czwartek, 23 lipca 2015

6."Nie wierzę w przypadek wierzę w przeznaczenie."

Przez prawie całą drogę pan Forfang nie powiedział ani jednego słowa.Szliśmy szybko.Ja prawie biegłam a on nie musiał się specjalnie wysilać,aby dotrzymać mi kroku.Stawiał te swoje długie nogi jak od niechcenia a ręce trzymał w kieszeniach.Oczywiście nie mógł by być sobą bez zrobienia mi na złość.Od czasu do czasu gwizdał i ironicznie się uśmiechał.Odezwał się dopiero pod koniec.
-Czyli to twoja szkoła?
-Nie odpowiem nie ani tak.
-Dlaczego?
-Nie powiem "nie",ponieważ ciężko zaprzeczyć ale nie mogę powiedzieć "tak",bo nie gadam o takich rzeczach z nieznajomym.
-Nieznajomym?Jeżeli ty kopiesz nieznajomych w krocze to powinni cię przywiązać do budy.
-Daruj sobie!Tak na marginesie nie jesteś pierwszą osobą,którą tam kopnęłam.
-Szalona!Zostanę jednak przy swoim!
-Pfff!Serdeczne nie dzięki za odprowadzenie.Mam nadzieję,że już cię więcej nie spotkam.
-Obawiam się,że twoje życzenie się nie spełni.Jutro też  grzecznie,jak to sformułowałaś?Wypełnię rozkaz trenera.-Szeroko się uśmiechnął i czekał chyba na aplauz.
-Nie wiesz gdzie mieszkam.
-Nie muszę.Będę się na ciebie czaił w tym samym miejscu co dzisiaj.A poza tym nie interesuję mnie twoja smocza jama...
-Smocza ja...?!Ty na prawdę myślisz,że będę się z tobą publicznie pokazywać!
-No wiem.Na taki przywilej zasługują nieliczni...
-W takim razie nie życzę sobie
-To nie jest koncert życzeń.-wtrącił.
-Ty!-Krzyczałam.
-Co ja!?-zapytał jeszcze głośniej.
-Nie przychodź jutro.-odpowiedziałam cicho i zaczęłam liczyć do dziesięciu.
-Co?Sorry nie słyszałem.Możesz głośniej?
-Siedem,osiem...-"no nie wytrzymam"-NIE PO-KA-ZUJ MI SIĘ JU-TRO NA OCZY!
-Łoooo!-odskoczył jak poparzony i dodał:-Po co te nerwy?Już dobrze!Nikt nie karze mi za tobą chodzić.
-No to cześć!
Odwróciłam się i poszłam w stronę głównego wejścia.Za moimi plecami dało się słyszeć jedynie ciche "cześć"

Johann 

Co za dziewczyna.Znowu nie będę mógł przez nią spać.Nie cierpię jak sprawy kończą się tak,że nigdy nie wiadomo co dalej.Przychodzić jutro po nią czy nie?Chyba nie przypadłem jej do gustu.To nie przyjdę.A co?Nie będę się jaśnie pani narzucał.Co ona taka zła?Boli ją coś?O nie,nie poddam się!Przyjdę jutro nawet tylko po to,żeby zobaczyć jej minę."Nikt nie karze mi za tobą chodzić"-muszę bardziej uważać na to co mówię.

Daria 

Cały dzień siedziałam jak na szpilkach.Nauczyciele patrzyli się na mnie jak na ufoludka.Ręce mi się trzęsły ze złości i ze strachu.Myślałam,że jak ten cały Forfang znowu jutro po mnie przyjdzie to nie wytrzymam i zrobię coś czego będę żałowała do końca życia.Te jego teksty potrafiły mnie wyprowadzić z równowagi.Z tego wszystkiego złamałam ołówek.Nieszczęsny los musiał sprawić,ze jego połowa jak torpeda uderzyła w nauczyciela od matematyki.
-Daria może rozwiążesz nam to równanie?-Zapytał wskazując na tablicę.A na niej jakieś liczby,x,y...
-Yyyyyyyyyyyy.Obawiam się,że to nie będzie możliwe.
-Dlaczego?Widzę,że aż ręce cię świerzbią do pracy.
Sven wybuchł śmiechem a reszta klasy odwróciła głowy jak najdalej nauczyciela.
-O,a może pan Ristad jest chętny zastąpić koleżankę?
-Nie może lepiej nie.Dziewczyny mają pierwszeństwo.-odpowiedział i ukrył głowę w zeszycie.
-Więc proszę.
Wzięłam kredę i pisałam co mi do głowy przyjdzie.Z dobrym skutkiem.Cała ta historia(a raczej epizod tamtego dnia) zakończyła się happy endem.Uznałam to za dobry znak ale mój limit szczęścia został wykorzystany...

Cicho zatrzasnęłam drzwi i pomknęłam ze świeżo zakupionym opakowaniem ciasteczek do swojego pokoju.Wiedziałam,że mama jest dzisiaj cały dzień w domu,więc zrobiłam to szybko ale głośno.Pomyślałam,że jak będę zachowywać się normalnie do niczego nie dojdzie.Zeszłam jak zwykle do kuchni i się zaczęło a raczej zaczynało zaczynać.
-Cześć.Kupiłam ciastka chcesz spróbować?Pyszne są.
-Po co ci ciastka?-ostro zapytała.
-Bo są słodkie, a po słodkim się lepiej myśli.
-To lepiej żeby cię olśniło!
Wepchałam sobie od razu dwa ciastka do buzi chyba rzeczywiście w celu olśnienia.
-Nie rozumiem do czego zmierzasz.-Zaczęłam niepewnie,aby wyczuć sytuację.
-Nie rozumiesz?To siadaj i może zrozumiesz.
Nie zdążyłam nawet przeanalizować tego co powiedziała,bo już siedziałam na krześle maksymalnie przysuniętym do stołu.Oczywiście dzięki pomocy mojej mamy.Nastał moment ciszy.Ta chwila,której nie cierpiałam i bałam się od małego.Mama była zła.I to był ten najgorszy rodzaj złości.A to milczenie zawsze oznaczało ciszę przed burzą.W takim momencie lepiej nic nie mówić tylko słuchać.Tak też zrobiłam.
-Dzwoniłam dzisiaj do twojej szkoły w sprawie ręki.I muszę ci powiedzieć,że zrobiłam z siebie totalną idiotkę.Zaczęłam robić im pretensje,wyrzuty co bardzo do mnie nie podobne jak dobrze wiesz ,ale jeżeli chodzi o ciebie to zrobię wszystko.Byłam wściekła.Dobrze wiesz jak wygląda twoja ręka.A wiesz co się po tym wszystkim okazało?Że tamtego dnia nie było cię w szkole.Mało tego,że nie było cię tam od kilku dni!-ton jej głosu był lekko podniesiony ale nie odstraszający,co dodało mi odwagi do zażartowania.
-O przepraszam dzisiaj byłam.-nie wyszło mi to na dobre,bo mocno uderzyła pięścią w stół.Nigdy wcześniej nie widziałam w niej tyle złości,nigdy nie uderzała pięścią w stół i nigdy nie strzelała drzwiami.To raczej tata był skłonny do okazywania swoich emocji podczas poważnej i z reguły niezbyt przyjemnej rozmowy. Podniosłam głowę a nasze spojrzenia spotkały się.Nawet nie zauważyłam kiedy usiadła przede mną.
-Masz na to jakieś wytłumaczenie.-zapytała już spokojnie ale w jej głowie z pewnością nie było myśli odpuszczenia mi tej całej sytuacji,a raczej triumfalne zwycięstwo z gorzką nagrodą wlepienia mi kary.Jedyną opcją była prawda...
-Ale obiecaj,że nie będziesz krzyczeć.
-Obiecam.-rzekła słodko.
-No więc.Bo...bo mi się nie chciało.-Jej twarz zrobiła się czerwona i właśnie miała dać upust złości krzykiem,gdy zaczęłam się ratować najprostszym wytłumaczeniem.-Ciii,wiem co chcesz powiedzieć ale ty nie wiesz jak to jest chodzić tam codziennie.No może nie tak koniecznie o chodzenie a raczej o wstawanie rano chodzi,pięć razy w tygodniu.Wiesz jak to jest?Drzemiesz sobie słodko a budzik musi zadzwonić akurat wtedy gdy ci się chce najbardziej spać i...
-Głupszego wytłumaczenia nigdy nie słyszałam!Twoim obowiązkiem jest chodzenie do szkoły.
-Ale...wyolbrzymiasz to.Miliony osób każdego dnia,niech ci będzie,wagarują i nikt z tego nie robi katastrofy.
-A potem te miliony osób mieszkają na ulicy i liczą na czyjąś łaskę!I chcę ci przypomnieć,że dopóki nie skończysz osiemnastu lat będziesz robić,co ja ci każe.-"Co mi każesz?A gdzie byłaś przez kilka ostatnich tygodni?"-myślałam.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę,że ten dzień nastąpi za niecałe pół roku!I obiecuję ci,że wtedy będę robić co tylko mi się podoba!-wykrzyczałam jej to w twarz ale ta groźba nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia.Z kamienną miną drążyła ten sam temat.
-.Od jutra będę cię zawozić do szkoły i obiecuję ci teraz ja,że jedna nieobecność a zobaczysz,co to znaczy ze mną zadrzeć!
Czułam,że przegrałam i ma mnie w garści.Nie miałam żadnych argumentów.Wróciłam do pokoju i sprawdziłam nową wiadomość od Klary.
Wiesz,że Andi jutro przyjeżdża?Ciesze się,że go zobaczę, chyba w jednym kawałku...Nudno mi bez ciebie:( Wpadniesz?  
"Uuuu,nawet nie wiesz jakbym chciała"-pomyślałam.

Rano zostałam obudzona przez mamę.Myślałam,że jej przejdzie i będzie zachowywać się tak jak zwykle.Że będzie miła,że mnie pocałuje,że zapyta jak się spało.Nic takiego.Weszła ściągnęła ze mnie kołdrę,kazała wstawać i nie symulować.Jedynym plusem było to,że zrobiła śniadanie.W samochodzie żadna z nas nie powiedziała ani słowa.Czułam się jak w jednej klatce z lwem.Jedno zdanie,jeden ruch i awantura gotowa.Wiedziała,że nie znoszę takich sytuacji,gdy nigdy nie wiadomo co dalej,więc jechała bardzo wolno.Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść.Jak na życzenie pojawiła się osoba,która mogła mnie uratować przed zwariowaniem.Postać,której nikt by się nie spodziewał.

1 dzień wcześniej...

Johann  

-Trenerze może już wystarczy?-pyta Hilde.Czy on nie potrafi zrozumieć,że trening jest po to,żeby trenować a nie się obijać.Z takim nastawieniem Stoeckl na pewno weźmie go na mistrzostwa.
-Nie ma mowy.Biegaj jesteś dopiero w połowie!Popatrz na Johanna jak się stara.
Oburzony Hilde równa się wyjątkowo złośliwy Hilde.
-On się przecież podlizuje.Boi się,że go trener wyleje to zapierdziela jak mały samochodzik.Ten nasz mały juniorek co go...
-Weź się Tom opanuj.To już nie jest śmieszne,to żałosne!-warczę na niego ale nie mam wyboru.Zawsze głupio się czuję,gdy trener mnie chwali przy wszystkich ale Hilde nie może nawet w takiej sytuacji zamknąć tego dzioba. 
-Co ty taki wściekły?Okres masz czy co?-natychmiast ripostuje a do naszej "miłej" pogawędki wtrąca się trener: 
-Co tu się dzieje?Hilde...Forfang!Natychmiast do mnie! 
-Tak szefie?To wina Forfanga.Przewrażliwiony jest,bo mu... 
-Cisza.Johann co masz na swoją obronę? 
-To on robi z siebie klauna!-tłumaczę wskazując na Toma. 
-Już cisza!Jaka jest pierwsza zasada regulaminu dobrego skoczka? 
-Nigdy nie przeszkadzaj na treningu,skupiaj się na sobie i słuchaj trenera.-właściwie to trzy zasady w jednej ale oboje recytujemy z pamięci jak rolę w szkolnym przedstawieniu. 
-Właśnie a wy jak się zachowujecie?Jak dzieci!Jak was ukarać...?Fannemel do mnie!-Anders podchodzi do Alexa i daje kopa w tyłek Hilde a potem mi. 
-Tak trenerze?-pyta uroczystym tonem. 
-Od dziś masz pokój sam.-co to znaczy?!
-Co?Jest!Hurra!Dzięki trenerze!-Fannis cieszy się jak mała dziewczynka a pan Stoeckl daje nam karę. 
-Tylko bez żadnych numerów.Będę was miał na oku!-kiwa głową w kierunku Klary.-A od dziś pan Hilde i pan ykm.... Forfang są razem w pokoju. 
-Co?!-hurem pytamy trenera nie kryjąc zdziwienia. 
-Może to was nauczy szacunku do siebie.Bez dyskusji! 
Hilde wściekły odchodzi i wraca biegać a ja zrezygnowany patrzę w ziemię. 
-Wybacz Johann-zaczyna trener-ale zasady obowiązują każdego.Nie ma równych i równiejszych. 
-Tak trenerze rozumiem. 
Kończę ostatnie kółko(karne na dodatek) myśląc o jutrzejszym dniu.Nagle Hilde podbiega do mnie i zaczyna rozmowę: 
-Ale nas szefuńcio udupił.Teraz Fannis będzie mógł wkroczyć do akcji na całego a ja będę musiał się z tobą męczyć w jednym pokoju.Jak długo siedzisz w łazience?Dwie,trzy godziny? 
Nic mu nie odpowiadam tylko skupiam się na dobiegnięciu do celu. 
-Ej młody nie złość się już!Sorry za tamto,chyba muszę się do ciebie przyzwyczaić. 
-Chyba musisz.-rzucam chłodno w jego stronę. 
-Hoho jaki wojownik.Zobaczysz będzie fajnie.Ze mną nie będziesz się nudził. 
Mam się bać?Napalony Hilde???O mamusiu,gdzie jesteś?Może nie będzie tak źle. 

Siedzę na łóżku i sprawdzam Instagram.Kątem oka patrzę na Toma i sprawdzam co robi.Chyba ten jego "sposób" na nudę to nie to co myślę. 
-Hej młody,co się tak na mnie gapisz?Wiem,że jestem boski w ogóle. 
"Boski i w ogóle"-matko,to jednak prawda. 
-Ziemia do Forfanga-macha mi ręką przed oczyma.-ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz? 
-Głupi?Nie wiem o co ci chodzi? 
-Wiem o czym myślisz ale dałeś się wkręcić.Nie jesteś w moim typie.Poza tym gustuję w dziewczynach. 
-Wcale o tym nie myślałem. 
-Wcale...Dobranoc młody. 
-Dobranoc stary i znajdź pod poduszka karalucha! 

Nie mogę zasnąć.Przewracam się z boku na bok.Iść po nią jutro czy nie?Nie no po co?Wyraźnie wykrzyczała,że nie chce mnie widzieć.Ale z drugiej strony co jak się jutro gdzieś zgubi?Jak ktoś ją porwie.Wiem,że to niedorzeczne ale muszę znaleźć jakiś powód.Po co mi powód?No pytam się:Po co mi powód?!Przecież mogę iść bez powodu.Tak po prostu.Nie muszę jej mówić,że po nią przyszedłem.Nie będę jej się spowiadał!Będę i tyle!Tyle,tyle,tyle... 

Szybko przyciskam telefon do poduszki,aby uciszyć alarm.Jeszcze brakuje mi ciekawskiego Hilde.Jak trener by się dowiedział,że zamiast spać i regenerować siły łażę po Vikersund dopiero by mi się dostało.Wstaję,poprawiam włosy.Jak ja wyglądam? Szybki prysznic i jestem gotowy.Tylko żeby była!
Idę wolnym krokiem.Rozglądam się i co chwile sprawdzam czy ktoś za mną nie idzie.Zastanawiam się po co to robię.Jestem na miejscu.Zrzucam świeżą warstwę śniegu z ławki i siadam.Jestem tu od minuty a zaraz chyba oszaleję.A co jeśli dzisiaj nie będzie tędy przechodziła a ja siedzę tu i wiercę się jakbym miał robaki w tyłku.No ale czym ja się w ogóle przejmuję?

Daria 

Odwaga do mnie powróciła,bo kazałam się mamie zatrzymać. Zahamowała tak ostro,że zrobione przez nią pyszne śniadanie zaczęło szybko zawracać.
-Co się dzieje?-zapytała z wyrzutami.
-Dziękuję!-odpowiedziałam trzymając się za żołądek.-Pójdę pieszo.
-O nie,nie!Wiem co ci chodzi po głowie.Myślisz,że dam się nabrać a ty sobie gdzieś pójdziesz ale na pewno nie w kierunku szkoły!A gdzie ty w ogóle byłaś jak nie w szkole przez te wszystkie dni co?
 Refleks szachisty.Pytanie,które pierwsze nasunęło by mi się na myśl gdyby moja córka,niech jej będzie-wagarowała,ona zadaje pół dnia po naszej rozmowie.
-Zostawmy ten temat na potem hmm mamo!-grzecznie zaakcentowałam mamo i szybko zmieniłam temat rozmowy.-Kolega mnie odprowadzi.O,widzisz Sven tam stoi,widzisz?No nie widzisz ale stoi.Miłego dnia w pracy pa.
-Stój!-wypowiedziała zdezorientowana łapiąc mnie za rękę.-Tylko spróbuj nie iść do szkoły...
-A będę miała przesrane!-dokończyłam za nią.-Tak,tak wiem.Pa!
Szybko wyskoczyłam z samochodu i nieśmiało zmierzałam w stronę Forfanga.Nie wiedziałam czego się po nim spodziewać.Dzień wcześniej prawie go pobiłam a wtedy nawet się cieszyłam,że go widzę.Sama myśl o tym,że prawie go pobiłam wywołała u mnie uśmiech na twarzy.
-Cześć.Co się tak szczerzysz?Chcesz mnie ugryźć?-powitał mnie w swoim kąśliwym ale w tamtym wypadku całkiem śmiesznym stylu.
-Cześć.A czy ugryzienie jest równoznaczne z pobiciem?
-Z pobiciem?Nie!-odsunął się ode mnie na dwa metry i prawie uderzył w drzewo.
-Haha nie bój się dzisiaj nie gryzę.Co się stało,że przyszedłeś?
-Że przyszedłem?-zapytał ponownie,z powrotem się przybliżając.
-Tak,że przyszedłeś.
-Postanowiłem nie zrażać się twoim złym humorem i dzielnie trwać w moim postanowieniu yyym znaczy się dzielnie wypełniać rozkazy trenera.I muszę ci powiedzieć,że jestem jeszcze bardziej przerażony niż wczoraj.
-No fajnie!Jestem zła to źle,jestem normalna to jeszcze gorzej!
-No właśnie o tą twoją normalność chodzi.Jestem przerażony tym jak szybko zmienisz humor.Wczoraj o tej porze ziałaś ogniem a dzisiaj za tobą rosną kwiatki i pojawiają się tęcze.Ja rozumiem hormony i te sprawy ale żeby aż tak.
-Hormony? Czy wy wszystko zwalacie na hormony?Ale wy jesteście płytcy!
-My to kto?Skoczkowie,sportowcy,Johannowie?Kto?
-Mężczyźni,ale do ciebie określenie mężczyzna nie pasuje.
-Tak samo jak do ciebie określenie kobieta.Cieszę się,bo bardzo chciałaś się ze mną spotkać.
-Z tobą?W życiu!
-To po co wyskakiwałaś z samochodu?
-Bo...bo...to skomplikowane.Ciężka sytuacja i te sprawy.Podpadłam mamie i...czekaj!Po ca ja ci się tłumaczę?
Nie zdążył odpowiedzieć na moje pytanie,bo byliśmy już na miejscu.Cieszyłam się,że ten przymusowy spacerek już się skończył,ale w środku czułam rozczarowanie,że trwało to tak krótko.Zatrzymaliśmy się a ja postanowiłam zadać mu pytanie:
-Przychodzisz jutro?
-Oczywiście przecież muszę wykonywać rozkazy trenera.
-Co ty się tak tych rozkazów uczepiłeś?Ale pytam serio przychodzisz?-zdobyłam się na nieśmiały uśmiech.
-A ja serio odpowiadam.
Po wypowiedzeniu tych słów też nieznacznie się uśmiechnął a jego oczy cały czas patrzyły się na mnie.Pierwszy raz zauważyłam w jego spojrzeniu nie kpinę,nie złość i nie ten przerażający chłód i sztuczność jaki mnie spotkał podczas ostatniego spotkania.Czułam,że przez ten jeden moment on czyta wszystkie moje myśli,wszystko o mnie wie.
-Hej wszytko w porządku?Jakaś taka czerwona się zrobiłaś.-przerwał moje wewnętrzne przemyślenia i strachy.Nawet nie zauważyłam,że cała moja buzia oblała się rumieńcem.
-Uff,bo tak gorąco się zrobiło.
-Straszny upał dwanaście na minusie.-zażartował machlując mi przed oczyma rękami.
-Jeżeli musisz to przyjdź.-przerwałam tę całkiem miłą rozmowę dodając:-Jeżeli musisz...Do widzenia panie Johannie.
-Do widzenia pani Dario.
Johann 

Uff nie było tak źle,było całkiem normalnie.Jeżeli tak z dnia na dzień będzie jej się tak humor poprawiał to jeszcze zostaniemy parą.My razem?Hahaha...Sama myśl o tym,że ja grzeczny skoczek z nią.Mój głośny śmiech przykuwa uwagę starszej babci i małego dziecka.Mama by chyba zawału dostała a co dopiero...Kto do licha dzwoni o tej porze!?
-Halo,Daniel?
-Cześć młody!
-Ustaliliśmy coś seniorze!-co tam 16 lat różnicy....
-Tak braciszku.Słyszę,że jesteś cały w skowronkach.Nie pytam dlaczego...
-Oj nie pytaj.
-Przestań się śmiać i słuchaj!-skończył się milutki braciszek,a zaczyna ostry trener-Rozmawiałem już ze Stoecklem.Podobno świetnie ci idzie a dzisiaj...Ehhh,prawie się wygadałem!
-Daniel ty coś kręcisz!Mieliśmy umowę przypomnij sobie.Medal na mistrzostwach juniorów i sobie odpuścisz!
-Młody...znaczy Johann,chcę żeby ci się udało.Ciężko jest się odzwyczaić po tylu latach.
-Cieszę się i jestem ci wdzięczny ale dorosłem i pora iść dalej.-podnoszę głos i nie potrafię ukryć mojego poirytowania.Taki jest mój braciszek do wszystkiego musi się wtrącać.
-Jestem z ciebie strasznie dumny,rodzice z resztą też i to jak,ale nie chcę żeby ci sodówka do głowy nie uderzyła.Było już kilku takich a ja nie chcę żebyś był następny.
-Znam te twoje historyjki o "przyszłościach" naszego kraju ale jestem już duży.-mam już dość tej rozmowy chyba zaraz wcisnę czerwoną słuchawkę.
-A słyszałeś takie przysłowie,że wielkość nie ma znaczenia?
-A wiesz,że mogę się rozłączyć?-ironicznie odpowiadam na jego pytanie.
-Młody zamknij buzie i słuchaj!
-Nie,ty słuchaj-wtrącam mu się,aby nie zaczynał tego swojego monologu o jednym i tym samym.Na chwilę przerywam,nic nie odpowiada.-Teraz moja kolej.Dzięki ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś.Nie myśl,że o tym zapomniałem,ale trzymaj się umowy i daj mi się wykazać.Nie musisz się martwić.A teraz muszę kończyć,bo-spoglądam na zegarek.No nie zapomniałem,że dzisiaj o ósmej miało być spotkanie organizacyjne z trenerem.-Bo jestem spóźniony.-szybko skończona rozmowa z niezbyt mocnym argumentem.Spóźniony to mało powiedziane.
Uwagę wszystkich przykuwa wkraczający do sali spóźnialski.Siadam na jedynym pustym miejscu najwyraźniej przeznaczonym dla mnie.
-Cisza!-krzyczy Stoeckl.-A wiec widzę,że jesteśmy już w komplecie.
To zdumiewające,że jednym krzyknięciem Stoeckl potrafi okiełznać stado skoczków.Pasowałoby coś powiedzieć ale jeżeli nikt nie pyta...siedzący obok mnie Sjoeen mocno szturcha mnie w bok.
-Co ci?-pytam cicho
-Powiedz coś!-odpowiada przez zaciśnięte zęby.
Podnoszę głowę do góry i widzę czerwonego ze złości Alexandra Stoeckla czekającego na moje wytłumaczenie i wszystkich innych,na czele z Tomem oczywiście.Zmieszany wstaję z miejsca i zbieram myśli.
-Przepraszam za spóźnienie.-i co dalej??-Zaspałem.
-Siadaj!A wiec...
Siadam i patrzę na Toma,który z uśmiechem kręci głową.
-Hilde jeszcze ci mało?Jak nie przestaniesz pajacować to będziesz spał ze mną w pokoju.-odezwał się wszystkowiedzący wkurzony trener.-Przejdźmy do najważniejszej rzeczy-mistrzostw świata!Nadeszła ta wiekopomna chwila,gdy kilku szczęśliwców będzie mogło spać spokojnie.-Trener wyciąga karteczkę i odczytuje.Serce bije mi coraz mocniej.-Na mistrzostwa pojadą:Anders Jacobsen,Rune Velta,Anders Bardal,Anders Fannemel,Phillip Sjoeen i-To "i",od którego zależy moja kariera,to"i" trwające ułamek sekundy dla mnie trwa wieczność-i Johann Andre Forfang!
Co za moment!Najpiękniejsza chwila w moim życiu!A to dopiero początek.Jadę do Falun!

Po omówieniu przez Stoeckla kilku już mniej ekscytujących rzeczy zaczęła się dyskusja.Przyjmuję gratulacje od trzech Andersów i Phillipa.Sam mu gratuluję.Mina Toma mówi wszystko za siebie.Rozczarowanie,smutek i złość.Podchodzi do mnie i składa gratulacje.
-No brawo młody!Gratulacje!
-Dzięki Tom.Przykro mi,że tak wyszło ale będzie lepiej.-próbuję go pocieszyć.
-Trener wie co robi.Ten sezon nie był najlepszy więc nie jadę.Zaspało ci się co?
Czuję się zmieszany.
-Miałem powiedzieć,że byłem na spacerze?
-Spacerze mówisz.No nie wydaję mi się.
-Myśl co chcesz tylko proszę niech to będzie nasza tajemnica.
-Masz to jak w banku!

Daria 

Tamtego dnia byłam zagubiona a moje myśli skupiały się wokół Forfanga.Zrobił na mnie wrażenie przychodząc chociaż wcale nie musiał tego robić.Pojawił się w dziwnym momencie,idealnym momencie.Nie zachowywał się tak jak zwykle.Był całkiem miły i dowcipny.Myślałam co za tym stało.Przypadek?Nie wierzę w przypadek wierzę w przeznaczenie.
Jeżeli to przeznaczenie to zaczynam się obawiać.



Hej,witam was w kolejnym rozdziale tegoż właśnie opowiadania.Robi się gorąco nie tylko na dworze ale również tutaj.Mam nadzieję,że się spodoba,bo temperatura rośnie i będzie rosnąć!Swoje uwagi co do wszystkiego co Wam do głowy przyjdzie,bo to dla mnie ważne ;) Jakże przyrodniczym akcentem życzę Wam wspaniałej drugiej połowy wakacji (o zły losie!!) Mam nadzieję,że mnie nie opuścicie :) Nie wahajcie się zostawiać linków do Waszych nowości.Ja osobiście postaram się wszystko czytać i komentować w terminie.Do następnego :***

















poniedziałek, 29 czerwca 2015

5."Jak ty mi działasz na nerwy!"

Z Klarą spędzałyśmy mnóstwo czasu.Oprowadzałam ją po Vikesund.Czasami towarzyszył nam Fannis.Tak,mogę mu mówić Fannis :D Jedank w takich momentach wolałam,aby byli tylko we dwoje.Nawet nie wiedziałam,że Wikingowie mieli trenować w Vikersund.Poznałam bliżej Hilde i
Stjernena.Oni na prawdę nie są w 100% ludźmi.Moje tysięczne postanowienie noworoczne znów nie wypaliło.wolałam spędzać czas z Klarą,którą zaczęłam traktować jak siostrę,niż siedzieć pięć razy w tygodniu w szkole.Rodzice albo zapracowani,albo na wyjeździe. 

Pod koniec tygodnia,po długim porannym spacerze z Klarą wybrałyśmy się na siłownie.Fannis "gentleman" zapewnił nam wejście w każdy kąt budynku.Nawet do szatni ale to nie było najlepszym pomysłem.Widok ćwiczących skoczków nie robił na nas specjalnego wrażenia.Poszłyśmy do barku.
-To co zamawiamy?-Rzuciłam pytaniem i uśmieszkiem. 
-Ja zamawiam Colę. 
-Oj Klara nie bądź taka.Może coś mocniejszego? 
-Wiem co ci po głowie chodzi ale myślisz,że to dostaniemy? 
-Ja to załatwię.Trzeba to zrobić szybko.Nie może wyczuć twojego strachu.
-Co panie sobie życzą? 
-Dwa piwa.-Odpowiadam i wracam szybko do rozmowy z moją nową znajomą. 
-A ma pani osiemnaście lat?-Gość strasznie przepisowy. 
-A nie wyglądam? 
-To może jakiś dowodzik? 
Klara wybucha śmiechem a ja przeszukuję kieszenie.Szeroko uśmiecham się w stronę barmana. 
-No zapomniałam,taka ze mnie niezdara. 
-To niestety wszystko jest do pani dyspozycji oprócz procentów. 
-Pan też miał kiedyś te naście lat.-Maślane oczka nie pomogły.-No dobra.Niech będzie Cola. 
-Dla mnie też.-Jak echo powtarza Klara.  
Czekając na zamówienie żartowałyśmy sobie z całej sytuacji. 
-Pamiętaj:nie może wyczuć twojego strachu! 
-Haha.Będziesz mi to teraz wypominać do końca życia? 
Gdy tylko zbliżył się do nas barman przestałyśmy.Próbowałyśmy powstrzymywać się od śmiechu.Jakże miłą atmosferę przerwał dźwięk tłuczonego szkła.Poczułam straszny ból w prawej ręce.Popatrzyłam się na nią i zobaczyłam dosłownie potok krwi.
-Auuu!-Zrobiło mi się słabo.Mroczki przed oczami i przeprosiny barmana.Klara wzięła mnie za zdrową rękę mrucząc coś pod nosem.Na sali zderzyłyśmy się z jakimś chłopakiem. 
-Cześć!Forfang tak?Czy mógłbyś nam pomóc i przynieść jakieś bandaże? 
Pierwsze moje wrażenie to skąd ona wszystkich zna?Mój wzrok powędrował na tego gościa.W pamięci szukałam jego imienia.Co to w ogóle jest ten Forfang?
-Łołołoło...spokojnie!Co ty taka napalona.Po pierwsze skąd ty mnie znasz?A po drugie co ci się stało w rękę?-Ostatnie zdanie skierował do mnie.Gość był jakiś nie poważny.Zadawał pytania jak na wieczorku zapoznawczym i chyba nie raczył zwrócić uwagi,że cała podłoga zrobiła się czerwona.Co za palant!
-Kurwa koleś!Nie widzisz,że ja tu krwawię?!To teraz nieistotne skąd ona cię zna,więc rusz dupę i przynieś tę apteczkę. 
Klara popatrzyła na mnie jak na smoczyce ziejącą ogniem.Moje lekkie uniesienie poskutkowało,bo skoczek w podskokach,co jest raczej adekwatne do jego zawodu pobiegł po apteczkę.Wrócił ale raczej tego nie chciał.Rozkazał mi usiąść i podać rękę.
-Sama sobie dam radę.-Warknęłam 
-No nie wydaję mi się.
Ból był nie do wytrzymania więc w końcu uległam i wyciągnęłam rękę w jego stronę.Zaczął brać się za wyciąganie szkła. 
-Auuu!To boli! 
-Nie ma innej opcji.Musi boleć. 
-Robisz to źle i dla tego boli.-Zacisnęłam zęby i starałam się nie zwracać na jego poczynania uwagi.Nie był najdelikatniejszy. 
-Pawian w zoo by to lepiej zrobił niż ty!-Odpowiedział mi na to mocnym zaciśnięciem bandaża.
-Auuuuu!Chcesz mnie zabić?To nie tak się robi. 
-A ty co studiujesz medycynę czy twoja stara to pielęgniarka hę? 
Co za bezczelny gbur.Moja noga jak z automatu uderzyła go w to najcenniejsze dla mężczyzny miejsce.
-Głupia jesteś? 
-No chyba raczej ty! 
-Przestańcie!Zachowujecie się jak dzieci!!!-Klara nieźle się wkurzyła ale co jej do tego? 
-A ty się nie wtrącaj!-Powiedziałam to w tym samym czasie co Forfang.Spojrzałam na niego z obrzydzeniem i zrobiłam co najmniej wytrzeszcz oczu.Gdy dokończył "dzieło" poszłam jak najszybciej do wyjścia.Za chwile podbiegła do mnie Klara. 
-Gdzie byłaś?-zapytałam 
-Musiałam mu podziękować.W końcu nie musiał nic zrobić. 
-Taa jasne.Zabandażował mnie jak jakąś mumię,w ogóle nie mogę ruszać ręką. Pomożesz mi znaleźć coś przeciwbólowego?Chyba zjem całą paczkę tabletek.  
-Pewnie. 

Czułam się jak niepełnosprawna.Ciężkie jest życie gdy ma się do dyspozycji jedną a w dodatku lewą rękę.W pokoju hotelowym każda żyła w swoim świecie.Postać Forfanga budziła we mnie obrzydzenie ale dziwnie intrygowała. 
-Ej Klara?Jak ma Forfang na imię? 
-Johann Andre.Jakoś tak. 
-Dzięki. 
Dosyć szybko znalazłam go na Instagramie.Oho,lubi się chłopak chwalić.Nowe Nike,nowy iPhone,nowy Mac.
Do pokoju wpadł Hilde.Szybko zablokowałam telefon.
-No dziewczyny wy tutaj a za chwile zacznie się konkurs w Sapporo.Raz dwa wstawać idziecie za mną.
-Z tobą gdzie?-zapytała Klara. 
-Do pokoju Andersa? 
-Mam się bać?-odparła Klara wskazując na butelkę w rękach Toma. 
-Czy ja wyglądam na niezrównoważonego psychicznie?Nic nie mów!Obejrzymy konkurs,trochę się pośmiejemy z Fannisa i jego wyższości nad nami a potem się zobaczy. 
-Nie jestem pewna.To był dzień pełen przygód. 
Musiałam się wtrącić.Spotkania ze skoczkami zawsze są fajne. 
-Klara nie daj się prosić.Popatrz tylko na to małe biedne Hildziątko.Czy kiedykolwiek nudziłaś się z Norwegami? 
-Hmm.Nie? 
-No to chodźmy z Tomem. 
-No dobra przekonałaś mnie! 
Pokój Fannisa to bardzo wszechstronne miejsce służące nie tylko do spania ale również jako sala kinowa i kosz na śmieci.Rozsiadłam się na miejscu,które powinno być dla Fannemela.W końcu jestem od niego wyższa o całe 7 cm!Średnio na 10 skoków tylko podczas jednego było zupełnie cicho.Gdy skakał Norweg wszyscy się wstrzymywali od niepotrzebnych uwag i dosłownie dawali wiatr pod narty.Pora na Gregora.Mocno ściskam kciuki.Całkiem nieźle ale nie ustał.Przeklęłam po norwesku i zaczęłam zasypiać.Z drzemki obudził mnie krzyk dobiegający z telewizora.Ktoś upadł.Na powtórce zobaczyłam skoczka w charakterystycznym fioletowym kasku z Milką.Wellinger....albo Schmitt.Czyli Wellinger.Klara niesamowicie się tym przejęła.Prosiła Toma żeby dowiedział się co z Wellim.
-Daria?-zapytała roztrzęsionym głosem. 
-Tak? 
-Pójdziesz ze mną do pokoju?
-Jasne.

Usiadłyśmy na łóżku.Klara cały czas patrzyła w jeden punkt.Nic nie mówiła.Ciszę przerwał telefon.Nie mój dzwonek więc pewnie Klary.Wstałam,popatrzyłam na wyświetlacz:Andi.Jeżeli to jest ten Andi ,o którym ja myślę...Z niedowierzaniem podałam jej telefon.Z krótkich i nerwowych odpowiedzi przyjaciółki stwierdziłam,że to jednak jest on-Andreas Wellinger.Bóstwo wszystkich nastolatek,z wyjątkiem mnie,ale muszę przyznać,że oczy ma śliczne...Po skończonej rozmowie próbowałam jakoś pocieszyć Klarę. 
-Wszystko będzie dobrze,zobaczysz. 
-No nie wiem.Przewożą go do Norwegi.Co jeśli to coś poważnego? 
-Gdyby to było coś poważnego to kazali by mu siedzieć w Japonii a nie wieźli przez pół świata. 
-Tak myślisz? 
-Tak.W Norwegii są dobrzy lekarze ale w Japonii jeszcze lepsi.-Nie wiedziałam czy to prawda ale trzeba coś wymyślić. 
-Dzięki.Trochę się uspokoiłam. 
-Widzisz.A teraz idź połóż się spać.Jutro...znaczy się już dzisiaj będzie lepiej.-Zważając jaka jest godziny jutro to dziś. 
-Dobranoc Daria.
-Pchły na noc Klara. 

Bezszelestnie weszłam do domu.Wolnym krokiem zmierzałam do swojego pokoju świecąc sobie telefonem.Wszyscy już spali.Powoli i delikatnie zamknęłam  drzwi.Ściągnęłam plecak,którego nawet nie otwierałam.Popatrzyłam na opatrunek.Nie chciałam psuć sobie humoru widokiem rzeźni więc położyłam się spać. 

Wstałam około południa.Sądząc po dźwięku,cały czas otwierających i zamykając się drzwi,rodzice byli w domu. 
Włożyłam na siebie bluzę,aby ukryć rękę.Zostałam gorąco przywitana przez mamę: 
-Wstała nasza księżniczka.Co sobie życzysz na śniadanie? 
-Hmm.Zdaję się na ciebie. 
Nalałam sobie wody i usiadłam przy stole.Mama próbowała nawiązać jakiś kontakt. 
-Jak było wczoraj w szkole? 
-Ujdzie.Byle do przodu.
-Tylko tyle? 
-Tylko. 
Nastała nieprzyjemna chwila ciszy.Mama nie dawała za wygraną.
-Dlaczego tak późno wróciłaś? 
-Późno.No późno,późno.-Co tu wymyślić?-Po szkole poszłam do koleżanki pomóc jej z chemii.Trochę mi zajęło zanim cokolwiek zrozumiała.Potem obejrzałyśmy film i zrobiło się późno.
-No i wszystko jasne.Ojciec knuł różne teorie spiskowe. 
-Teorie spiskowe? 
-Tak.Bardzo ciekawe zresztą. 
-Jakie?-Zżerała mnie ciekawość. 
-Ucieczka,randka...chłopak. 
-Pfff.On to ma wyobraźnie. 
-Nie gorąco ci w bluzie.Jesteś cała czerwona. 
Jasne,że gorąco ale co miałam zrobić. 
-Nie no co ty.Zimno jest. 
Czułam,że z ręką coś nie tak. 
-Wiesz co,muszę iść do łazienki. 
Zatrzasnęłam drzwi,ściągnęłam bluzę,zdjęłam opatrunek i...
-Auuu!  
-Daria co się dzieje?
Czy ona zawsze wszystko wie? 
-Nie nic.-Szybko odpowiedziałam,zawinęłam rękę w bluzę i wybiegłam z łazienki jak poparzona.Przy okazji wpadłam na zaniepokojoną mamę.Nie trzeba było długo czekać na jej pytanie. 
-Co się dzieje?Dlaczego trzymasz się za rękę.Pokaż mi ją natychmiast!-Jej ton stał się głośny i stanowczy.Niepewnie wyciągam rękę w jej kierunku.Delikatnie bierze mnie za dłoń i cała blednie.Próbuję się jakoś bronić.
-Mamo to był wypadek.To nic poważnego. 
-Nic poważnego?!Siadaj natychmiast. 
Posłusznie siadam na sofie i czekam na swoją mammy.Za chwile przychodzi z dużą apteczką i zaczyna przesłuchanie
-Jak i gdzie to się stało?
-Ale co? 
-Nie udawaj głupiej dobrze?Zadałam ci pytanie! 
-Oj już nie denerwuj się...-Zaczynam panikować.Nie mam nic na swoją obronę. 
-No czekam. 
Jak ona delikatnie dezynfekuje rany i zawija bandaż.Nie ma porównania do tego zwierzęcia Forfanga.Johanna Andre na dodatek...
-W szkole... 
-Ale jak?! 
-No jakoś tak wyszło,nawet nie wiedziałam jak.
-Co wy tam robicie,że twoja ręka wygląda jak pobojowisko? 
-No co my tam robimy...co...no uczymy się.A co mamy robić? 
-Uczycie czego?Chyba sobie zadzwonię do twojej szkoły i spytam jak ty nie chcesz mi powiedzieć! 
-To dzwoń! 
I tak się wyda... 

Poniedziałek był bardzo dziwnym i szalonym dniem.Rano śpieszyłam się do szkoły.Wiedziałam,że mama tam zadzwoni i wszystkiego się dowie.Trzeba była przy najmniej trochę załagodzić całą sytuację.Prędko przemierzałam przez ulice Vikersund.Nagle czyjaś dłoń złapała mnie za ramie.
-Hej Daria,prawda?-zapytał nieznajomy obojętnym głosem. 
-Tak a pan...?-popatrzyłam w ciemnozielone oczy ukryte gdzieś pod kapturem grubej kurtki.Szukałam w nich odpowiedzi na swoje pytanie.-Forfang. 
-Tak.Mam pytanie co z twoją ręką?-ton jego głosu był co najmniej chłodny a pytanie zadane z przymusu. 
-Wszystko okej możesz już iść wykonałeś zadanie. 
-Zadanie.Skąd wiedziałaś?-trochę się ożywił-Yyyy znaczy się yyy... 
-Błagam cię...Jakbyś się bardziej postarał to zamroziłbyś tym pytaniem całą Norwegię na wieki wieków.Trener cię wysłał?
-Tak.Znaczy nie...ale no... 
-No zdecydujesz się wreszcie! 
-Zasadniczo to tak. 
Zaczęłam chichotać.
-Z czego się śmiejesz?Jestem zielony? 
-Nie,tylko pogubiłam się w odpowiedziach i nie wiem co o tym wszystkim myśleć.  
-Może:jaki dobry chłopak albo bardzo posłuszny z niego skoczek.-Szeroko się uśmiechnął i wskazał palcami na siebie.
-Nie raczej:co za fałszywy gość. 
-Fałszywy?Ja fałszywy?Nie mam powodów żeby być fałszywym. 
-Nie wcale.Nie chcę mi się komentować tego co się ostatnio stało,bo wiem co sobie o mnie myślisz i wcale nie chcę tego zmieniać ale... 
-Czy musisz zaczynać każde zdanie od "nie"?-przerwał mi w połowie zdania. 
-Nie!Skoro ostatnio zachowywałeś się jak ostatni cham to czemu teraz tak strasznie się o mnie troszczysz.Pomijając fakt,że trener wydał ci taki rozkaz. 
-Pomijając fakt,że trener wydał mi ten rozkaz to ty prowokowałaś.Przypomnę ci:głupi pawianie i mocne kopnięcie w... 
-Sam byłeś sobie winien!-tym razem ja mu przerywam. 
-Powiedziałem jedno zdanie a ty przeciwko mnie kilkadziesiąt gorszych.Przepraszam ale jak ktoś tutaj zachowywał się jak cham to tylko ty! 
Jego słowa dały mi do myślenia.Może rzeczywiście potraktowałam go zbyt ostro.Nie był niczemu winien,chciał pomóc...O nie,na pewno nie dam za wygraną,nie teraz,tym bardziej,że za bardzo przypomina mi... 
-Ha i tu cię mam!-krzyknął triumfalnie. 
-I co zadowolony?Idź już i nie marnuj sobie czasu.-nie potrafiłam ukryć złości.W końcu zagiął mnie jakiś chłopczyna w rurkach Forfang.
-Co to,to na pewno nie!Dostałem polecenie bezpiecznego odprowadzenie cię do szkoły i zamierzam się z niego wywiązać!-I ten jego ironiczny uśmieszek.
-A czy ja wyglądam jak małe pięcioletnie dziecko,które zgubi się we własnym domu!? 
-Pięcioletnie dzieci są bardziej zaradne od ciebie. 
-Jak ty mi działasz na nerwy!Chodź już,bo się spóźnię ale ostrzegam jedno słowo...-krzyczę grożąc palcem. 
-Ty schowaj ten paluszek i chodź,bo się spóźnisz. 





Hejoo!Kolejny rozdział trochę dłuższy ale mam nadzieję,że to nie problem.Tym razem pojawia się Forfang.Bardzo kluczowa postać.Różowo między nimi nie jest...
Są wakacje i będę częściej w szczególności w deszczowe dni takie jak teraz pisać.Mam w głowie pewien pomysł na coś zupełnie nowego ale raczej na razie zostawię to dla siebie...no chyba,że kompletnie oszaleję.Życzę miłych i dłuuuugich wakacji.Do zobaczenie w następnym :***














sobota, 13 czerwca 2015

4.Moja intuicja nigdy nie zawodzi,czyli spotkanie wielu skutków.

Nie wiem co stało się Agnes.Wracałam sama i szczerze to nie obchodziło mnie to czy w ogóle żyje.Miałam nadzieję,że rodzice nic nie wiedzą o wagarach.Byłam przygotowana na kazanie i nawet mówiłam sobie w głowie cały scenariusz i linie obrony. Niepotrzebnie.O nic nie pytali.Ufali mi.Byli tak zapatrzeni w moją sumienność i prawdomówność,że pozwalali mi robić więcej i więcej.Bardzo wygodne,prawda?Miało to swoje dobre strony.Częste wyjścia,wagarowanie,które zaczęło mi się zdarzać coraz częściej i ich obojętność.Postanowiłam się zmienić.Nie myśleć o przeszłości i nie popadać w wyrzuty sumienia.Koniec z zamartwianiem się i robienie planów:co by było gdyby?Dają mi wolność?Proszę bardzo! 
Punktem zwrotnym,który "nieco" popsuł nasze relacje był sylwester.Wróciłam odrobinę później niż powinnam i trochę w złym stanie.No ojej,o jedną szklaneczkę za dużo i cały dywan w.....no przecież każdemu się może zdarzyć.Pomijając fakt,że powiedziałam zbyt wiele na temat,o którym szczególnie oni nie powinni wiedzieć.Te kilka procentów zaszkodziło mi na tyle,że cały następny dzień musiałam słuchać jaka ja to jestem nieodpowiedzialna i,że nieładnie tak nazywać koleżankę.Jednak po burzliwej naradzie wysoki sąd wydał wyrok w postaci pouczenia i stwierdzenia,że w moim wieku trzeba się wyszaleć.Każdy na moim miejscu by się cieszył ale w mojej głowie zaświeciło się czerwone światełko.Każdy normalny i zdrowy na umyśle człowiek będący rodzicem,dałby mi dożywotni szlaban i kontrolował na każdym kroku.A oni?Nic,nic kompletne.Odniosłam wrażenie,że są wprost szczęśliwi z faktu,że ich siedemnastoletnia córeczka przechodzi spóźniony nastoletni bunt.Z jakiegoś dziwnego powodu nie miałam przyjaciółki,z którą mogłabym porozmawiać,zwierzyć się z tego,co mnie denerwuje i niepokoi.Jedyną taką osobą był Sven.Muszę przyznać,że kumplem jest świetnym.Mama zawsze powtarza,że chłopak cię lepiej zrozumie niż dziewczyna.Jej poglądy są oryginalne ale u mnie nie działają w 100%.Svenowi mówiłam o tych różnych sytuacjach z rodzicami ale przecież nie będę mu opowiadać o tym,że jestem zauroczona pewnym skoczkiem Gregorem S. i wyobrażam sobie różne dziwne rzeczy.Nawet on by tego nie zrozumiał.Potem już odpuściłam sobie rozmowy o rodzicielach ponieważ za każdym razem mówił mi,że oddał by wszystko,żeby mieć takich starszych.Dosyć szybko przeszły mi wyrzuty sumienia,które już nigdy się nie pojawiły.Mój nowy tok myślenia podążał za stwierdzeniem-"facet to świnia ale Gregora biorę w ciemno" Wystarczy,że raz miałam złamane a raczej poćwiartowane serce.W szkole bywałam gościem przez moje wypady to tu,to tam...wycieczki krajoznawcze w czasie lekcji.Podróże kształcą,a mi bardzo pomogły odbudować się psychicznie.Odkopałam swoją gitarę z grubej warstwy kurzu i przypominałam sobie chwyty.Instrument,który był na liście życzeń sprzed kilku lat wrócił do łask.Nie tylko on.Skoki narciarskie-sport mojego dzieciństwa też stał się bardzo ważny.Jedynym momentem wspólnego spotkania dłuższego niż 15 minut,mnie i taty to weekend'owe konkursy ale i wtedy więcej nas dzieliło niż łączyło.On Norwegia,ja Austria.On Fannemel,Bardal,Jacobsen,Velta,ja Schlierezauer.Nie potrafił się powstrzymać od ostrych komentarzy.Ja głupia,zbyt często wybuchałam. 
-Haha 8-0 dla mnie Daria.Twojego lalusia znów nie ma na podium,a reszta bandy Kuttina daleko...z tyłu. 
-I co w związku z tym?-Udawana obojętność zupełnie mi nie wychodzi,co zawsze  kończy się ucieczką do pokoju i mocnym trzaśnięciem drzwi. 
-Oj,nie denerwuj się.Przecież ktoś też musi zapełniać środek tabeli. Młodość jest głupia,a ty wybrałaś złego gościa do wzdychania i wieszania na ścianie.W formie plakatu oczywiście. 
-Jesteś zwykłym szowinistą!  
-Nie złość się już,to tylko żarty. 
-Nie śmieszne.Może zamiast wytykać mi,że wolę Austriaków niż Norwegów i śmiać się z tego na każdym kroku,zapytałbyś  jak u mnie,czy mnie coś nie denerwuję!-Najwyraźniej to rozbawiło go jeszcze bardziej,bo zapytał: 
-No dobrze,czy coś cie denerwuje? 
-Tak,ty mnie denerwujesz! 
Machnął tylko na to bezradnie ręką i wrócił przed telewizor.Poszłam do pokoju,dopełniłam swój rytuał,trzaskając drzwiami i wzięłam swoja gitarę.Próbowałam zagrać coś sensownego ale nic nie wychodziło.Porzuciłam swoje kompozytorskie zapędy i wsłuchałam się w kłótnie rodziców. 
-Porozmawiałbyś z nią,a nie tylko siedział bezczynnie,gdy masz chwile czasu! 
-Co ty masz do mnie pretensje?To ona... 
Nie chciało mi się tego już słuchać.Wzięłam telefon i zaczęłam sprawdzać posty na Facebook'u.Długo to jednak nie potrwało,bo do mojego pokoju wszedł niespodziewany gość-ojciec.Jaki z niego pantoflarz,wystarczy,że mama trochę go okrzyczy,a on wykonuje wszystkie jej rozkazy.Usiadł koło mnie i zaczął swój monolog: 
-Hmm.Głupio wyszło.No ale przyznaj,że miałem trochę racji.-Podniosłam głowę sprzed telefonu i zmroziłam go spojrzeniem.On jednak kontynuował: 
-No dobrze,skończmy ten temat.Jak tam w szkole? 
Cisza. 
-To chyba oznacza,że nie tak źle. 
Znowu cisza.Jego determinacja zaczęła maleć.Rozglądał się po pokoju szukając tematu do rozmowy. 
-A chłopaka masz? 
Z nim się nie da wytrzymać!Zablokowałam telefon,rzuciłam na poduszkę i wybuchłam: 
-Wal się! 
-I tak właśnie wygląda z tobą rozmowa!Zobaczysz jak będziesz czegoś chciała... 
-Wyjdź stąd już! 
-Bezczelna!Zobaczysz!

Następnego dnia 


"Tym razem muszę iść do szkoły!"Przylepiłam sobie karteczkę z tym napisem na szafkę nocną.Taka mała motywacja a raczej rozkaz.Budzik zadzwonił jak zwykle o 6:45.Odzwyczaiłam się od tak wczesnego wstawania.Rodziców praktycznie całymi dniami nie ma w domu,więc mogę pozwolić sobie na dni wolne.W mojej głowie trąbi,maszeruje,dobija się jedna myśl-nie mogę tyle opuszczać!Tak bardzo mi się nie chciało.Jeszcze tylko maleńkie 5 minutek i wstaję.5,10,15,30...."I want to die!"Znowu budzik.Niechętnie wstałam z łóżka i się przeciągnęłam.Z grymasem popatrzyłam jeszcze raz na przylepioną karteczkę."Nie bądź idiotką wstawaj","Idź się połóż i śpij".Dobro walczy ze złem.Zeszłam na dół.Pusto jak zwykle.Mocna kawka na dobry początek dnia.Ogarnięta i gotowa,patrze na zegarek-7:54.Co?O nie w poniedziałki mam na 8! Uuuu jak zimno!Szybkim krokiem zmierzam do szkoły.Biegnę!Wparowałam do klasy z 15 minutowym spóźnieniem. 

-Widzę,że ktoś raczył zaszczycić nas swoją obecnością.-Nauczyciel jest bezpośredni ale zarazem miły. 
Przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam koło Svena.
-Cześć.Co się stało,że przyszłaś? 
-Cześć.Postanowienie noworoczne. 
-Które z kolei? 
Skwitowałam to uśmiechem. 
Pod koniec lekcji obudził mnie nauczyciel,który jak na złość musiał stać koło mnie! 
-Waszym zadaniem domowym będzie napisać wywiad. 
-Nieeee!-cała klasa w jęk. 
-Ale to nie będzie taki zwykły wywiad.Macie wczuć się rolę.Wybierzcie jedną postać i zadajcie jej rzeczowe pytanie.Radzę wam niech to będzie postać,którą lubicie,bo musicie na nie odpowiedzieć. 
-Nieeee!-I znowu jęk...  
Postać?Znana,moja ulubiona,pytania,odpowiedzi.Wybór jest prosty Gregor!Pierwsze pytanie:Jaki jest ideał Pana dziewczyny?Odpowiedź:Oryginalna,najlepiej z mahoniowymi włosami,taka jak pani dziennikarko(Gregor puszcza oczko).
Lekki uśmieszek zagościł na mojej twarzy. 
-Tak,tak!Radzę wam się do tego przyłożyć.Ostrzegam,ten kto tego nie odda,niech pożegna się z dobrą oceną na koniec!-Ostatnie zdanie wypowiedział kierując swój wzrok na mnie.

Po powrocie do domu przeczytałam wszystko,co tylko się dało,aby wczuć się w postać Gregora.O ile pytania wychodziły średnio ale wychodziły,to z odpowiedziami było ciężko.Trudno odpowiadać w czyimś imieniu więc odłożyłam to na później. 

Męczący,bez sensu,żałosny,samotny tydzień w szkole.Bez pomysły w głowie.Przerwany przez jeszcze bardziej samotny weekend.Rodzice pojechali sobie i zostawili mnie samą.
-Masz dom dla siebie.Tylko pamiętaj nie przesadzaj!-Złowieszcza rada mojej mamy nie wywarła na mnie wrażenia.Nie miałam ochoty na imprezy.Chciałam być sama i odespać cały weekend.Jaki idiota wymyślił szkołę rano przez prawie cały tydzień?Spojrzałam w kalendarz:Styczeń 2015.O matko,ja chcę wakacje! 

Lotnisko w Oslo. 

Przyloty,odloty,łazienki.Mnóstwo osób z wielu krajów.Inni się żegnają ,inni witają.Miejsce idealne dla mnie.Nie wiem czemu wybrałam to miejsce.Intuicja mówiła mi,że może spotkam tu kogoś ciekawego.Wyciągnęłam gitarę i dałam wodzę fantazji.Pewna siebie grałam kolejny cover.Raz się żyje coś zaśpiewam.  

Rest in me and I'll comfort you
I have lived and I died for you
Abide in me and I vow to you
I will never forsake you

They'll never see
I'll never be
I'll struggle on and on to feed this hunger

Burning deep inside of me

Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę,która głośno bije brawo.Zrobiło mi się miło.Norwegowie nie są tacy pogodni i otwarci od razu,trzeba ich poznać Uśmiechnęłam się szeroko i wskazałam na ławkę. 
-Cześć,jestem Daria 
-A ja Klara.Mieszkasz tutaj? 
-W sumie to tak.Ale bardziej w okolicy Vikersund. 
-O to  super,bo ja pochodzę z Polski i jestem tutaj pierwszy raz.Właśnie próbuję dostać się do Vikersund ale zupełnie nie wiem gdzie to jest.-Wiedziałam,że nie Norweżka!Mogę jej pomóc,być w nowym miejscu i to na dodatek chyba samemu.. 
-Nie martw się znam tę okolicę jak własna kieszeń.Ze mną nie zginiesz! 
-To dobrze.Ale jak mogę się dostać do Vikersund? 
-Polecam taksówkę ale możesz pojechać też autobusem lub nawet wynająć helikopter.-No co ona tak patrzy? 
-Uff co za ulga!-Popatrzyłam w tą samą stronę i wszystko jasne. 
-Widzę,że fanka Norwegów co?Ja osobiście jestem w dość dziwnym związku z Gregorem Schlierenzauerem.-Na żarty nigdy za późno.Na jej twarzy zagościło zdziwienie.  
-Co ty?Że jak?Ja słyszałam,że on chodzi z nie jaką Sandrą! 
-No tak bo on o nas nie wie.Hahahaha!-Skoro ona uwierzyła to i inni mogą.Nie,może lepiej nie.To by było głupie. 
-Hahahaha.Prawie ci uwierzyłam. 
-Prawie.Skoro lubisz Norwegów,to musisz lubić skoki narciarskie? 
-Tak.Nawet bardzo.Byłam nawet na ostatnim konkursie w Zakopanem z koleżanką.Ach,ta atmosfera gdy konkursy są w Polsce. 
-Tak słyszałam.Mój kolega był rok temu w Polsce na skokach.Podobno zajebiście.Ja byłam  ostatnio w Lillehammer.Tylko strasznie wiało.Nie cierpię tego. Ale przynajmniej wygrał Gregor. 
-Haha,przynajmniej. 
Moja nowa znajoma nagle wstała i podbiegła do jakiegoś niskiego gościa.Rzuciła mu się na szyje i szeptała do ucha.Szczerze to trochę jej zazdrościłam.Przyjechała do obcego kraju najprawdopodobniej dla tego gościa,który ja teraz przytula.Ej no,zaraz.Ten gość to...Nie niemożliwe.Tak przynajmniej myślałam dopóki Klara mi go nie przedstawiła:
-Daria,to jest Anders... 
-Fannemel-dokończyłam 
-Tak dokładnie Fannemel.Anders Fannemel. 
-Ja jestem Daria.-Myślałam co by tu jeszcze powiedzieć.Miałam palnąć:"Mój tata by się chyba zsikał jakby cię yyy pana zobaczył"ale to chyba zbyt szczere na pierwsze i najprawdopodobniej ostatnie spotkanie.Popatrzyłam na Klarę.Krótka chwila wystarczyła żebym ją na prawdę polubiła.Nie wyglądała za dobrze.Jej oczy zmęczone wędrowały w stronę wyjścia.Anders był szybszy ode mnie:
-Widzę Klara,że jesteś zmęczona. 
W taksówce czułam się nieswojo.Nie chciałam im przeszkadzać.W końcu się chyba musieli znać. 
W drodze do hotelu szłam obok Fannemela niosącego Klarę na rękach.Jaki on czuły.No ja nie wytrzymam,to takie romantyczne. 
-Dzięki Daria.-Podziękowania Fannemela zrobiły na mnie duze wrażenie. 
-Za co? 
-Że pewnie gdybym nie przyleciał do Oslo to byś ją tu zaprowadziła i dała kilka rad jak nie zostać zjedzonym przez niedźwiedzia. 
-Pewnie tak.Nie ma sprawy.Pa.-Miałam już wychodzić,gdy Klara nagle złapała mnie za rękę. 
-Hej co się stało?Dlaczego wychodzisz? 
-Przecież nie jestem tutaj potrzebna.Miałam tylko zaprowadzić cię do Vikersund i tyle.A poza tym jak widzę nie potrzebujesz już mojej pomocy.-Oczekiwałam odpowiedzi typu "Spoko,dzięki,żegnaj" ale się przeliczyłam.Pozytywnie przeliczyłam. 
-Co ty gadasz?Myslisz,że on będzie na każde moje zawołanie?Fannemel musi trenować więc ktoś będzie musiał oprowadzać mnie po mieście.A po za tym co ja będę sama robić w pokoju?Hmm..no nie daj się prosić tylko zostań.-Mówił ci ktoś,że możesz zostać adwokatem? 
-Ostatecznie na parę dni mogę się zgodzić i tak mój dom zajęli rodzice więc...trochę spokoju się przyda. 
Myślę,że gdy to mówiłam nie spodziewałam się,że wszystko potoczy się w takim kierunku. 


Hejoo!Jest nowy rozdział.Powiem szczerze,że pisałam go na raty.To burza,to nie ma internetu zadupie ,to po prostu jakiś sprawdzian.Głowna bohaterka w końcu poznaje Klarę.Przysięgam,że teraz będzie ostro,gorąco i ciekawie!Cieszę się,że ktoś tu w ogóle jest!DZIĘKUJĘ WAM ;* To opowiadanie to takie oderwanie od rzeczywistości.Zapraszam do komentowanie pozytywnego,które motywuje i negatywnego,które daje obraz na to gdzie trzeba się poprawić.Dzięki jeszcze raz i buziaczki :***







 



niedziela, 10 maja 2015

3.Świat nie kręci się wokół mnie...a jednak!


Kolejny dzień był idealny na obejrzenie konkursu.Całą noc mocno sypał śnieg i świat pokrył się białym puchem.O dziwo rano nie zapomniałam tego co planowałam wieczorem.Czekałam na tego jednego,na tego,który sprawił,że znowu oglądam skoki narciarskie z wielkim uśmiechem na twarzy.Gregor!Nawet zaczęłam odliczać dni do konkursów w Lillehammer.Co się ze mną dzieje?To pytanie zadawałam sobie przed każdą serią.To nie było zwykłe oglądanie skoków i patrzenie w ekran telewizora.Żyłam każdym skokiem.Niech wszyscy skaczą krócej niż Gregor!W przeciągu dwóch tygodni nadrobiłam zaległości sprzed wielu bezsensownie obejrzanych sezonów.Starałam się zbytnio nie okazywać,że z dnia na dzień zaczęłam interesować się skokami,chociaż czułam,że robię to tylko po to,aby zobaczyć Gregora!

W dniu wyjazdu do Lillehammer byłam niesamowicie szczęśliwa.Mama nie ukrywała zdziwienia,że potrafię się cieszyć z "wycieczki na te przeklęte skoki".Czy rodzice muszą wszystko wiedzieć?Chyba tak,skoro nawet moja mama ,niezainteresowana skokami wiedziała,że zakochałam się w Gregorze.Czy aż tak głośno go dopingowałam i życzyłam spieprzenia roboty innym?

Ciepło ubrana i gotowa na przygodę(i ja to mówię?!) pożegnałam się z mamą:
-Pa,my wrócimy w niedziele wieczorem.
-Wracajcie jak najszybciej.Jak wam się chce oglądać te nudy i to jeszcze na żywo pod skocznią.
-Mamo!Przecież wiesz,że tata beze mnie by się nudził!Muszę mu trochę podokuczać jak przegra zakład!
Dzień bez komentarza mojego taty,to dzień stracony.Zaczął się bronić atakiem:
-Tak na pewno twój Schlieri wygra.Ten zakład będzie twoją największą porażką córeczko!
-Zobaczymy! 


Jesteśmy,witaj Lillehammer!Kwalifikacje.Z jednej strony ciekawe,bo można pooglądać nowych zawodników.Jednym z nich był młody norweg:Johann Andre Forfang.Publika kocha nowych skoczków,szczególnie młode (norweskie) talenty."Skok powyżej punktu K Johanna,to daje duże szanse na występ juniora w jutrzejszym konkursie".Spiker najwyraźniej szczęśliwy,że kolejny Norweg w konkursie.Razem z tata staliśmy w bardzo dobrym miejscu na łapanie autografów.On łapał,a ja czekał na Gregora.Skakali kolejni zawodnicy.Widziałam każdego z nich po skoku.Jakiś gość sprawdzał im kombinezony,narty i inne pierdołki,które są im potrzebne do skoku.Na stanowisku lidera cały czas ten młody Norweg.Wyglądał na szczęśliwego z dobrego skoku.Jest Gregor!Tata tylko obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem.Trzeba przyznać,że jak na panujące warunki Schlieri skoczył bardzo dobrze.Pożerałam go wzrokiem i marzyłam żeby go pocałować.Jaka ze mnie wariatka,przez jednego Gregora moja twarda skorupa zaczyna znikać.Melancholijny nastroik przerwało przekleństwo,które padło z ust Forfanga:

-Kur*a-i rzucił kaskiem o ziemie.Oparł się o barierkę i spuścił głowę.Był wściekły,wziął swoje rzeczy i szybkim krokiem udał się w stronę domków.Jedyne co przeszło mi przez głowę-rozpieszczony dzieciaczek z niego.Dyskwalifikacja,nie pierwsza i nie ostatnia.Niestety Gregor nie pojawił się aby rozdawać autografy.Jutro też jest dzień... 


Po pierwszej serii konkursu trwały 2 wojny Norwesko-Austriacka,Schlieri walczył z Fannemelem,oraz konflikt na linii córka-ojciec.W mojej głowie kłębiła się myśl:Gregor wygraj to!Jest już na belce.Zaświeciło się zielone światło,zamknęłam oczy i..."138,5 metra Gregora Schlierenzauera!".Nerwowy moment,zliczane punkty za odległość,styl,wiatr i belkę.Gregor stał i wpatrywał się w tablice wyników z uśmieszkiem jakby wiedział co ma nastąpić.Patrzyłam się na tatę,a on na mnie.Z głośników wydobył się krzyk spikera:"Gregor Schlierenzauer zwycięzcą dzisiejszego konkursu!"Tata chyba nie dowierzał,że wygrał Gregor i w to,że przegrał ze mną zakład.  

Drugi dzień nie obfitował w tyle emocji i szczęścia.Ten przeklęty wiatr!Gregor wypadł średnio,z czego tata był mega zadowolony.Uff,dobrze,że zakład nie obejmował niedzielnego konkursu.Przez ten wiatr było strasznie zimno.Nie cierpię gdy zawody są przerywane przez warunki.Odetchnęłam z ulgą,gdy ten cały niedzielny cyrk wreszcie się skończył.Jak tylko wróciłam do domu,padłam na łóżko i zasnęłam. 


Przez te wszystkie dni po pierwszej "turze" skoków w Norwegii moje życie opierało się na stwierdzeniu:byle do przodu.Święta zbliżały się wielkimi krokami.Boże Narodzenie=prezenty.Trochę się zdziwiłam,gdy Agnes zaproponowała mi wspólne zakupy.Jakoś zbytnio za sobą nie przepadamy.Hmm...gdzie dziewczyny mogą poznać się lepiej?Na zakupach!Nie chciało nam się siedzieć w szkole,na dodatek fizyce,więc postanowiłyśmy zrobić sobie wagary.Oslo było nasze i z pewnością nie żałuję,bo to co się wydarzyło może się zdarzyć tylko mi(w pozytywnym słowa tego znaczeniu) 


Choinki,wszędzie choinki,wszędzie mowa o prezentach,o radości,o wspólnych chwilach,o prezentach!Mój umysł rozdarty był pomiędzy tym,co dostanę i tym co ja kupię.Moi rodzice nie umieją dochować niespodzianki(na szczęście ja umiem) i już od pewnego czasu doskonale wiem,co znajdę pod choinką.Razem z Agnes miałyśmy niezłą bekę,gdy jeden gość zapytał się nas czy nie powinnyśmy być w szkole.Był chyba cudzoziemcem,bo mówił po angielsku z mocno wymawianym RRR.Jestem na to dość przeczulona.Nie ma to jak tłumaczenia,że jest zbyt dużo śniegu żeby wyjść z domu.A jednak!W pewnym momencie zobaczyłam coś co całkowicie wybiło mnie z równowagi.Dwóch gości,jeden z nich był przebrany za niedźwiedzia.Zatrzymałam się i przeczytałam tabliczkę,na której napisane było wszystko.Wynikło z tego tyle,że za każde zrobione zdjęcie z "miśkiem" to pomoc dla chorej na białaczkę dziewczynki.Nic dziwnego,że ktoś chce pomóc.Czytam ostatnie zdanie:"a w naszą akcję osobiście zaangażowali się Tom Hilde i Andreas Stjernen.." i ogarnia mnie myśl,że muszę zrobić sobie zdjęcie z Hildo-niedźwiedziem.Tom ze wszystkimi robił dziwne pozycje,nie mogę być gorsza.Gdy podeszłam do ^^niedźwiadka^^ Stjernen popatrzył się na mnie i rzucił lekki uśmieszek do Hilde.Czy on coś knuje?Nie!To niemożliwe, świat nie kręci się wokół mnie.Zrobiłam głupią minę i tyle.Trochę żałowałam,że ten diabelski uśmieszek Stjernena nie oznaczał jakiejś intrygi w stosunku do mnie.Chociaż pewnym jest,że Hilde i Stjernen to dwa "trochę" nie ogarnięte ludki.Nie pomyliłam się.No może nie od razu,jedno jest pewne,ta sytuacja była dosyć dziwna.Gdy razem z Agnes szłyśmy po parkingu moim oczom ukazał się....Hilde i Stjernen.Znowu!Zachowywali się głośno,więc trudno było ich nie zauważyć.Andreas żartował sobie z Toma,że wygląda w tym stroju jak jego ciotka,gdy nie zrobi sobie makijażu.Próbowałam przejść koło nich i nie wybuchnąć śmiechem.Patrzyłam prosto przed siebie i myślałam o kotkach,samochodach.Niestety musiałam pomyśleć o niedźwiedziach!To skojarzenie całkowicie mnie pogrążyło!Zaczęłam się śmiać coraz głośniej.Agnes popatrzyła się na mnie jak na wariatkę.Zrobiło się cicho,jedyne co przerywało tę ciszę to mój śmiech.Zorientowałam się,że skoczkowie patrzą się centralnie na mnie.Zasłoniłam buzię ręką.To było silniejsze ode mnie,chociaż robiłam z siebie totalną idiotkę,za każdym razem jak popatrzyłam na Hilde,to przybywała kolejna dawka śmiechu.W końcu Tom wziął sprwy w swoje ręce,a raczej łapy: 

-No co? 
-Nie,nic.-i znowu ten śmiech! 
-Bądź szczera i mnie nie rań.Czy ten strój mnie pogrubia? 
Spoważniałam i zaczęłam głęboko oddychać. 
-Znaczy się,twój strój jest bardzo w czas! 
-Co to znaczy w czas?Mówiłem żebyś mnie nie raniła-powiedział głosem jakby zaraz miał się rozpłakać-No dobrze wybaczam ci! 
Do tej całej sytuacji musiał oczywiście wtrącić się Stjernen: 
-No a teraz przytul misiaaa. 
Poczułam jak coś w miękkiego na mnie ląduje.Tom ratujący się przed upadkiem(oczywiście mną)nieźle się wkurzył.Kopnął Andersa w tyłek i zaczęła się wojna na przytulanie.
-Stjernen ty idioto,chciałeś żebym zabił koleżankę.Idź ją przeproś i przytul! 
Andreasowi nie trzeba było mówić,co robić i sam "posłusznie" szedł w moją stronę z ramionami,które mówiły same za siebie.Mocno się do mnie przytulił.Tak mocno,że nie mogłam oddychać.Muszę im się odwdzięczyć.Przewracałam oczami w stronę Agnes.Chwyciła haczyk: 
-No dobra chłopaki,my musimy się zbierać,chodź Daria! 
Stjernen jak na komendę wypuścił mnie ze szczęk.Nie wiedziałam,że skoczkowie mają tyle siły.o nie,nie,nie!To nie koniec!Wzięłam Agnes za rękę i popchnęłam na Toma!Spodobało mu się,że to nie koniec bitwy i się do niej wtulił.Agnes chyba niekoniecznie to całe bliskie spotkanie przypadło do gustu.Odepchnęła Norwega z całej siły i wściekła podeszła do mnie.Jej ręce powędrowały na moje ramiona a potem....Bohaterski Stjernen złapał mnie w ostatniej chwili.Byłam w szoku i cała się trzęsłam.Tom i Andreas stali jak wryci.
Hilde tylko powiedział szczerą prawdę: 
-Widzę,że twoja koleżanka nie zna się na żartach,co nie? 
Tak oto kończą się przygody ze skoczkami narciarskimi! 



Hejoo!W pierwszych słowach chciałam przeprosić za dwie rzeczy.Po pierwsze za to,że pod ostatnim rozdziałem nie było nic powiedziane ode mnie i ten błąd już się nigdy nie powtórzy!Po drugie przepraszam za użycie słowa beka.Nie przepadam za tym wyrazem no ale cóż...Trochę czasu minęło,ponieważ miałam problem z przelaniem weny na kartkę,a gdy już byłam napalona na pisanie pojawiła się nauka!Mam nadzieję,że dialogi są już bardziej przejrzyste.Tak wiem to zawsze była moja jedna z dwóch pięt Achillesowych,drugą jest interpunkcja.Pamiętajcie,aby zostawić po sobie malutki komentarz nawet gdyby miałby być mało przyjemny!    






poniedziałek, 20 kwietnia 2015

2.Born To Survive-A więc jestem dziwnym przypadkiem!



Do pokoju wpadli rodzice.

-Co się tu dzieje?

-Nic,mam tylko mały problem ze spaniem w jednym miejscu.

Tata nic sobie z tego nie robił,za to mama wyglądała na dosyć zdenerwowaną:

-Nic ci się nie stało?

-Nie,tylko się trochę stłukłam-pewnie,że się stało ale nie będę teraz o tym im opowiadać

-Jakby co krzycz

-Ok.Dzięki.

Położyłam się na łóżku i popatrzyłam na telefon-5:30-dopiero.

Obudziłam się około południa.W domu panował niezły zamęt.Co chwile ktoś wnosił meble,tata coś podpisywał a ja czułam się jak na innej planecie.Cały czas nie mogę pojąć co i jak to się stało.

Była środa wieczorem.Pierwszy dzień mojego powrotu do Norwegii.Zamiast zwiedzać i odświeżać pamięć starałam się jakoś zająć czas.Rodzice mówili,że moja pomoc przyda im się najbardziej,gdy trzeba będzie rozprawić się z moim nowym pokojem.Przy kolacji palnęłam chcąc nie chcąc:

-Co ze szkołą?

Tata nie wahał się ani sekundy:

-Do końca tygodnia zostaniesz w domu.Lepiej żebyś ochłonęła.

Co to znaczy ochłonęła?Zresztą,nie mam ochoty iść znowu do szkoły i zaczynać wszystkiego od początku.

Czas mijał szybko i nudno.Pierwszy raz w życiu byłam tak zrezygnowana.Odpowiadałam z wymuszonym uśmiechem na pytania rodziny,patrzyłam w okno jak tutaj wszystko obumarło.W Szwajcarii jest piękna jesień,a tu zaczyna się zima.Piękna to pora roku,trzeba przyznać ale dlaczego tak szybko?

Weekend.Sobota miała być kolejnym dniem spędzonym w domu.Znowu powinno być nudno.Tata zauważył moje przygnębienie i znowu spróbował mnie pocieszyć :

-Mam dla ciebie niespodziankę!Wsiadaj o samochodu.

Niespodzianka.Ucieszyłam się.Gdzieś jedziemy.Wsiadłam do samochodu.Chwile jechaliśmy.No cóż w centrum Vikersund było strasznie dużo osób.Nienaturalnie dużo.Zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu.

-Jesteśmy na miejscu-powiedział tata i wyjął za schowka flagę Norwegii i marker. Tylko się uśmiechnęłam.Po co mu ta flaga?Szliśmy kawałek.Większość osób też miała flagi.W końcu stanęliśmy chyba w nawet dobrym miejscu.Przyjechał jakiś autokar.Tłum powitał go brawami.Co tu się dzieje?Zagadka a raczej niespodzianka rozwikłana.To była norweska drużyna skoczków narciarskich.Machali do wszystkich.Spiker zapowiedział,że "bohaterowie zimy przyjechali spotkać się z fanami,przed już nie długo rozpoczynającym się sezonem".Wow,a więc to są ci idole mojego taty.Weszli na scenę.Było ich 5.Najbardziej moją uwagę przykuł skoczek z długimi włosami.Cały czas robił śmieszne miny i dziwne pozy.Trzeba przyznać,że polubiłam go najbardziej.Jego jedynego zresztą...Drugi,który stał obok śmieszka był najniższy z nich wszystkich i miał blond włosy.Kolejny zdecydowanie wyższy,nie przypadł mi specjalnie,taki trochę ponury.Co ja gadam,też miałam minę jak trup!Ostatni dwaj byli chyba najstarsi.Jeden wyglądał jak...szczeniaczek.Nie wiem skąd to porównanie.Czy coś ze mną nie tak?Ostatni miał czarne włosy i nic nie zdradzał ani ruchami,ani słowami.Najbardziej rozgarnięty z nich wszystkich.Oni odpowiadali na pytania dotyczące sezonu i chyba mistrzostw świata,a mi było strasznie zimno.Nie wiedziałam jak się nazywają,lepiej żebym o to teraz nie pytała.Okazało się,że "bohaterzy" będą rozdawać autografy i robić zdjęcia z każdym kto chcę.Start!Do skoczków zrobiła się niesamowicie długa kolejka,w której stanął mój tata.Nie chciałam przeszkadzać w tak "cudownej" chwili i postanowiłam zejść na bok.Oparłam się o ścianę i zaczęłam przeglądać zdjęcia,które zrobiłam w Szwajcarii.Nie było to wspaniałe uczucie,wszystko wróciło.Ze złością schowałam telefon do kieszeni i energicznie ruszyłam do przodu.Zapomniałam,że w Norwegii trwać zaczęła wieczna zmarzlina i wywróciłam się na śliskiej powierzchni.Serio?Znowu stłukłam sobie dupę i chyba zacznę nienawidzić zimy!Ktoś podał mi rękę.Wysoki chłopak zapytał:

-Wszystko okey?

Już miałam krzyczeć,że nic nie jest okey.Na szczęście się powstrzymałam.Lekko się uśmiechnęłam i grzecznie odpowiedziałam:

-Tak,już tak-myślałam,że to koniec naszego spotkania,on jednak,ku mojemu zdziwieniu,mówił dalej:

-Uff,to dobrze,bo nie wyglądało to ciekawie.Mówisz po norwesku?

-Tak,jestem Norweżką i tutaj mieszkam.-dodałam żeby nie było

-Serio?Nie widziałem cie wcześniej.

-Dopiero się przeprowadziłam-jego entuzjazm mnie przerażał.Starałam się być miła i chyba nawet wychodziło.

-Uuu,tak w ogóle to jestem Sven-i podał mi rękę

-Daria,miło poznać-trochę się odważyłam i zapytałam:-chodzisz może tutaj do szkoły?

-Tak,jestem w drugiej klasie

Muszę przyznać,że Sven spadł mi z nieba.Może przy odrobinie szczęścia poznałam osobę,która mnie wprowadzi w "norweski tryb życia".Pierwszy raz od przyjechania tutaj szczerze się uśmiechnęłam i pół żartem pół serio dodałam:

-Fajnie się składa,bo ja też będę w drugiej już w najbliższy poniedziałek-Sven uśmiechnął się i chyba czytał mi w myślach:

-Wiesz,jeżeli chcesz to mogę cie oprowadzić,zapoznać z kilkoma osobami w szkole-trochę się speszył

-Dzięki.Na pewno skorzystam.Miło,że proponujesz mi pomoc-znowu mocno i szczerze się uśmiechnęłam

Tata mnie zauważył.Był podjarany jak mała dziewczynka.Jego entuzjazm trochę ucichł gdy zobaczył Svena.

-Widzę,że poznałaś kolegę-powiedział to z taką ironią...czas na wojnę słowną

-Tak.To jest Sven-powiedziałam pewniej-będziemy razem chodzić do klasy.

-Cieszę się.Widzisz w znajdowaniu znajomych jesteś mistrzynią!

Całą tą sytuację przerwał dzwoniący telefon,oho mama:

-Halo?

-Długo jeszcze będziecie prześladować biednych skoczków i męczyć ich?

-I ty wiedziałaś??

-Pewnie,że tak.Trudno nie wiedzieć.Wszyscy o tym mówili od tygodnia.

-Serio?No dobra my zaraz wracamy.

Pożegnałam się ze Svenem i weszłam do samochodu.Usiadłam na przednim siedzeniu.Tata dał mi flagę z podpisami skoczków.Humor mi wrócił,więc postanowiłam się z nim podroczyć:

-Hmm jakie to wspaniałe.Pewnie powiesisz ją na ścianie i zrobisz ołtarzyk?

-Widzę,że wrócił ci nastrój.Cieszę się,że niespodzianka podziałała.Wiedziałem,że skoki potrafią czynić cuda!

Tak na pewno skoki.Tak,tak...Pewnie,że nie.Właściwie to nie wiem co.

PONIEDZIAŁEK:

Sven dotrzymał obietnicy i pomógł mi w zaklimatyzowaniu się w szkole.Dzięki niemu dosyć szybko znalazłam się w pewnej grupie osób,które spędzają razem czas.Wszystko cacy-racy ale czy wszyscy Norwegowie (z wyjątkiem mnie) muszą tak ekscytować się skokami?Przyjazd drużyny skoczków to była niemała sensacja.Wszyscy chwalili się zdjęciami zrobionymi z nimi.Był tego mały plus.Przy najmniej wiem jak się nazywają.Starałam się aby uniknęło mnie to jedno niewygodne pytanie,które niestety padło z ust Agnes:

-Daria,a ty co upolowałaś?

Prawda czy nie prawda?Oto jest pytanie.Postanowiłam podjąć słuszną decyzję:

-Właściwie to skoki mnie nie kręcą...

-Serio?Dziwny przypadek...

Uff,Sven przyszedł z pomocą:

-Nie martwcie się.My ją już wyleczymy!-I zaczął się śmiać,a razem z nim inni.Musiałam dodać coś od siebie:

-Uważajcie jestem DZIWNYM I CIĘŻKIM do wyleczenia przypadkiem!



Dom,słodki dom!Chociaż w szkole było lepiej niż się spodziewałam,to mój pokój stał się moim ulubionym miejscem.Trzeba przyznać,że w szkole zapomniałam o tym,o czym długo jeszcze pamiętałam-Chris,Szwajcaria,obietnica.A gdy wracałam do domu całe moje pozytywne myślenie,przemieniało się samoudrękę.Większość czasu spędzałam na rozmyślaniu-Co by było,gdybym została w Bazylei?Skutkiem tego była smutna mina.Rodzice się tym zaniepokoili:

-Co się dzieje?

-Nic.Po prostu mam zły dzień.

To spławienie przez pewien czas działało,niestety na krótko.Przyszedł moment,gdy limit "mam zły dzień" się wyczerpał.Raz na jakiś czas w szkolę rodzice spotykają się inywidualnie z nauczycielami.Dlaczego???

Siedziałam na dywanie w pokoju i przeglądałam bez sensu podręcznik do biologi.Nagle wpadła mama:

-Co robisz?

Stać mnie było na jedno zwykłe:

-Nic.

-I pewnie masz zły dzień?-zaczęła robić się podejrzliwa

-A co to ma do tego,że próbuję pojąć jak wygląda życie wirusów i bakterii?

-Ty sobie nie żartuj dobrze?-ups,chyba to nie było dobre rozpoczęcie rozmowy.

-Ale o co chodzi,bo to,co powiedziałam raczej udanym żartem nie było?

-Rozmawiałam z twoim wychowawcą.

-I?-z moim entuzjazmem "na pewno" coś osiągnę!

-W szkole nie jesteś taka załamana.Podobno zachowujesz się zupełnie normalnie.Rozmawiasz,śmiejesz się.Dlaczego nie jesteś taka w domu?

Odwróciłam się i położyłam głowę na kolana:

-Ty wiesz dlaczego!

-Ile razy mam ci to tłumaczyć?Musimy tu być!

-I ja mam przez to cierpieć?

Mama postanowiła mnie zagiąć:

-Przecież w szkole nie cierpisz?-udało jej się!!

Odwróciłam się.

-Szkoła to co innego-mój ton głosu był już żywszy

-Widzisz to połowa sukcesu.Przyzwyczaisz się!-nastrój mamy się poprawił i dodała:

-A może ci coś kupimy,hmm?Co byś chciała?

Czyli wszystko po staremu!Ucieszyłam się,że nie musimy dalej zgłębiać tego tematu.Jedno jest pewne.Jeżeli mama sugeruje "kupimy ci coś" to oznacza tylko jedno-nawet największa moja zachcianka się spełni.Po każdej przeprowadzce moi rodzice mają wyrzuty sumienia.Jak byłam mniejsza to były zabawki,zdalnie sterowany samolot(R.I.P),chomik,sukienka i takie tam.Jednak gdy zdałam sobie sprawę,że mogę posunąć się na bardziej drastyczne kroki wykorzystywałam to bezbłędnie.Rodzice pozwolili mi zrobić pierwszy tatuaż w 16 urodziny.Teraz mam ich więcej.Każdy to łup i symbol przeprowadzki.Tylko się chytrze uśmiechnęłam i dodałam:

-No wiesz,myślałam nad nowym tatuażem.

-Tak?No cóż chyba nie mam innego wyboru jak zmniejszyć twoje cierpienie.Porozmawiam z tatą.

-Dzięki.Wiesz,że cię kocham.

-Wiem!Ale ja ciebie bardziej!



Kilka tygodni później...

Cały ten czas przeminął spokojnie.Mam nowy tatuaż.Tak,kolejny symbol przeprowadzki.Born to survive-to chyba znaczy wszystko.Pewnego wspaniałego listopadowego wieczoru tata wyrwał mi pilot z ręki tłumacząc:

-Koniec tych głupot.Teraz czas na najwspanialszy sport na świecie.Pełen walki i krwi!

-Myślałam,że o tej porze nie ma jeszcze boksu.

-Co?Nie!Właśnie zaraz zacznie się pierwszy konkurs skoków!Drużynówka na dodatek!

Skoki?Już?Zapomniałam o nich!Miałam ochotę pójść do pokoju i robić cokolwiek innego.Tata jednak mnie udupił:

-Czyli co,miłe chwile w rodzinnym gronie?Chyba nie przegapisz pierwszego konkursu?!

No tak!Przecież jeszcze z 8 miesięcy temu,gdy kończył się sezon to obiecałam mu,że na 100% obejrzymy razem następny!

-No nie,pewnie,że nie przegapię.-trzeba dotrzymywać obietnic...

Pierwsza grupa zawodników:jacyś Rosjanie,Polacy,Niemcy,Japończycy,Czesi... i są Norwegowie!Pierwszy jakiś Velta.A,już wiem to ten skoczek,który przypominał mi trupa.Teraz wygląda całkiem inaczej...Dziwne!I to w HD!!!Przemknął na progu szybko,że nawet pora na Austriaków!I tak przez kilkadziesiąt minut!I nagle mnie olśniło.Pierwszą serie kończył Gregor Schliereznzauer.Zaraz,zaraz...No tak!To przecież jemu kibicowałam przez cały poprzedni sezon.Nie wiem czy po to,żeby zrobić na złość mojemu tacie,czy był inny powód?Zapomniałam przez te 8 miesięcy bez skokowej neutralności.Gdy zdjął kask wszystko mi się przypomniało.Przystojny i wysoki.Tak to on!W przerwie pomiędzy seriami weszłam na Wikipedię i trochę poczytałam o nim.Jest bardzo młody i już tyle osiągnął.Wow!Młody,utalentowany,przystojny.Zauroczyłam się...Szybko ustawiłam sobie jego zdjęcie jako tapetę na telefonie i wróciłam szczęśliwsza na drugą serię!Gdy była jego kolej,wstałam z fotela i zaczęłam ściskać kciuki.Mówiłam coraz głośniej-daleko,leć,jeszcze dalej.Wylądował.Usiadłam na fotelu.Nie był chyba zadowolony,bo kręcił przecząco głową.Tata patrzył na mnie jak na konfidenta.Ja,Norweżka z krwi i kości jestem za Austriakiem i to jeszcze Schlierenzauerem!Tylko zażartował:

-Daleko ten twój Greguś nie zaleci z takim wynikiem!-spławiłam go szerokim uśmiechem.

Mój daddy był szczęśliwy,że Norwegowie stanęli na podium.Ja tylko postanowiłam go skontratakować:

-Oj,co to?Tylko trzecie miejsce?

-Ty zdrajco nic nie mów!Gdzie austriacy czekaj,oj nie widzę ich!

Najlepszy sposób na ironię to ironia:

-Przecież ja jestem za naszymi walecznymi wikingami.

-Aaa,idź już spać dziecko!

Gdy dowiedziałam się,że jutro jest konkurs indywidualny,szczerze się ucieszyłam.Pierwszy raz miałam ochotę na skoki narciarskie i jeszcze Lillehammer!Chwilo trwaj!Niech przyśni mi się Schlierenzauer