pawianie i mocne kopnięcie w... 
-Sam byłeś sobie winien!-tym razem ja mu przerywam. 
-Powiedziałem jedno zdanie a ty przeciwko mnie kilkadziesiąt gorszych.Przepraszam ale jak ktoś tutaj zachowywał się jak cham to tylko ty! 
Jego słowa dały mi do myślenia.Może rzeczywiście potraktowałam go zbyt ostro.Nie był niczemu winien,chciał pomóc...O nie,na pewno nie dam za wygraną,nie teraz,tym bardziej,że za bardzo przypomina mi... 
-Ha i tu cię mam!-krzyknął triumfalnie. 
-I co zadowolony?Idź już i nie marnuj sobie czasu.-nie potrafiłam ukryć złości.W końcu zagiął mnie jakiś chłopczyna w rurkach Forfang.
-Co to,to na pewno nie!Dostałem polecenie bezpiecznego odprowadzenie cię do szkoły i zamierzam się z niego wywiązać!-I ten jego ironiczny uśmieszek.
-A czy ja wyglądam jak małe pięcioletnie dziecko,które zgubi się we własnym domu!? 
-Pięcioletnie dzieci są bardziej zaradne od ciebie. 
-Jak ty mi działasz na nerwy!Chodź już,bo się spóźnię ale ostrzegam jedno słowo...-krzyczę grożąc palcem. 
-Ty schowaj ten paluszek i chodź,bo się spóźnisz. 





Hejoo!Kolejny rozdział trochę dłuższy ale mam nadzieję,że to nie problem.Tym razem pojawia się Forfang.Bardzo kluczowa postać.Różowo między nimi nie jest...
Są wakacje i będę częściej w szczególności w deszczowe dni takie jak teraz pisać.Mam w głowie pewien pomysł na coś zupełnie nowego ale raczej na razie zostawię to dla siebie...no chyba,że kompletnie oszaleję.Życzę miłych i dłuuuugich wakacji.Do zobaczenie w następnym :***














sobota, 13 czerwca 2015

4.Moja intuicja nigdy nie zawodzi,czyli spotkanie wielu skutków.

Nie wiem co stało się Agnes.Wracałam sama i szczerze to nie obchodziło mnie to czy w ogóle żyje.Miałam nadzieję,że rodzice nic nie wiedzą o wagarach.Byłam przygotowana na kazanie i nawet mówiłam sobie w głowie cały scenariusz i linie obrony. Niepotrzebnie.O nic nie pytali.Ufali mi.Byli tak zapatrzeni w moją sumienność i prawdomówność,że pozwalali mi robić więcej i więcej.Bardzo wygodne,prawda?Miało to swoje dobre strony.Częste wyjścia,wagarowanie,które zaczęło mi się zdarzać coraz częściej i ich obojętność.Postanowiłam się zmienić.Nie myśleć o przeszłości i nie popadać w wyrzuty sumienia.Koniec z zamartwianiem się i robienie planów:co by było gdyby?Dają mi wolność?Proszę bardzo! 
Punktem zwrotnym,który "nieco" popsuł nasze relacje był sylwester.Wróciłam odrobinę później niż powinnam i trochę w złym stanie.No ojej,o jedną szklaneczkę za dużo i cały dywan w.....no przecież każdemu się może zdarzyć.Pomijając fakt,że powiedziałam zbyt wiele na temat,o którym szczególnie oni nie powinni wiedzieć.Te kilka procentów zaszkodziło mi na tyle,że cały następny dzień musiałam słuchać jaka ja to jestem nieodpowiedzialna i,że nieładnie tak nazywać koleżankę.Jednak po burzliwej naradzie wysoki sąd wydał wyrok w postaci pouczenia i stwierdzenia,że w moim wieku trzeba się wyszaleć.Każdy na moim miejscu by się cieszył ale w mojej głowie zaświeciło się czerwone światełko.Każdy normalny i zdrowy na umyśle człowiek będący rodzicem,dałby mi dożywotni szlaban i kontrolował na każdym kroku.A oni?Nic,nic kompletne.Odniosłam wrażenie,że są wprost szczęśliwi z faktu,że ich siedemnastoletnia córeczka przechodzi spóźniony nastoletni bunt.Z jakiegoś dziwnego powodu nie miałam przyjaciółki,z którą mogłabym porozmawiać,zwierzyć się z tego,co mnie denerwuje i niepokoi.Jedyną taką osobą był Sven.Muszę przyznać,że kumplem jest świetnym.Mama zawsze powtarza,że chłopak cię lepiej zrozumie niż dziewczyna.Jej poglądy są oryginalne ale u mnie nie działają w 100%.Svenowi mówiłam o tych różnych sytuacjach z rodzicami ale przecież nie będę mu opowiadać o tym,że jestem zauroczona pewnym skoczkiem Gregorem S. i wyobrażam sobie różne dziwne rzeczy.Nawet on by tego nie zrozumiał.Potem już odpuściłam sobie rozmowy o rodzicielach ponieważ za każdym razem mówił mi,że oddał by wszystko,żeby mieć takich starszych.Dosyć szybko przeszły mi wyrzuty sumienia,które już nigdy się nie pojawiły.Mój nowy tok myślenia podążał za stwierdzeniem-"facet to świnia ale Gregora biorę w ciemno" Wystarczy,że raz miałam złamane a raczej poćwiartowane serce.W szkole bywałam gościem przez moje wypady to tu,to tam...wycieczki krajoznawcze w czasie lekcji.Podróże kształcą,a mi bardzo pomogły odbudować się psychicznie.Odkopałam swoją gitarę z grubej warstwy kurzu i przypominałam sobie chwyty.Instrument,który był na liście życzeń sprzed kilku lat wrócił do łask.Nie tylko on.Skoki narciarskie-sport mojego dzieciństwa też stał się bardzo ważny.Jedynym momentem wspólnego spotkania dłuższego niż 15 minut,mnie i taty to weekend'owe konkursy ale i wtedy więcej nas dzieliło niż łączyło.On Norwegia,ja Austria.On Fannemel,Bardal,Jacobsen,Velta,ja Schlierezauer.Nie potrafił się powstrzymać od ostrych komentarzy.Ja głupia,zbyt często wybuchałam. 
-Haha 8-0 dla mnie Daria.Twojego lalusia znów nie ma na podium,a reszta bandy Kuttina daleko...z tyłu. 
-I co w związku z tym?-Udawana obojętność zupełnie mi nie wychodzi,co zawsze  kończy się ucieczką do pokoju i mocnym trzaśnięciem drzwi. 
-Oj,nie denerwuj się.Przecież ktoś też musi zapełniać środek tabeli. Młodość jest głupia,a ty wybrałaś złego gościa do wzdychania i wieszania na ścianie.W formie plakatu oczywiście. 
-Jesteś zwykłym szowinistą!  
-Nie złość się już,to tylko żarty. 
-Nie śmieszne.Może zamiast wytykać mi,że wolę Austriaków niż Norwegów i śmiać się z tego na każdym kroku,zapytałbyś  jak u mnie,czy mnie coś nie denerwuję!-Najwyraźniej to rozbawiło go jeszcze bardziej,bo zapytał: 
-No dobrze,czy coś cie denerwuje? 
-Tak,ty mnie denerwujesz! 
Machnął tylko na to bezradnie ręką i wrócił przed telewizor.Poszłam do pokoju,dopełniłam swój rytuał,trzaskając drzwiami i wzięłam swoja gitarę.Próbowałam zagrać coś sensownego ale nic nie wychodziło.Porzuciłam swoje kompozytorskie zapędy i wsłuchałam się w kłótnie rodziców. 
-Porozmawiałbyś z nią,a nie tylko siedział bezczynnie,gdy masz chwile czasu! 
-Co ty masz do mnie pretensje?To ona... 
Nie chciało mi się tego już słuchać.Wzięłam telefon i zaczęłam sprawdzać posty na Facebook'u.Długo to jednak nie potrwało,bo do mojego pokoju wszedł niespodziewany gość-ojciec.Jaki z niego pantoflarz,wystarczy,że mama trochę go okrzyczy,a on wykonuje wszystkie jej rozkazy.Usiadł koło mnie i zaczął swój monolog: 
-Hmm.Głupio wyszło.No ale przyznaj,że miałem trochę racji.-Podniosłam głowę sprzed telefonu i zmroziłam go spojrzeniem.On jednak kontynuował: 
-No dobrze,skończmy ten temat.Jak tam w szkole? 
Cisza. 
-To chyba oznacza,że nie tak źle. 
Znowu cisza.Jego determinacja zaczęła maleć.Rozglądał się po pokoju szukając tematu do rozmowy. 
-A chłopaka masz? 
Z nim się nie da wytrzymać!Zablokowałam telefon,rzuciłam na poduszkę i wybuchłam: 
-Wal się! 
-I tak właśnie wygląda z tobą rozmowa!Zobaczysz jak będziesz czegoś chciała... 
-Wyjdź stąd już! 
-Bezczelna!Zobaczysz!

Następnego dnia 


"Tym razem muszę iść do szkoły!"Przylepiłam sobie karteczkę z tym napisem na szafkę nocną.Taka mała motywacja a raczej rozkaz.Budzik zadzwonił jak zwykle o 6:45.Odzwyczaiłam się od tak wczesnego wstawania.Rodziców praktycznie całymi dniami nie ma w domu,więc mogę pozwolić sobie na dni wolne.W mojej głowie trąbi,maszeruje,dobija się jedna myśl-nie mogę tyle opuszczać!Tak bardzo mi się nie chciało.Jeszcze tylko maleńkie 5 minutek i wstaję.5,10,15,30...."I want to die!"Znowu budzik.Niechętnie wstałam z łóżka i się przeciągnęłam.Z grymasem popatrzyłam jeszcze raz na przylepioną karteczkę."Nie bądź idiotką wstawaj","Idź się połóż i śpij".Dobro walczy ze złem.Zeszłam na dół.Pusto jak zwykle.Mocna kawka na dobry początek dnia.Ogarnięta i gotowa,patrze na zegarek-7:54.Co?O nie w poniedziałki mam na 8! Uuuu jak zimno!Szybkim krokiem zmierzam do szkoły.Biegnę!Wparowałam do klasy z 15 minutowym spóźnieniem. 

-Widzę,że ktoś raczył zaszczycić nas swoją obecnością.-Nauczyciel jest bezpośredni ale zarazem miły. 
Przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam koło Svena.
-Cześć.Co się stało,że przyszłaś? 
-Cześć.Postanowienie noworoczne. 
-Które z kolei? 
Skwitowałam to uśmiechem. 
Pod koniec lekcji obudził mnie nauczyciel,który jak na złość musiał stać koło mnie! 
-Waszym zadaniem domowym będzie napisać wywiad. 
-Nieeee!-cała klasa w jęk. 
-Ale to nie będzie taki zwykły wywiad.Macie wczuć się rolę.Wybierzcie jedną postać i zadajcie jej rzeczowe pytanie.Radzę wam niech to będzie postać,którą lubicie,bo musicie na nie odpowiedzieć. 
-Nieeee!-I znowu jęk...  
Postać?Znana,moja ulubiona,pytania,odpowiedzi.Wybór jest prosty Gregor!Pierwsze pytanie:Jaki jest ideał Pana dziewczyny?Odpowiedź:Oryginalna,najlepiej z mahoniowymi włosami,taka jak pani dziennikarko(Gregor puszcza oczko).
Lekki uśmieszek zagościł na mojej twarzy. 
-Tak,tak!Radzę wam się do tego przyłożyć.Ostrzegam,ten kto tego nie odda,niech pożegna się z dobrą oceną na koniec!-Ostatnie zdanie wypowiedział kierując swój wzrok na mnie.

Po powrocie do domu przeczytałam wszystko,co tylko się dało,aby wczuć się w postać Gregora.O ile pytania wychodziły średnio ale wychodziły,to z odpowiedziami było ciężko.Trudno odpowiadać w czyimś imieniu więc odłożyłam to na później. 

Męczący,bez sensu,żałosny,samotny tydzień w szkole.Bez pomysły w głowie.Przerwany przez jeszcze bardziej samotny weekend.Rodzice pojechali sobie i zostawili mnie samą.
-Masz dom dla siebie.Tylko pamiętaj nie przesadzaj!-Złowieszcza rada mojej mamy nie wywarła na mnie wrażenia.Nie miałam ochoty na imprezy.Chciałam być sama i odespać cały weekend.Jaki idiota wymyślił szkołę rano przez prawie cały tydzień?Spojrzałam w kalendarz:Styczeń 2015.O matko,ja chcę wakacje! 

Lotnisko w Oslo. 

Przyloty,odloty,łazienki.Mnóstwo osób z wielu krajów.Inni się żegnają ,inni witają.Miejsce idealne dla mnie.Nie wiem czemu wybrałam to miejsce.Intuicja mówiła mi,że może spotkam tu kogoś ciekawego.Wyciągnęłam gitarę i dałam wodzę fantazji.Pewna siebie grałam kolejny cover.Raz się żyje coś zaśpiewam.  

Rest in me and I'll comfort you
I have lived and I died for you
Abide in me and I vow to you
I will never forsake you

They'll never see
I'll never be
I'll struggle on and on to feed this hunger

Burning deep inside of me

Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę,która głośno bije brawo.Zrobiło mi się miło.Norwegowie nie są tacy pogodni i otwarci od razu,trzeba ich poznać Uśmiechnęłam się szeroko i wskazałam na ławkę. 
-Cześć,jestem Daria 
-A ja Klara.Mieszkasz tutaj? 
-W sumie to tak.Ale bardziej w okolicy Vikersund. 
-O to  super,bo ja pochodzę z Polski i jestem tutaj pierwszy raz.Właśnie próbuję dostać się do Vikersund ale zupełnie nie wiem gdzie to jest.-Wiedziałam,że nie Norweżka!Mogę jej pomóc,być w nowym miejscu i to na dodatek chyba samemu.. 
-Nie martw się znam tę okolicę jak własna kieszeń.Ze mną nie zginiesz! 
-To dobrze.Ale jak mogę się dostać do Vikersund? 
-Polecam taksówkę ale możesz pojechać też autobusem lub nawet wynająć helikopter.-No co ona tak patrzy? 
-Uff co za ulga!-Popatrzyłam w tą samą stronę i wszystko jasne. 
-Widzę,że fanka Norwegów co?Ja osobiście jestem w dość dziwnym związku z Gregorem Schlierenzauerem.-Na żarty nigdy za późno.Na jej twarzy zagościło zdziwienie.  
-Co ty?Że jak?Ja słyszałam,że on chodzi z nie jaką Sandrą! 
-No tak bo on o nas nie wie.Hahahaha!-Skoro ona uwierzyła to i inni mogą.Nie,może lepiej nie.To by było głupie. 
-Hahahaha.Prawie ci uwierzyłam. 
-Prawie.Skoro lubisz Norwegów,to musisz lubić skoki narciarskie? 
-Tak.Nawet bardzo.Byłam nawet na ostatnim konkursie w Zakopanem z koleżanką.Ach,ta atmosfera gdy konkursy są w Polsce. 
-Tak słyszałam.Mój kolega był rok temu w Polsce na skokach.Podobno zajebiście.Ja byłam  ostatnio w Lillehammer.Tylko strasznie wiało.Nie cierpię tego. Ale przynajmniej wygrał Gregor. 
-Haha,przynajmniej. 
Moja nowa znajoma nagle wstała i podbiegła do jakiegoś niskiego gościa.Rzuciła mu się na szyje i szeptała do ucha.Szczerze to trochę jej zazdrościłam.Przyjechała do obcego kraju najprawdopodobniej dla tego gościa,który ja teraz przytula.Ej no,zaraz.Ten gość to...Nie niemożliwe.Tak przynajmniej myślałam dopóki Klara mi go nie przedstawiła:
-Daria,to jest Anders... 
-Fannemel-dokończyłam 
-Tak dokładnie Fannemel.Anders Fannemel. 
-Ja jestem Daria.-Myślałam co by tu jeszcze powiedzieć.Miałam palnąć:"Mój tata by się chyba zsikał jakby cię yyy pana zobaczył"ale to chyba zbyt szczere na pierwsze i najprawdopodobniej ostatnie spotkanie.Popatrzyłam na Klarę.Krótka chwila wystarczyła żebym ją na prawdę polubiła.Nie wyglądała za dobrze.Jej oczy zmęczone wędrowały w stronę wyjścia.Anders był szybszy ode mnie:
-Widzę Klara,że jesteś zmęczona. 
W taksówce czułam się nieswojo.Nie chciałam im przeszkadzać.W końcu się chyba musieli znać. 
W drodze do hotelu szłam obok Fannemela niosącego Klarę na rękach.Jaki on czuły.No ja nie wytrzymam,to takie romantyczne. 
-Dzięki Daria.-Podziękowania Fannemela zrobiły na mnie duze wrażenie. 
-Za co? 
-Że pewnie gdybym nie przyleciał do Oslo to byś ją tu zaprowadziła i dała kilka rad jak nie zostać zjedzonym przez niedźwiedzia. 
-Pewnie tak.Nie ma sprawy.Pa.-Miałam już wychodzić,gdy Klara nagle złapała mnie za rękę. 
-Hej co się stało?Dlaczego wychodzisz? 
-Przecież nie jestem tutaj potrzebna.Miałam tylko zaprowadzić cię do Vikersund i tyle.A poza tym jak widzę nie potrzebujesz już mojej pomocy.-Oczekiwałam odpowiedzi typu "Spoko,dzięki,żegnaj" ale się przeliczyłam.Pozytywnie przeliczyłam. 
-Co ty gadasz?Myslisz,że on będzie na każde moje zawołanie?Fannemel musi trenować więc ktoś będzie musiał oprowadzać mnie po mieście.A po za tym co ja będę sama robić w pokoju?Hmm..no nie daj się prosić tylko zostań.-Mówił ci ktoś,że możesz zostać adwokatem? 
-Ostatecznie na parę dni mogę się zgodzić i tak mój dom zajęli rodzice więc...trochę spokoju się przyda. 
Myślę,że gdy to mówiłam nie spodziewałam się,że wszystko potoczy się w takim kierunku. 


Hejoo!Jest nowy rozdział.Powiem szczerze,że pisałam go na raty.To burza,to nie ma internetu zadupie ,to po prostu jakiś sprawdzian.Głowna bohaterka w końcu poznaje Klarę.Przysięgam,że teraz będzie ostro,gorąco i ciekawie!Cieszę się,że ktoś tu w ogóle jest!DZIĘKUJĘ WAM ;* To opowiadanie to takie oderwanie od rzeczywistości.Zapraszam do komentowanie pozytywnego,które motywuje i negatywnego,które daje obraz na to gdzie trzeba się poprawić.Dzięki jeszcze raz i buziaczki :***







 



niedziela, 10 maja 2015

3.Świat nie kręci się wokół mnie...a jednak!


Kolejny dzień był idealny na obejrzenie konkursu.Całą noc mocno sypał śnieg i świat pokrył się białym puchem.O dziwo rano nie zapomniałam tego co planowałam wieczorem.Czekałam na tego jednego,na tego,który sprawił,że znowu oglądam skoki narciarskie z wielkim uśmiechem na twarzy.Gregor!Nawet zaczęłam odliczać dni do konkursów w Lillehammer.Co się ze mną dzieje?To pytanie zadawałam sobie przed każdą serią.To nie było zwykłe oglądanie skoków i patrzenie w ekran telewizora.Żyłam każdym skokiem.Niech wszyscy skaczą krócej niż Gregor!W przeciągu dwóch tygodni nadrobiłam zaległości sprzed wielu bezsensownie obejrzanych sezonów.Starałam się zbytnio nie okazywać,że z dnia na dzień zaczęłam interesować się skokami,chociaż czułam,że robię to tylko po to,aby zobaczyć Gregora!

W dniu wyjazdu do Lillehammer byłam niesamowicie szczęśliwa.Mama nie ukrywała zdziwienia,że potrafię się cieszyć z "wycieczki na te przeklęte skoki".Czy rodzice muszą wszystko wiedzieć?Chyba tak,skoro nawet moja mama ,niezainteresowana skokami wiedziała,że zakochałam się w Gregorze.Czy aż tak głośno go dopingowałam i życzyłam spieprzenia roboty innym?

Ciepło ubrana i gotowa na przygodę(i ja to mówię?!) pożegnałam się z mamą:
-Pa,my wrócimy w niedziele wieczorem.
-Wracajcie jak najszybciej.Jak wam się chce oglądać te nudy i to jeszcze na żywo pod skocznią.
-Mamo!Przecież wiesz,że tata beze mnie by się nudził!Muszę mu trochę podokuczać jak przegra zakład!
Dzień bez komentarza mojego taty,to dzień stracony.Zaczął się bronić atakiem:
-Tak na pewno twój Schlieri wygra.Ten zakład będzie twoją największą porażką córeczko!
-Zobaczymy! 


Jesteśmy,witaj Lillehammer!Kwalifikacje.Z jednej strony ciekawe,bo można pooglądać nowych zawodników.Jednym z nich był młody norweg:Johann Andre Forfang.Publika kocha nowych skoczków,szczególnie młode (norweskie) talenty."Skok powyżej punktu K Johanna,to daje duże szanse na występ juniora w jutrzejszym konkursie".Spiker najwyraźniej szczęśliwy,że kolejny Norweg w konkursie.Razem z tata staliśmy w bardzo dobrym miejscu na łapanie autografów.On łapał,a ja czekał na Gregora.Skakali kolejni zawodnicy.Widziałam każdego z nich po skoku.Jakiś gość sprawdzał im kombinezony,narty i inne pierdołki,które są im potrzebne do skoku.Na stanowisku lidera cały czas ten młody Norweg.Wyglądał na szczęśliwego z dobrego skoku.Jest Gregor!Tata tylko obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem.Trzeba przyznać,że jak na panujące warunki Schlieri skoczył bardzo dobrze.Pożerałam go wzrokiem i marzyłam żeby go pocałować.Jaka ze mnie wariatka,przez jednego Gregora moja twarda skorupa zaczyna znikać.Melancholijny nastroik przerwało przekleństwo,które padło z ust Forfanga:

-Kur*a-i rzucił kaskiem o ziemie.Oparł się o barierkę i spuścił głowę.Był wściekły,wziął swoje rzeczy i szybkim krokiem udał się w stronę domków.Jedyne co przeszło mi przez głowę-rozpieszczony dzieciaczek z niego.Dyskwalifikacja,nie pierwsza i nie ostatnia.Niestety Gregor nie pojawił się aby rozdawać autografy.Jutro też jest dzień... 


Po pierwszej serii konkursu trwały 2 wojny Norwesko-Austriacka,Schlieri walczył z Fannemelem,oraz konflikt na linii córka-ojciec.W mojej głowie kłębiła się myśl:Gregor wygraj to!Jest już na belce.Zaświeciło się zielone światło,zamknęłam oczy i..."138,5 metra Gregora Schlierenzauera!".Nerwowy moment,zliczane punkty za odległość,styl,wiatr i belkę.Gregor stał i wpatrywał się w tablice wyników z uśmieszkiem jakby wiedział co ma nastąpić.Patrzyłam się na tatę,a on na mnie.Z głośników wydobył się krzyk spikera:"Gregor Schlierenzauer zwycięzcą dzisiejszego konkursu!"Tata chyba nie dowierzał,że wygrał Gregor i w to,że przegrał ze mną zakład.  

Drugi dzień nie obfitował w tyle emocji i szczęścia.Ten przeklęty wiatr!Gregor wypadł średnio,z czego tata był mega zadowolony.Uff,dobrze,że zakład nie obejmował niedzielnego konkursu.Przez ten wiatr było strasznie zimno.Nie cierpię gdy zawody są przerywane przez warunki.Odetchnęłam z ulgą,gdy ten cały niedzielny cyrk wreszcie się skończył.Jak tylko wróciłam do domu,padłam na łóżko i zasnęłam. 


Przez te wszystkie dni po pierwszej "turze" skoków w Norwegii moje życie opierało się na stwierdzeniu:byle do przodu.Święta zbliżały się wielkimi krokami.Boże Narodzenie=prezenty.Trochę się zdziwiłam,gdy Agnes zaproponowała mi wspólne zakupy.Jakoś zbytnio za sobą nie przepadamy.Hmm...gdzie dziewczyny mogą poznać się lepiej?Na zakupach!Nie chciało nam się siedzieć w szkole,na dodatek fizyce,więc postanowiłyśmy zrobić sobie wagary.Oslo było nasze i z pewnością nie żałuję,bo to co się wydarzyło może się zdarzyć tylko mi(w pozytywnym słowa tego znaczeniu) 


Choinki,wszędzie choinki,wszędzie mowa o prezentach,o radości,o wspólnych chwilach,o prezentach!Mój umysł rozdarty był pomiędzy tym,co dostanę i tym co ja kupię.Moi rodzice nie umieją dochować niespodzianki(na szczęście ja umiem) i już od pewnego czasu doskonale wiem,co znajdę pod choinką.Razem z Agnes miałyśmy niezłą bekę,gdy jeden gość zapytał się nas czy nie powinnyśmy być w szkole.Był chyba cudzoziemcem,bo mówił po angielsku z mocno wymawianym RRR.Jestem na to dość przeczulona.Nie ma to jak tłumaczenia,że jest zbyt dużo śniegu żeby wyjść z domu.A jednak!W pewnym momencie zobaczyłam coś co całkowicie wybiło mnie z równowagi.Dwóch gości,jeden z nich był przebrany za niedźwiedzia.Zatrzymałam się i przeczytałam tabliczkę,na której napisane było wszystko.Wynikło z tego tyle,że za każde zrobione zdjęcie z "miśkiem" to pomoc dla chorej na białaczkę dziewczynki.Nic dziwnego,że ktoś chce pomóc.Czytam ostatnie zdanie:"a w naszą akcję osobiście zaangażowali się Tom Hilde i Andreas Stjernen.." i ogarnia mnie myśl,że muszę zrobić sobie zdjęcie z Hildo-niedźwiedziem.Tom ze wszystkimi robił dziwne pozycje,nie mogę być gorsza.Gdy podeszłam do ^^niedźwiadka^^ Stjernen popatrzył się na mnie i rzucił lekki uśmieszek do Hilde.Czy on coś knuje?Nie!To niemożliwe, świat nie kręci się wokół mnie.Zrobiłam głupią minę i tyle.Trochę żałowałam,że ten diabelski uśmieszek Stjernena nie oznaczał jakiejś intrygi w stosunku do mnie.Chociaż pewnym jest,że Hilde i Stjernen to dwa "trochę" nie ogarnięte ludki.Nie pomyliłam się.No może nie od razu,jedno jest pewne,ta sytuacja była dosyć dziwna.Gdy razem z Agnes szłyśmy po parkingu moim oczom ukazał się....Hilde i Stjernen.Znowu!Zachowywali się głośno,więc trudno było ich nie zauważyć.Andreas żartował sobie z Toma,że wygląda w tym stroju jak jego ciotka,gdy nie zrobi sobie makijażu.Próbowałam przejść koło nich i nie wybuchnąć śmiechem.Patrzyłam prosto przed siebie i myślałam o kotkach,samochodach.Niestety musiałam pomyśleć o niedźwiedziach!To skojarzenie całkowicie mnie pogrążyło!Zaczęłam się śmiać coraz głośniej.Agnes popatrzyła się na mnie jak na wariatkę.Zrobiło się cicho,jedyne co przerywało tę ciszę to mój śmiech.Zorientowałam się,że skoczkowie patrzą się centralnie na mnie.Zasłoniłam buzię ręką.To było silniejsze ode mnie,chociaż robiłam z siebie totalną idiotkę,za każdym razem jak popatrzyłam na Hilde,to przybywała kolejna dawka śmiechu.W końcu Tom wziął sprwy w swoje ręce,a raczej łapy: 

-No co? 
-Nie,nic.-i znowu ten śmiech! 
-Bądź szczera i mnie nie rań.Czy ten strój mnie pogrubia? 
Spoważniałam i zaczęłam głęboko oddychać. 
-Znaczy się,twój strój jest bardzo w czas! 
-Co to znaczy w czas?Mówiłem żebyś mnie nie raniła-powiedział głosem jakby zaraz miał się rozpłakać-No dobrze wybaczam ci! 
Do tej całej sytuacji musiał oczywiście wtrącić się Stjernen: 
-No a teraz przytul misiaaa. 
Poczułam jak coś w miękkiego na mnie ląduje.Tom ratujący się przed upadkiem(oczywiście mną)nieźle się wkurzył.Kopnął Andersa w tyłek i zaczęła się wojna na przytulanie.
-Stjernen ty idioto,chciałeś żebym zabił koleżankę.Idź ją przeproś i przytul! 
Andreasowi nie trzeba było mówić,co robić i sam "posłusznie" szedł w moją stronę z ramionami,które mówiły same za siebie.Mocno się do mnie przytulił.Tak mocno,że nie mogłam oddychać.Muszę im się odwdzięczyć.Przewracałam oczami w stronę Agnes.Chwyciła haczyk: 
-No dobra chłopaki,my musimy się zbierać,chodź Daria! 
Stjernen jak na komendę wypuścił mnie ze szczęk.Nie wiedziałam,że skoczkowie mają tyle siły.o nie,nie,nie!To nie koniec!Wzięłam Agnes za rękę i popchnęłam na Toma!Spodobało mu się,że to nie koniec bitwy i się do niej wtulił.Agnes chyba niekoniecznie to całe bliskie spotkanie przypadło do gustu.Odepchnęła Norwega z całej siły i wściekła podeszła do mnie.Jej ręce powędrowały na moje ramiona a potem....Bohaterski Stjernen złapał mnie w ostatniej chwili.Byłam w szoku i cała się trzęsłam.Tom i Andreas stali jak wryci.
Hilde tylko powiedział szczerą prawdę: 
-Widzę,że twoja koleżanka nie zna się na żartach,co nie? 
Tak oto kończą się przygody ze skoczkami narciarskimi! 



Hejoo!W pierwszych słowach chciałam przeprosić za dwie rzeczy.Po pierwsze za to,że pod ostatnim rozdziałem nie było nic powiedziane ode mnie i ten błąd już się nigdy nie powtórzy!Po drugie przepraszam za użycie słowa beka.Nie przepadam za tym wyrazem no ale cóż...Trochę czasu minęło,ponieważ miałam problem z przelaniem weny na kartkę,a gdy już byłam napalona na pisanie pojawiła się nauka!Mam nadzieję,że dialogi są już bardziej przejrzyste.Tak wiem to zawsze była moja jedna z dwóch pięt Achillesowych,drugą jest interpunkcja.Pamiętajcie,aby zostawić po sobie malutki komentarz nawet gdyby miałby być mało przyjemny!    






poniedziałek, 20 kwietnia 2015

2.Born To Survive-A więc jestem dziwnym przypadkiem!



Do pokoju wpadli rodzice.

-Co się tu dzieje?

-Nic,mam tylko mały problem ze spaniem w jednym miejscu.

Tata nic sobie z tego nie robił,za to mama wyglądała na dosyć zdenerwowaną:

-Nic ci się nie stało?

-Nie,tylko się trochę stłukłam-pewnie,że się stało ale nie będę teraz o tym im opowiadać

-Jakby co krzycz

-Ok.Dzięki.

Położyłam się na łóżku i popatrzyłam na telefon-5:30-dopiero.

Obudziłam się około południa.W domu panował niezły zamęt.Co chwile ktoś wnosił meble,tata coś podpisywał a ja czułam się jak na innej planecie.Cały czas nie mogę pojąć co i jak to się stało.

Była środa wieczorem.Pierwszy dzień mojego powrotu do Norwegii.Zamiast zwiedzać i odświeżać pamięć starałam się jakoś zająć czas.Rodzice mówili,że moja pomoc przyda im się najbardziej,gdy trzeba będzie rozprawić się z moim nowym pokojem.Przy kolacji palnęłam chcąc nie chcąc:

-Co ze szkołą?

Tata nie wahał się ani sekundy:

-Do końca tygodnia zostaniesz w domu.Lepiej żebyś ochłonęła.

Co to znaczy ochłonęła?Zresztą,nie mam ochoty iść znowu do szkoły i zaczynać wszystkiego od początku.

Czas mijał szybko i nudno.Pierwszy raz w życiu byłam tak zrezygnowana.Odpowiadałam z wymuszonym uśmiechem na pytania rodziny,patrzyłam w okno jak tutaj wszystko obumarło.W Szwajcarii jest piękna jesień,a tu zaczyna się zima.Piękna to pora roku,trzeba przyznać ale dlaczego tak szybko?

Weekend.Sobota miała być kolejnym dniem spędzonym w domu.Znowu powinno być nudno.Tata zauważył moje przygnębienie i znowu spróbował mnie pocieszyć :

-Mam dla ciebie niespodziankę!Wsiadaj o samochodu.

Niespodzianka.Ucieszyłam się.Gdzieś jedziemy.Wsiadłam do samochodu.Chwile jechaliśmy.No cóż w centrum Vikersund było strasznie dużo osób.Nienaturalnie dużo.Zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu.

-Jesteśmy na miejscu-powiedział tata i wyjął za schowka flagę Norwegii i marker. Tylko się uśmiechnęłam.Po co mu ta flaga?Szliśmy kawałek.Większość osób też miała flagi.W końcu stanęliśmy chyba w nawet dobrym miejscu.Przyjechał jakiś autokar.Tłum powitał go brawami.Co tu się dzieje?Zagadka a raczej niespodzianka rozwikłana.To była norweska drużyna skoczków narciarskich.Machali do wszystkich.Spiker zapowiedział,że "bohaterowie zimy przyjechali spotkać się z fanami,przed już nie długo rozpoczynającym się sezonem".Wow,a więc to są ci idole mojego taty.Weszli na scenę.Było ich 5.Najbardziej moją uwagę przykuł skoczek z długimi włosami.Cały czas robił śmieszne miny i dziwne pozy.Trzeba przyznać,że polubiłam go najbardziej.Jego jedynego zresztą...Drugi,który stał obok śmieszka był najniższy z nich wszystkich i miał blond włosy.Kolejny zdecydowanie wyższy,nie przypadł mi specjalnie,taki trochę ponury.Co ja gadam,też miałam minę jak trup!Ostatni dwaj byli chyba najstarsi.Jeden wyglądał jak...szczeniaczek.Nie wiem skąd to porównanie.Czy coś ze mną nie tak?Ostatni miał czarne włosy i nic nie zdradzał ani ruchami,ani słowami.Najbardziej rozgarnięty z nich wszystkich.Oni odpowiadali na pytania dotyczące sezonu i chyba mistrzostw świata,a mi było strasznie zimno.Nie wiedziałam jak się nazywają,lepiej żebym o to teraz nie pytała.Okazało się,że "bohaterzy" będą rozdawać autografy i robić zdjęcia z każdym kto chcę.Start!Do skoczków zrobiła się niesamowicie długa kolejka,w której stanął mój tata.Nie chciałam przeszkadzać w tak "cudownej" chwili i postanowiłam zejść na bok.Oparłam się o ścianę i zaczęłam przeglądać zdjęcia,które zrobiłam w Szwajcarii.Nie było to wspaniałe uczucie,wszystko wróciło.Ze złością schowałam telefon do kieszeni i energicznie ruszyłam do przodu.Zapomniałam,że w Norwegii trwać zaczęła wieczna zmarzlina i wywróciłam się na śliskiej powierzchni.Serio?Znowu stłukłam sobie dupę i chyba zacznę nienawidzić zimy!Ktoś podał mi rękę.Wysoki chłopak zapytał:

-Wszystko okey?

Już miałam krzyczeć,że nic nie jest okey.Na szczęście się powstrzymałam.Lekko się uśmiechnęłam i grzecznie odpowiedziałam:

-Tak,już tak-myślałam,że to koniec naszego spotkania,on jednak,ku mojemu zdziwieniu,mówił dalej:

-Uff,to dobrze,bo nie wyglądało to ciekawie.Mówisz po norwesku?

-Tak,jestem Norweżką i tutaj mieszkam.-dodałam żeby nie było

-Serio?Nie widziałem cie wcześniej.

-Dopiero się przeprowadziłam-jego entuzjazm mnie przerażał.Starałam się być miła i chyba nawet wychodziło.

-Uuu,tak w ogóle to jestem Sven-i podał mi rękę

-Daria,miło poznać-trochę się odważyłam i zapytałam:-chodzisz może tutaj do szkoły?

-Tak,jestem w drugiej klasie

Muszę przyznać,że Sven spadł mi z nieba.Może przy odrobinie szczęścia poznałam osobę,która mnie wprowadzi w "norweski tryb życia".Pierwszy raz od przyjechania tutaj szczerze się uśmiechnęłam i pół żartem pół serio dodałam:

-Fajnie się składa,bo ja też będę w drugiej już w najbliższy poniedziałek-Sven uśmiechnął się i chyba czytał mi w myślach:

-Wiesz,jeżeli chcesz to mogę cie oprowadzić,zapoznać z kilkoma osobami w szkole-trochę się speszył

-Dzięki.Na pewno skorzystam.Miło,że proponujesz mi pomoc-znowu mocno i szczerze się uśmiechnęłam

Tata mnie zauważył.Był podjarany jak mała dziewczynka.Jego entuzjazm trochę ucichł gdy zobaczył Svena.

-Widzę,że poznałaś kolegę-powiedział to z taką ironią...czas na wojnę słowną

-Tak.To jest Sven-powiedziałam pewniej-będziemy razem chodzić do klasy.

-Cieszę się.Widzisz w znajdowaniu znajomych jesteś mistrzynią!

Całą tą sytuację przerwał dzwoniący telefon,oho mama:

-Halo?

-Długo jeszcze będziecie prześladować biednych skoczków i męczyć ich?

-I ty wiedziałaś??

-Pewnie,że tak.Trudno nie wiedzieć.Wszyscy o tym mówili od tygodnia.

-Serio?No dobra my zaraz wracamy.

Pożegnałam się ze Svenem i weszłam do samochodu.Usiadłam na przednim siedzeniu.Tata dał mi flagę z podpisami skoczków.Humor mi wrócił,więc postanowiłam się z nim podroczyć:

-Hmm jakie to wspaniałe.Pewnie powiesisz ją na ścianie i zrobisz ołtarzyk?

-Widzę,że wrócił ci nastrój.Cieszę się,że niespodzianka podziałała.Wiedziałem,że skoki potrafią czynić cuda!

Tak na pewno skoki.Tak,tak...Pewnie,że nie.Właściwie to nie wiem co.

PONIEDZIAŁEK:

Sven dotrzymał obietnicy i pomógł mi w zaklimatyzowaniu się w szkole.Dzięki niemu dosyć szybko znalazłam się w pewnej grupie osób,które spędzają razem czas.Wszystko cacy-racy ale czy wszyscy Norwegowie (z wyjątkiem mnie) muszą tak ekscytować się skokami?Przyjazd drużyny skoczków to była niemała sensacja.Wszyscy chwalili się zdjęciami zrobionymi z nimi.Był tego mały plus.Przy najmniej wiem jak się nazywają.Starałam się aby uniknęło mnie to jedno niewygodne pytanie,które niestety padło z ust Agnes:

-Daria,a ty co upolowałaś?

Prawda czy nie prawda?Oto jest pytanie.Postanowiłam podjąć słuszną decyzję:

-Właściwie to skoki mnie nie kręcą...

-Serio?Dziwny przypadek...

Uff,Sven przyszedł z pomocą:

-Nie martwcie się.My ją już wyleczymy!-I zaczął się śmiać,a razem z nim inni.Musiałam dodać coś od siebie:

-Uważajcie jestem DZIWNYM I CIĘŻKIM do wyleczenia przypadkiem!



Dom,słodki dom!Chociaż w szkole było lepiej niż się spodziewałam,to mój pokój stał się moim ulubionym miejscem.Trzeba przyznać,że w szkole zapomniałam o tym,o czym długo jeszcze pamiętałam-Chris,Szwajcaria,obietnica.A gdy wracałam do domu całe moje pozytywne myślenie,przemieniało się samoudrękę.Większość czasu spędzałam na rozmyślaniu-Co by było,gdybym została w Bazylei?Skutkiem tego była smutna mina.Rodzice się tym zaniepokoili:

-Co się dzieje?

-Nic.Po prostu mam zły dzień.

To spławienie przez pewien czas działało,niestety na krótko.Przyszedł moment,gdy limit "mam zły dzień" się wyczerpał.Raz na jakiś czas w szkolę rodzice spotykają się inywidualnie z nauczycielami.Dlaczego???

Siedziałam na dywanie w pokoju i przeglądałam bez sensu podręcznik do biologi.Nagle wpadła mama:

-Co robisz?

Stać mnie było na jedno zwykłe:

-Nic.

-I pewnie masz zły dzień?-zaczęła robić się podejrzliwa

-A co to ma do tego,że próbuję pojąć jak wygląda życie wirusów i bakterii?

-Ty sobie nie żartuj dobrze?-ups,chyba to nie było dobre rozpoczęcie rozmowy.

-Ale o co chodzi,bo to,co powiedziałam raczej udanym żartem nie było?

-Rozmawiałam z twoim wychowawcą.

-I?-z moim entuzjazmem "na pewno" coś osiągnę!

-W szkole nie jesteś taka załamana.Podobno zachowujesz się zupełnie normalnie.Rozmawiasz,śmiejesz się.Dlaczego nie jesteś taka w domu?

Odwróciłam się i położyłam głowę na kolana:

-Ty wiesz dlaczego!

-Ile razy mam ci to tłumaczyć?Musimy tu być!

-I ja mam przez to cierpieć?

Mama postanowiła mnie zagiąć:

-Przecież w szkole nie cierpisz?-udało jej się!!

Odwróciłam się.

-Szkoła to co innego-mój ton głosu był już żywszy

-Widzisz to połowa sukcesu.Przyzwyczaisz się!-nastrój mamy się poprawił i dodała:

-A może ci coś kupimy,hmm?Co byś chciała?

Czyli wszystko po staremu!Ucieszyłam się,że nie musimy dalej zgłębiać tego tematu.Jedno jest pewne.Jeżeli mama sugeruje "kupimy ci coś" to oznacza tylko jedno-nawet największa moja zachcianka się spełni.Po każdej przeprowadzce moi rodzice mają wyrzuty sumienia.Jak byłam mniejsza to były zabawki,zdalnie sterowany samolot(R.I.P),chomik,sukienka i takie tam.Jednak gdy zdałam sobie sprawę,że mogę posunąć się na bardziej drastyczne kroki wykorzystywałam to bezbłędnie.Rodzice pozwolili mi zrobić pierwszy tatuaż w 16 urodziny.Teraz mam ich więcej.Każdy to łup i symbol przeprowadzki.Tylko się chytrze uśmiechnęłam i dodałam:

-No wiesz,myślałam nad nowym tatuażem.

-Tak?No cóż chyba nie mam innego wyboru jak zmniejszyć twoje cierpienie.Porozmawiam z tatą.

-Dzięki.Wiesz,że cię kocham.

-Wiem!Ale ja ciebie bardziej!



Kilka tygodni później...

Cały ten czas przeminął spokojnie.Mam nowy tatuaż.Tak,kolejny symbol przeprowadzki.Born to survive-to chyba znaczy wszystko.Pewnego wspaniałego listopadowego wieczoru tata wyrwał mi pilot z ręki tłumacząc:

-Koniec tych głupot.Teraz czas na najwspanialszy sport na świecie.Pełen walki i krwi!

-Myślałam,że o tej porze nie ma jeszcze boksu.

-Co?Nie!Właśnie zaraz zacznie się pierwszy konkurs skoków!Drużynówka na dodatek!

Skoki?Już?Zapomniałam o nich!Miałam ochotę pójść do pokoju i robić cokolwiek innego.Tata jednak mnie udupił:

-Czyli co,miłe chwile w rodzinnym gronie?Chyba nie przegapisz pierwszego konkursu?!

No tak!Przecież jeszcze z 8 miesięcy temu,gdy kończył się sezon to obiecałam mu,że na 100% obejrzymy razem następny!

-No nie,pewnie,że nie przegapię.-trzeba dotrzymywać obietnic...

Pierwsza grupa zawodników:jacyś Rosjanie,Polacy,Niemcy,Japończycy,Czesi... i są Norwegowie!Pierwszy jakiś Velta.A,już wiem to ten skoczek,który przypominał mi trupa.Teraz wygląda całkiem inaczej...Dziwne!I to w HD!!!Przemknął na progu szybko,że nawet pora na Austriaków!I tak przez kilkadziesiąt minut!I nagle mnie olśniło.Pierwszą serie kończył Gregor Schliereznzauer.Zaraz,zaraz...No tak!To przecież jemu kibicowałam przez cały poprzedni sezon.Nie wiem czy po to,żeby zrobić na złość mojemu tacie,czy był inny powód?Zapomniałam przez te 8 miesięcy bez skokowej neutralności.Gdy zdjął kask wszystko mi się przypomniało.Przystojny i wysoki.Tak to on!W przerwie pomiędzy seriami weszłam na Wikipedię i trochę poczytałam o nim.Jest bardzo młody i już tyle osiągnął.Wow!Młody,utalentowany,przystojny.Zauroczyłam się...Szybko ustawiłam sobie jego zdjęcie jako tapetę na telefonie i wróciłam szczęśliwsza na drugą serię!Gdy była jego kolej,wstałam z fotela i zaczęłam ściskać kciuki.Mówiłam coraz głośniej-daleko,leć,jeszcze dalej.Wylądował.Usiadłam na fotelu.Nie był chyba zadowolony,bo kręcił przecząco głową.Tata patrzył na mnie jak na konfidenta.Ja,Norweżka z krwi i kości jestem za Austriakiem i to jeszcze Schlierenzauerem!Tylko zażartował:

-Daleko ten twój Greguś nie zaleci z takim wynikiem!-spławiłam go szerokim uśmiechem.

Mój daddy był szczęśliwy,że Norwegowie stanęli na podium.Ja tylko postanowiłam go skontratakować:

-Oj,co to?Tylko trzecie miejsce?

-Ty zdrajco nic nie mów!Gdzie austriacy czekaj,oj nie widzę ich!

Najlepszy sposób na ironię to ironia:

-Przecież ja jestem za naszymi walecznymi wikingami.

-Aaa,idź już spać dziecko!

Gdy dowiedziałam się,że jutro jest konkurs indywidualny,szczerze się ucieszyłam.Pierwszy raz miałam ochotę na skoki narciarskie i jeszcze Lillehammer!Chwilo trwaj!Niech przyśni mi się Schlierenzauer 



poniedziałek, 13 kwietnia 2015

1.Złe dobrego początki, znaczy:przecież obiecałeś!

Wszystko zaczyna się układać!Mieszkam w najpiękniejszym miejscu na Ziemi,mam najlepszą przyjaciółkę pod słońcem i chłopaka Christophera.I jeszcze zostaję tu na dłużej.W tym świetnym humorze wracałam do domu.Była piękna pogoda wczesnej jesieni.W Szwajcarii wygląda to cudownie.Jest mój dom,mój piękny dom!W końcu to miejsce zamieszkania mogę nazwać domem.Niestety ten rzadko spotykany u mnie powiew romantyczności przerwała nerwowa atmosfera w domu.Tata gdzieś dzwonił i nerwowo chodził z pomieszczenie do pomieszczenia.Mamy nie było.Tata chyba bukował bilety.Gdzieś wyjeżdża?Oho,coś się kroi.Nie chcę nawet wiedzieć co...nie to raczej mało prawdopodobne.Wbiegłam na górę,rzuciłam plecak gdzieś do pokoju i wróciłam na dół.Tata chyba już kończył,bo potwierdzał coś nerwowo.Dobra już mogę. 
-Tato coś się dzieje? Gdzie mama chyba miała wolne dziś i pojechała na zakupy beze mnie?-zaczęłam trochę spokojniej i bardziej z podstępem jeżeli ma mi powiedzieć 100% prawdy. Zadziałało,bo trochę się speszył.
-Znaczy się,mama jest w twojej szkole?
-Szkole?Po co?Nie chcesz chyba powiedzieć,że..że..że-nie to nie możliwe przecież obiecał! 
-Posłuchaj,mama jest w szkole załatwia wszystkie te sprawy,bez których się nigdzie nie ruszymy. 
-Po co mamy się gdzieś ruszać?-to było głupie pytanie-Nie,nie,nie,nie i NIE!Ja nigdzie nie jadę.
-To nie taka prosta sprawa.Wszystko się zmieniło.Musimy stąd wyjechać.Zadzwonili z firmy,że mnie przenoszą. 
Nie chciało mi się go słuchać.Zamknęłam drzwi od pokoju z wielkim hukiem i położyłam się na łóżku.Dlaczego teraz,kiedy wszystko zaczynało się układać?Obiecał.Wyciągnęłam telefon z plecaka i sprawdziłam nową wiadomość od Chrisa-"Jutro o 17 w tym parku niedaleko twojego domu ;)".Nie mam pomysłu co mu napisać,bo chyba raczej nie"Tak pewnie tylko za kilka dni wyjeżdżam,trzymaj się,buziaki".Prawda przez telefon,"świetnie,świetnie,świetnie". 

Gdy się obudziłam było wpół do siódmej.Nic przez sen mnie nie olśniło.Zeszłam na dół.Mama już wróciła.Razem z ojcem omawiali plan wyjazdu.Rodzice przywitali mnie z bolesną ironią.
-Ochłonęłaś już? 
Nic nie odpowiedziałam.W salonie panowała niezręczna cisza.Mama próbowała ratować sytuację.
-Tata ci to źle wytłumaczył. 
-Obiecaliście...-chciałam mówić dalej ale mama brnęła dalej 
-Posłuchaj to nie było planowane.Jeszcze wczoraj o tej porze mogłabym ci przysiąc,że zostaniemy tu na dłużej.Uwierz mi,że ten telefon był tak samo dziwny dla ciebie jak i dla mnie.Ale teraz wszystko się zmieni i na pewno.. 
-Nie,nie na pewno.Tak samo mówiliście w wakacje,cytuję-"Na pewno tu zostaniemy,zdasz tu maturę,poznasz nowych ludzi,będzie wspaniale".I co,teraz znowu będzie jak kiedyś!-Tym razem postanowił się wtrącić tata: -Nawet nie zapytałaś się,gdzie się przeprowadzamy. 
-Niby gdzie? 
-Do Norwegii!Wracamy do domu!Firma dała mi nową umowę.Teraz będę realizował projekty tylko w naszym kraju,czasami tylko wyjadę na kilka dni,ale to nie wpłynie na nasze miejsce zamieszkania. 
Norwegia.Czym dla mnie jest Norwegia,może lepiej czym była?Istniała dla mnie do 6 roku życia,kiedy zaczęła się moja "wędrówka" po świecie.Pamiętam tyle,że wtedy mogłam nazwać ten kraj moim domem.Teraz to Szwajcaria miła być moim domem!Jest moim domem.Tu mieszka Simona i przede wszystkim Chris! 
-Ale ja nie mogę się przeprowadzić,bo...(już prawie się wydałam) jest środek roku szkolnego! 
-Przecież nie raz wyjeżdżaliśmy w środku roku,a poza tym mama już wszystko załatwiła!
Czuję się przegrana:-Muszę iść do łazienki.
Usiadłam na wannie i zaczęłam analizować.Najchętniej to chciałabym tutaj zostać.Jak wytłumaczę Chrisowi,że się wyprowadzam?Dlaczego nie mam tutaj jakiś cioci,babci.Rodzice nie pozwolą mi tu zostać ale przecież mogłabym tutaj przyjeżdżać i odwiedzać Chrisa i Simone?Dobra,przeprowadzka potrwa kilka dni,a jutro zadzwonię do Chrisa i mu wszystko na spokojnie wytłumaczę.Na pewno mnie zrozumie!Wyszłam zdecydowana i lekko pocieszona. 
-Kiedy mamy samolot-to miało być pytanie retoryczne,i znowu pech! 
-Jutro o 19 mamy samolot . 
-Co?Tak szybko? 
-Wiesz,musimy być w Norwegi najszybciej jak to możliwe. 

Szybko napisałam Sms-a do Chrisa z prośbą o spotkanie się zaraz po szkole w parku,zgodził się! 
Nie poszłam do szkoły.Cały dzień pomagałam mamie w przeprowadzce.O 15 miałam spotkać się z Chrisem,nakłamałam jej że około tej godziny muszę iść się pożegnać ze znajomymi.Cała szczęścię nie jest konfliktowa.Przez cały ten czas myślałam jak mu to wszystko wytłumaczyć.Jedno było pewne:jak najdelikatniej.Tylko żebym się nie speszyła. 
Gdy przyszłam,Chris już na mnie czekał. 
-Cześć,nie było cię dziś w szkole-i pocałował mnie w policzek. 
-Cześć,musiałam pomóc mamie.-dobrze że nie pytał w czym.
-To gdzie idziemy?Kino?Romanticzna kolacyjka?-humor mu dopisywał. 
-Obawiam się,że nie-chyba źle zaczęłam 
-Co? 
-Bo wiesz..nie wiem jak ci to wszystko wytłumaczyć,od czego zacząć...musisz mnie zrozumieć-gubiłam się w słowach.Tyle rzeczy do powiedzenia,które trzeba powiedzieć pewnie i delikatnie.
-Hej,spokojnie,powoli.Spróbuję zrozumieć 
Jak będę się z tym tak pieprzyć to na pewno nie zrozumie.Powiem to teraz:-Chris nie możemy nigdzie iść bo za 4 godziny mam samolot do Norwegii! 
-Czekaj,czekaj,że co?Nic z tego nie rozumiem. 
-Przeprowadzam się z rodzicami do Norwegii i za chwile wyjeżdżam... 
-I teraz mi to mówisz! 
-Sama się dowiedziałam wczoraj po szkole,też jestem w szoku!-połowa wszystkiego za mną teraz tylko muszę mu to wszystko wytłumaczyć. 
-Nie to niemożliwe,nie można się przeprowadzić w przeciągu dnia. 
-Można.Ojciec dostał nowy kontrakt.Musimy tam być najszybciej jak się da.Chris zrozum mnie że to mi też nie pasuję.Wolałabym tu zostać z tobą,z simoną-Chris nic nie odpowiadał-Powiedz coś! 
-Nie wiem co. 
-Cokolwiek!Może ci się wydaję że wszystko skończone,ale ja nad tym dużo myślałam.Będziemy do siebie dzwonić,będę cie odwiedzać najczęściej jak tylko to możliwe...-przez cały czas Chris stał zamyślony,a ja paplałam jak zdesperowana-będzie dobrze zobaczysz! 
-Nie!Nie będziemy do siebie dzwonić,odwiedzać,gadać przez Skype!Nie! 
-Co?-co on mówi?-teraz ja nie rozumiem!-nasza rozmowa zaczęła przeradzać się w kłótnie. 
-Myślisz,że co?Wyjedziesz sobie do jakiejś Norwegii i będzie tak samo jak teraz? 
-Nie rozumiem cię!Wczoraj jeszcze mówiłeś mi jaka ja dla ciebie jestem ważna,a teraz? 
-Wczoraj miałaś tu mieszkać,wczoraj wszystko wyglądało inaczej!-to zabolało-nie uznaję związków na odległość.Największa głupota! 
Stałam bezczynnie i patrzyłam się jak krzyczy i wymachuje rękami.Miałam ochotę zabarykadować się w pokoju i wypłakać się na śmierć.Chris zakończył sprawę:-Wiesz co,lepiej będzie jak rozstaniemy się teraz i każdy pójdzie w swoją stronę.Powodzenia na nowej drodze życia.Pa!-odwrócił się jakby niby nic i poszedł. 
Zaczęłam płakać.Było tak pięknie!I znowu to samo!Od teraz będzie inaczej!Ogarnęłam się trochę i wróciłam do domu z kamienną twarzą, 
Mama tylko spytała:-I co,jak poszło? 
-Ciężko-i wróciłam do pokoju  
Za kilka minut tata zawołał:-Daria za 5 minut w samochodzie,sprawdź czy wszystko wzięłaś.  
Napisałam jeszcze sms-a do simony i zeszłam na dół. 

W samolocie siedziałam smutna i o wszystkim dokładnie myślałam,aż w końcu tata chcąc mnie pocieszyć zasugerował: 
-Kupiłem bilety na skoki do Lillehammer i nie mam z kim jechać.Mama powiedziała,że za nic na to nie pójdzie,może pojedziemy razem?
Ja tu cierpię,przeżywam,mam dość a on tylko o skokach.No ale w końcu próbował mnie pocieszyć.Trochę się zamyśliłam i:-Pewnie,lepsze to niż siedzenie w domu-i się uśmiechnęłam.Szczerze,to nawet nie myślałam o tym zbyt poważnie.Skoki narciarskie w wykonaniu mojego taty,hmmm:"No skacz,jeeest,nie ma,udało się,naprzód Norwegia".Jak na typowego norwega przystało wielki fan skoków,biegów,biathlonu,kombinacji-wszystkiego co ze sportami zimowymi związane!Szczególnie skoki.Przyznam,że jak byłam młodsza to razem dawaliśmy nieźle popalić mamie.Krzyki,płacz,plucie pod narty przeciwnikom:P Wszystko mi zbrzydło.Jak długo można słuchać gadania o skokach,skoczkach,skoczniach,norwegach...Nie mam nic do skoków.Nawet obejrzałam cały poprzedni sezon,bez większej pasji,takich emocji.Nie rozumiem tylko jednego!Ok sport,walka itp ale dlaczego wszyscy traktują tych skoczków jak bogów?Najwyraźniej nie jest mi dane bycie piszczącą fanką jednej drużyny. 
Z lotniska odebrali nas dziadkowie.Było mi trochę niedobrze,kręciło mi się w głowie.Za dużo wrażeń jak na jeden dzień!Zasnęłam w samochodzie i chyba przegapiłam kilka pytań babci o podróż,szkołę i inne straszne w tej chwili rzeczy.
Obudziła mnie mama:Jesteśmy,poznajesz to miejsce?                                                                
Gdy obraz trochę mi się rozjaśnił zobaczyłam jakiś dom.No dobra nie jakiś.To tutaj spędziłam 6 najpiękniejszych lat mojego życia.Taa cisza przed burzą.W środku było jeszcze pusto.Jedyne o czym myślałam,to żeby iść wreszcie spać!Ten dzień był jeszcze gorszy od poprzedniego.Co będzie jutro?Nie chcę teraz o tym myśleć!Spać,łóżko,sypialnia,kocyk i lulu. 
Takie pesymistyczne niemyślenie odbiło się z wielkim hukiem o moją podświadomość.Przewracałam się z boku na bok.We śnie wszystkie wydarzenie z 48 godzin mieszały mi się w jeden koszmar.Obudziłam się z dość pokaźnym stłuczeniem.Spadłam z łóżka.Auć,dzięki za obudzenie!Drugi sen był jeszcze gorszy.Śniło mi się,że jestem na skokach.Sama pośród tłumu  kibiców,którzy jak zombie chodzili za skoczkami.Nic dziwnego a jednak takie straszne dodając,że wyglądali jak trupy.Auć!I znowu na ziemi.Niech to się już skończy! 

Hejoo! I oto jest pierwszy rozdział!Dzisiaj jeszcze trochę wprowadzenia do całej historii.Pojawił się już motyw skoków,którego będzie coraz więcej!Szczerze to trochę się stresuję,bo to w końcu początek i nie wiem jak zostanie przyjęty.Do odważnych świat należy!!! Zapraszam Was do komentowania,czy się Wam podoba.Następny rozdział postaram dodać gdzieś pod koniec tygodnia ;) Miłego czytania :* 
PS. Pamiętajcie KOMENTUJĘ = MOTYWUJĘ