Daria
Po wejściu do pokoju moją uwagę przykuła,leżąca na biurku długa lista.Rzuciłam plecak w kąt i szybko sprawdziłam co jest jej treścią.Trudno było powstrzymać uśmiech,bo to co było na niej napisane totalnie mnie rozbawiło.Od góry do dołu,a może raczej sądząc po dużych i pewnie stawianych literach,od dołu do góry wypisane były wszystkie szkolne zaległości.Włos jeżył się na głowie.No nie było tak źle.Połowa tych rzeczy to kwestia solidnego powtórzenia,ale osobie,która miała inne plany zdecydowanie nie interesowało bezczynne powtarzanie wiadomości.Z pomieszczenia obok dało się słyszeć dźwięk spadających książek.Niezwykle mnie to zdziwiło.O tej porze ani duchy,ani złodzieje nie wchodzili w grę.Jednak czułam się zobowiązana do sprawdzenia tej niecodziennej sytuacji.Przechodząc obok lekko uchylonych drzwi widziałam zarys męskiej postaci pakującej coś do torby.Przestraszyłam się.Cicho przemknęłam do swojego pokoju i zastanawiałam się nad ewentualną bronią.Wzięłam moją najukochańszą świnko-skarbonkę i wkroczyłam do akcji.
-Ręce do góry!-wykrzyczałam w kierunku postaci,która trzymała ręce uniesione wysoko w górze-Tata?-zapytałam jeszcze bardziej zdezorientowana niż kilkanaście minut wcześniej.
-Uuu,ale mnie przestraszyłaś.
-Co tu się dzieję?Lars pośpiesz się!-krzyczała mama.Chyba nastrój jej się nie poprawił...
-Mama?-rzuciłam pytaniem,tym razem w jej kierunku.
-A kto?!-zasyczała.
-Yyyy,wyjeżdżacie gdzieś?-zapytałam ze strachem.
-Niestety!-odpowiedziała jeszcze groźniej.
-Ale,że tak no yyyy...nie rozumiem.
-Z racji tego,że jestem nowym pracownikiem,ośrodek wysyła mnie na jakiś kurs zapoznawczy.-mówiła wyniosłym tonem pełnym kpiny.
-Bomba!-pisnęłam
-Byłaby to bomba,tylko na tym całym kursie będą sami stażyści i studenci.
-A tata tak jedzie z tobą okazjonalnie?-czas pytań i odpowiedzi uważam za otwarty!
-To tylko dziwny zbieg okoliczności.-szybko wtrąca ojciec.
-Twój tata ma natychmiast zjawić się w jakiejś miejscowości,której nazwy za Chiny nie zapamiętam,bo ma tam coś zobaczyć,pomyśleć...
-Nowy projekt a mama akurat będzie w pobliżu,więc jedziemy razem.-Tata świetnie przedstawia obraz sytuacji.
-Aha,a daleko to?-Pytam,próbując powstrzymać radość.
-Nie wiem,ale sądząc po zdjęciach,to jakieś zadupie.-gorączkowo odpowiada mama.
-Okey,ostatnie pytanie kiedy wracacie?
-Poniedziałek wieczorem.-głośno wykrzyczeli.Chyba nie byli zadowoleni z tej całej sytuacji
-No wiesz MAMO,na twoim miejscu byłabym szczęśliwa,że to będą studenci.-zaczęłam igrać z ogniem.Ojciec uderzył się w głowę,a ja diabelsko uśmiechnęłam.
-Nie!Wszyscy studenci stomatologi to dziwolągi,gdyby było inaczej miałabyś ojca dentystę.
-I nie byłabyś już taka ładna i mądra.Wszyscy dentyści to dziwolągi.-Czasami uwagi mojego taty są całkiem śmieszne.Tamtym razem mama zmroziła go spojrzeniem,a on jak chorągiewka musiał sprostować:-Powiedziałem tylko dentyści,nie dentystki!
-Widziałaś już listę?-rzekła mama szybko zmieniając temat.
-Tak...
-To dobrze.-mówiła dalej,zabierając walizkę i schodząc na dół.-I jeszcze jedno.To,że wyjeżdżamy nie oznacza jakiś luzów.Grzecznie chodzisz do szkoły i powoli nadrabiasz zaległości.
-Tak mamo.-powiedziałam posłusznie i spuściłam głowę na dół.Moje typowe zagranie i tym razem zadziałało,bo mocno mnie do siebie przytuliła.Zrobiło mi się jakoś lżej.Wtulona w jej włosy,czułam zapach jej ulubionych perfum.-Przepraszam.
-Ja też cię przepraszam.Nie zachowałam się wzorowo.Zrozum,muszę mieć cię na oku,bo przechodzisz okres buntu.Nadwyrężyłaś moje zaufanie.
-Wiem,tak bardzo cię za to przepraszam.-Myślałam,że zaraz się rozpłaczę.Nigdy nie potrafiłam się z nią pokłócić i zostawić tego w spokoju.
-A teraz już głowa do góry.Będzie dobrze.
-Będzie...Trzymam za ciebie kciuki mamo....
Po pożegnaniu się z mamą i zatańczeniu tańca zwycięzcy,z okazji wyjazdu rodziców i pogodzenia się z rodzicielką,musiałam odebrać telefon.Na wyświetlaczu pojawił się nieznany mi numer.Pomyślałam,że jeżeli to z obsługi klienta to rozłączę się w stylu mojej babci,mówiąc,że nic nie rozumiem.Nie była to jednak upierdliwa pani z sieci telefonicznej.
-Halo?
-Halo?Daria?-dosyć znajomy męski głos zadaje pytanie a ja poza zwykłym "tak" nie wiem co odpowiedzieć...-Uff,czyli dobrze przepisałem numer.Z tej strony Anders...
-Fannis?-zadając to pytanie wolałam się upewnić.Mnogość różnego rodzaju Andersów w Norwegi jest ogromna.
-Tak,Fannis.Posłuchaj mam pytanie.Nie ma może u ciebie Klary?
-Nie,nie spotykamy się u mnie.
-A nie wiesz może gdzie może być?Dzwonię,piszę,próbuję się z nią spotkać ale nie mam zielonego pojęcia,gdzie ona się podziewa.-siła determinacji w jego głosie napawała strachem.
-Anders posłuchaj,nie mogę ci nic powiedzieć.
-Proszę.To dla mnie mega ważne.Jesteś jej przyjaciółką,co nie?Na pewno mówiła ci co będzie robić.
-Tak,jest moją przyjaciółką i obiecałam jej,że nie powiem nikomu nic o We..-ugryzłam się w język-znaczy o naszych wspólnych sekretach.
-A jak cię ładnie poproszę i załatwię takie fajne wejściówki na konkurs w Vikersund.-Brzmiało kusząc,ale nie sprzedałam tak ważnych i niezwykle delikatnych informacji dla jakiś tam fajnych wejściówek.
-Nie Fannis.Nic już nie mów!Nie powiem ani słowa!Szukaj a znajdziesz.-Po tej zachęcie rozłączyłam się.
Następnego dnia po raz kolejny Forfang spełnił "rozkazy" trenera.Sądząc po ostatniej poprawie naszych kontaktów spodziewałam się mile spędzonego czasu.Niestety już na samym początku wszystko poszło w złą stronę.Nawet go nie zauważyłam.Sam musiał dać znak życia.
-Hej,hej!Nie widzisz mnie czy nie chcesz mnie widzieć?-wołał w moją stronę.Odwracając się zobaczyłam tego samego zakapturzonego Forfanga w okularach przeciwsłonecznych.
-Forfang?-nie potrafiłam ukryć zdziwienia.-Raczej czy ty coś widzisz w tych goglach?
-Wszystko a nawet jeszcze więcej złotko.-jednym ruchem ręki ściągnął je z przed oczu i zrobił falisty ruch brwiami.
-Aaaaa,rozumiem okulary z rentgenem?-powiedziałam naśladując jego ton głosu i zmałpowałam jego ruch brwiami
-Nie?Dziwna jesteś.Nie ma okularów z rentgenem!Pfu,też mi żart.
-To,że jestem dziwna to żadna dla mnie obraza.Wiele osób mi to mówi,ale nie nie jestem idiotką i wiem...
-Tak,tak,tak,Tak!Skończmy ten temat.Nie chcę sobie psuć nastroju.-z powrotem założył okulary i dumnie ruszył do przodu.
-Wiesz co,nie wyglądasz zbyt poważnie.
-Niby dlaczego?
-Okulary przeciwsłoneczne w zimie?Wyglądasz jak wariat!To tak jakby założyć kask i jechać samochodem.
-Ładnemu we wszystkim do twarzy.A poza tym jak się stajesz sławnym to okulary przeciwsłoneczne to podstawa.
-Tak słyszałam,że jedziesz na mistrzostwa,ale to nie robi z ciebie celebryty.Miałam ci nawet pogratulować,ale sobie to chyba daruję.-przyśpieszyłam kroku zostawiając gwiazdkę z tyłu.
-Hej,gdzie tak pędzisz czekaj!-podbiegł do mnie i znowu szliśmy obok siebie.-Nie psuj miłej atmosfery!
-Miłej atmosfery?To,że pojedziesz do Falun i mówią o tym wszystkie stacje telewizyjne to jeszcze nic nie znaczy.
-A co znaczy hę?
-To,że nie oddałeś tam jeszcze ani jednego skoku i nie wiadomo czy będziesz w czwórce trenera a zachowujesz się tak jakbyś został podwójnym mistrzem świata!-wykrzyczałam mu to w twarz przy tym machając rękami.On jednak złapał mnie za dłonie i przycisnął do najbliższego drzewa swoim ciężarem.
-Hej,ciiii.Proszę,nie róbmy kroku wstecz.
-Już zrobiliśmy!-krzyczałam
-To to naprawmy.-czekał na moją reakcję.Ciemnozielone oczy zakryte równie ciemnymi okularami patrzyły się na mnie...
-Puść moje ręce!
-Nie!
-To boli!-natychmiast rozluźnił palce.Odepchnęłam go z całej siły.
-Proszę,nie chcę się z tobą kłócić.
Byłam już kilkanaście kroków przed nim,ale zatrzymałam się,odwróciłam i dodałam:
-Zrobiliśmy krok w tył nieodwracalnie.-Nic nie odpowiedział,nie widziałam jego zachowania,po prostu poszłam przed siebie.
Johann
Poszła.Czy ja jestem aż takim idiotą?Wiedziałem,że te niby "rady" chłopaków o gwiazdorzeniu to nędzny niewypał."Bądź pewny siebie,to ty jesteś teraz na topie".Tak pewnie.Oczywiście,że wyglądam jak palant w tych okularach.Po co ja ich słuchałem?Mam dwie lewe ręce i zawsze wszystko spieprzę.Muszę ściągnąć to dziadostwo z nosa,bo oszaleje.A macie,już nie istniejecie!Kopię,deptam po nich byle zniknęły.
-Chłopcze,opanuj się.-odwracam się i widzę starszego pana trzymającego rękę na moim ramieniu.Robi mi się wstyd,że zachowuję się tak publicznie,a co za tym idzie,wszyscy to widzą.
-Ja...ja...-gubię się w słowach,robi mi się gorąco-ja już idę.
Ruszam prędko do przodu.Nie zwalniam kroku.Mam dość moich niby partnerów z drużyny,którzy chcą najwyraźniej zrobić mi na złość.
Energicznie otwieram drzwi do pokoju hotelowego całkowicie zapominając o Tomie.Głośno trzaskam i szukam torby z rzeczami na trening.Przy okazji nie zauważam stojącego w samym szlafroku Hilde,który natychmiast wypytuje mnie o przyczyny porannej nieobecności.
-Gdzie był nasz mały Johannek?-ironicznie się uśmiecha.Czuje,że nie mam nastroju na żarty.Nie odpowiadam na jego zaczepkę.Sprawdzam czy mam wszystko,bo dzisiaj oddajemy ostatnie skoki treningowe.Tom jednak nie odpuszcza:-Ojoj,nasz mały juniorek nie ma humoru.-mówi do mnie jak matka do dziecka,aby w końcu zjadło warzywa.Próbuję jak najszybciej zmienić przebieg rozmowy.
-Człowieku ty wiesz,która jest godzina?Przed treningiem mamy jeszcze spotkanie z trenerem na skoczni,a ty jeszcze siedzisz jak pan w szlafroku!-mój moralizujący ton głosy wcale nie polepsza sytuacji...
-Dobrze tato!-odpowiada trzepocząc rzęsami a ja spoglądam na niego z wyrzutem.-A raczej mamo!.-za to dostaje ode mnie poduszką.
-Rób co chcesz ja spadam.-biorę torbę i zatrzaskuję za sobą drzwi.W hotelu panuje niezłe zamieszanie,bo już wieczorem przyjeżdża kadra Słowenii na czele z Janusem i Prevcem.
Narzucone przeze mnie tempo chodu powoduje,że czuję się żywszy.Zimne powietrze przyjemnie szczypie mnie w nos i policzki.Za to kocham Norwegię.Za te jedyne w swoim rodzaju urokliwe zimy!
Jestem już na terenie skoczni.Przykładam czip do czytnika.Drzwi odblokowują się,a przede mną już tylko kilka metrów do sali,w której ma odbyć się spotkanie.Wchodzę i siadam na miejscu obok Phillipa.Jesteśmy już prawie w komplecie.Oprócz trenera i Toma są wszyscy.Jak Hilde się spóźni to Stoeckl będzie cały dzień w złym humorze i nawet nieoficjalny nowy rekord świata go nie zadowoli!Trener wchodzi...nie on nie wchodzi,on wkracza.Tak,a więc trener wkracza a za nim przybiega zdyszany Hilde.Stoeckl przymyka oko na minimalnie spóźnionego Toma,najwyraźniej jest w dobrym nastroju.Świadczy o tym chociażby jego uśmiech na twarzy.Od razu przechodzi do rzeczy:
-Witajcie chłopcy!Mam nadzieję,że dobrze się spało.-Nikt nie śmie nawet pisnąć słowa.Gdy Stoeckl jest w dobrym nastroju trzeba go po prostu słuchać.To samo tycze się również złego nastroju...Kontynuował:
-Skoro mamy wybranych już naszych szczęśliwców na mistrzostwa,możemy skupić się na tym weekendzie.Startujemy przed własną publicznością,na najpiękniejszej mamuciej skoczni na świecie.-Nastała chwila ciszy.Szkoleniowiec wbił wzrok na okno,a raczej na tym co było za:Vikersundbakken,po czym wraca do tematu.-Chłopcy czuję,że padnie tutaj nowy rekord świata.Ale...nie możemy pozwolić,aby jacyś Słoweńcy,Niemcy czy Austriacy nam go zabrali!Ma on zostać tutaj w Norwegi,w ojczyźnie skoków narciarskich.-Kto by pomyślał,że zawsze zimny i surowy Alexander Stoeckl w przeciągu kilku chwil wygląda jakby miał się rozpłakać...-Przepraszam chłopcy,po prostu w ten weekend będzie niezła walka.Ja to czuję i chcę was na to przygotować.Nie myślcie sobie,że skoro już wszystko pozamiatane to nie trzeba się starać.Absurd!Macie dać z siebie wszystko,całe 100% a może i więcej...Ja widzę komu zależy,a komu nie.Jesteście czołówką i pokażcie,że wasza praca nie idzie na marne.-Wszyscy zamyśleni,analizują słowa trenera.Po minutowej pauzie Stoeckl sprowadza nas na ziemię:-Tyle chciałem wam przekazać.Teraz trening.Anders-zwraca się do Fannisa-poprowadzi rozgrzewkę.Do roboty!
Bieg,ćwiczenia rozciągające i wisienka na torcie-skoki!Zasiadam na belce.Tutaj na samej górze serce bije szybciej,a w brzuchu czuje się motyle.Widok miasteczka Vikersund,zaśnieżonego Vikersund nie może równać się z niczym innym.Dla każdego norweskiego skoczka liczą się dwie rzeczy Holmenkollen i loty narciarskie.Te dwie tradycje,które pielęgnujemy od najmłodszych lat i,do których dążymy przez całe życie,aby stać się najlepszymi.Ehhh...gdyby zza chmur zechciałoby wyjść słońce czułbym się jeszcze bardziej spełniony.Ciekawe gdzie mieszka ta mała złośnica?No może już nie taka mała...ale złośnica.Z resztą co mi do tego?!I tak już jej pewnie nie zobaczę więc...Przygryzam dolną wargę w oczekiwaniu na znak trenera upoważniający mnie do oddania skoku.Upoważniający,jak to pięknie brzmi.Tak to już jest,absolutnie żadnej samowolki.Jest!Alex energicznie macha chorągiewką.Nawet nie wiem kiedy wylądowałem!Wszystko poszło jak z automatu.Wow,210,5 metra!
Oddaję ostatni skok.Kolejny powyżej granicy 200 metrów.Trybuny jeszcze świecą pustkami,ale już jutro będzie tutaj głośno i tłoczno.Będzie zajebiście!
W ramach releksu postanowiłem zgodzić się na jęki Fannisa i ulżyć mu w cierpieniu.Tak,gramy w ping-ponga.Punkt za punkt,punkt za punkt.Stjernen beznamiętnie dyktuje wynik.
-12-11 dla Johanna,12-12,13-12 dla Andersa,13-13,przewaga Johanna,równowaga.O rety!Kończcie już!!!
Łatwo mu mówić.Wygrać z Fannisem w ping-ponga to tak jakby znokautować Kliczko.Niewykonalne,a jednak jestem tak blisko.Anders pokazuje mi,żebyśmy zrobili chwile przerwy.Nie kłócę się z nim.Siadam obok Fannisa wsłuchanego w rozmowę Stoeckla i Klary.Wynika z niej,że nie będzie jej na konkursie.Wściekły Fannemel wychodzi z sali.
-Wygrałeś walkowerem.-informuje mnie Stjernen.
-Takie zwycięstwo to nie zwycięstwo.
-Ale zwycięstwo!
W drodze powrotnej do hotelu wdaję się w rozmowę z Sjoeenem.Tematem jest nieobecność Klary na zawodach.Jak te wieści szybko się rozchodzą...
-Wiesz co-zaczynam-Anders nie da sobie rady.
-Niby czemu?To profesjonalista,musi radzić sobie z każdą sytuacją!
-Ale bez niej?To może być masakra!Alex powinien coś zrobić.Przecież wszyscy widzą jak ona na niego działa.
-Ach te kobiety!Z nimi źle ale bez nich jeszcze gorzej...
Daria
"Pieprzona gwiazdka się znalazła!"-myślałam.Forfang zachowywał się gorzej niż baba.Raz udawał,że ma mnie gdzieś i powinnam mu na kolanach dziękować za to,że po mnie przyszedł,drugim razem to on mnie błagał na kolanach,żebym to ja z nim szła."Hmm,ja też się tak zachowywałam a on był nieustępliwy.No ale,jak on to powiedział,hormony?Więc jestem usprawiedliwiona"-tak próbowałam zwalać na jego winę.Jednak wcześniej nie sądziłam,że nasze drogi na tak długo się skrzyżują.
Po zdaniu relacji mamie przez telefon,jak spędziłam dzień,czy byłam w szkole i tym podobne położyłam się spać z wielkim znakiem zapytania wymalowanym na czole:Czy on jutro przyjdzie?Szczerze,miałam taką nadzieję.Lubiłam się z nim droczyć i balansować pomiędzy defensywą i ofensywą,ale chyba zapadłabym się pod ziemie,gdybym go spotkała.Moje obawy zostały jednak rozwiane.Czekałam na "naszej" ławce.Zakreślałam różne wzory matematyczne na warstwie śniegu tak w ramach powtórzenia przed zaległym sprawdzianem,gdy czyjeś dłonie zasłoniły mi oczy.Jakże znajomy głos szepnął mi do ucha:
-Akuku.
Gdy tylko odwróciłam głowę w prawo ujrzałam siedzącego obok mnie Svena.
-Sven?Co ty tu robisz?Przecież to nie twoja trasa do szkoły!
-Postanowiłem ją trochę ulepszyć.Nie cieszysz się,że mnie widzisz?-typowy skromny Sven zadał mi pytanie a ja zdezorientowana mu odpowiedziałam.
-Cieszę...?-cicho odrzekłam lecz bez przekonania,szukając samej siebie gdzieś tam zagubionej...-Tak cieszę się!-wypowiedziałam już głośniej i pewniej.-Bardzo się cieszę.Więc chodźmy!-szybko wstałam,a on razem ze mną szczęśliwy z mojej odpowiedzi.
Wieczór spędziłam z Klarą.Opowiadała mi o spotkaniach z Wellingerem,jak świetnie się bawią będąc razem.Wolałam nic nie mówić,ale strasznie żal mi było Andersa.Szukał jej po całym Vikersund a ona z Wellim.Mogła mu to powiedzieć.Uznałam jednak,że nie należy wtrącać się do niczyich relacji,damsko-męskich na dodatek,nawet jeżeli jest to moja przyjaciółka.Zebrałam się jednak na odwagę,aby coś tam naburknąć na ten temat:
-Klara...
-Tak?-zapytała jak zwykle żywo i z ciepłym uśmiechem.To trochę mnie speszyło.
-Bo...-szukałam odpowiedniego rozpoczęcia rozmowy.Nie za delikatnie i nie za ostro-Anders dzwonił do mnie i pytał się o ciebie...-nie zdążyłam nawet dokończyć,bo to poddenerwowana Klara zaczęła mnie wypytywać:
-Chyba mu nie powiedziałaś,że jestem u Andiego?!-to zupełnie wybiło mnie z rytmu.Co ja się znam na związkach?Nic totalnie nic!Lepiej było zupełnie zakończyć sprawę.
-Owszem próbował mnie przekupić,ale...
-Ale?-aż wstała z łóżka i zbliżyła się do mnie ze złowrogą miną.
-Ale...-wbiłam swoje spojrzenie w podłogę i zaczęłam pewniej.-Ale jestem twoją przyjaciółką i nie powiedziałam mu ani jednego słowa!-poczułam,że ktoś wiesza mi się na szyi.
-Jesteś kochana!-te słowa całkowicie mnie udobruchały.Postanowiłam już nic nie mówić na temat tego co myślę.Czasami nie warto.Wróciłam do domu wcześniej niż zakładałam,ale to pozwoliło mi wcześniej położyć się spać.Niestety mój senny maraton został przerwany telefonem od taty.
-Halo?
-Halo,wstawaj już późno-momentalnie spojrzałam na wiszący na ścianie zegar jednak nic nie potrafiłam zobaczyć-wpół do dziewiątej!-wyręczył mnie tata.
-Proszę daj mi spokój to przecież środek nocy!-z powrotem opadłam na poduszkę
-Zabalowało się co?
-Tak,tak oczywiście-rzekłam już powoli odpływając do krainy snów i koszmarów.
-Posłuchaj-od niechcenia otwarłam oczy-wstań i pójdź do naszej sypialni.
-Naszej?-gdy jest się jedną nogą w krainie Morfeusza to bywa,że nawet najprostsze rzeczy bywają niewykonalne.
-No do mojej i mamy w sensie.Coraz gorzej z tobą córciu.
-Teraz?Nie chcę mi się!-powiedziałam mu oburzona.
-Wstawaj!-rzekł srogo i słodko dodał:-Nie pożałujesz.
-Już się boję.-wycedziłam wstając z łożka.Popchnęłam drzwi do pokoju rodziców.-Nom jestem.
-Na etażerce od mojej strony jest taka książka.
-Czekaj,która strona jest twoja?-zapytałam choć doskonale wiedziałam i już miałam swój cel na oku.
-Prawa.
-Ale moja prawa czy twoja prawa.-uwielbiam się z nim droczyć.Tak jak z Forfangiem...
-Przecież masz tylko jedną prawą stronę.To ta druga lewa!
-Dobra już mam nie rób ze mnie blondynki!-wzięłam w wolną rękę grubą książkę.-To ta "Architekura wnętrz i..
-Tak dokładnie "Architektura wnętrz i ogrodów"-gdy wypowiadał te słowa popatrzyłam do środka.Myślałam,że będą tam jakieś fajne zdjęcia jak bywa w katalogach.Zdziwiłam się jednak bardzo:
-Fuuu!Nie ma obrazków!
-Jak tu z ciebie nie robić blondynki!Otwórz ją i...
-Ale takie książki powinny być z obrazkami!Czekaj,coś wypadło!
-To podnieś,bo o to mi właśnie chodziło.-odłożyłam książkę z powrotem na miejsce i podniosłam cztery...chyba bilety.-Masz?
-Mam.Czekaj...-przyjrzałam się dokładniej i:-przecież to bilety na konkurs w Vikersund!
-Tak!Na dziś i na jutro!
-Ale są cztery.
-Myślałem,że pójdziemy razem,ale wyszło jak wyszło.Jeżeli chcesz to możesz iść sama lub drugą osobą.
-Uuuuu dziękuję tato!
-Proszę.Muszę już kończyć.Pa.
-PAAAAAAAAAAAAAA!
Cieszyłam się,bo szczerze miałam obejrzeć zawody w telewizji a Klara miała być z Andim.Pierwsze co nasunęło mi się na myśl to to,że pójdę ze Svenem,ale to mogło by brzmieć jak randka.Potem pomyślałam o Agnes,może i za sobą nie przepadamy,ale warto spróbować to naprawić.Dzwoniłam do niej,ale nie odbierała.W końcu wyszło tak,że poszłam sama.Miałam sporo szczęścia,bo zauważył mnie Stjernen i przyprowadził do miejsca gdzie stoją tylko skoczkowie i członkowie kadry.Miałam doskonały widok nie tylko na skoki,ale też na samych zawodników.Szkoda,że nie było Gregora... Przechodził obok mnie każdy uczestnik konkursu.Zdążyłam porobić sobie sporo zdjęć.Po swoim skoku przechodził obok mnie też Forfang.Gdy tylko go zauważyłam odwróciłam się i udawałam,że czegoś szukam.
Stałam niezadowolona,bo Prevc zdążył poprawić rekord świata.Fannis oddał pierwszy skok dobry,ale bez tego błysku.Bałam się,że jest to spowodowane brakiem Klary.Pod koniec drugiej serii stał się cud.Do vipowskiego sektora wpadła Klara z ogromną flagą Norwegii.Przybyła w idealnym momencie,ponieważ na belce zasiadał właśnie Anders.Nie wiem czy ją widział,ale jej obecność poskutkowała nowym rekordem świata!Do Fannisa podbiegli wszyscy skoczkowie z kadry Norweskiej.Podnosili go,krzyczeli.Podbiegła do niego również Klara.Pocałowali się..."Miłość"-pomyślałam.
Johann
Całkiem porządny skok.Objąłem prowadzenie.Awans do drugiej serii mam w kieszeni.Podaję narty asystentowi trenera i biorę od niego swoją torbę.Oglądam się wkoło.Mnóstwo norweskich kibiców i...czy mnie oczy mylą?Daria?
-Całkiem przyzwoity skok.Mógł być dłuższy,bo minimalnie go spóźniłeś pamiętaj o...-Daniel obowiązkowo musi "skomentować".Tak jest zawsze....Zapominam jednak o naszej umowie.Spoglądam w jej stronę i utwierdzam się w przekonaniu,że to jednak ona.Właśnie robi sobie zdjęcie z Kasaim.Nasze spojrzenia krzyżują się dosłownie na mikrosekundę bo...czy ona upadła?Chcę jej pomóc,ale Daniel trzyma mnie przy sobie.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?-odwracam głowę w jego kierunku i odpowiadam:
-Tak.-po czym z powrotem kieruję na nią spojrzenie.Ku mojemu zdziwieniu ona wcale nie upadła tylko...zaraz co ona robi?Czy ona czegoś szuka?Wstaje i znowu patrzy w moją stronę i znowu czegoś szuka po ziemi.Co ona odwala?
-Johann!-Daniel krzyczy na mnie i przesuwa w swoim kierunku.-Na co się tak gapisz?Słuchaj!
Daria
Po konkursie siedziałyśmy z Klarą w jej pokoju.Ja jak to ja zawsze po konkursie przeglądam wszelakie portale i strony,w celu znalezienia ciekawych informacji.Taka moja mała mania.Wchodząc na Youtube pośród najczęściej oglądanych filmów był ten,w którym Fannis pocałował Klarę.
-Patrz!-powiedziałam jej podsuwając telefon przed nos.-Lepiej zobacz komentarze.
-Wszystkie są po norwesku.-roześmiała się.
-Haha,zapomniałam.To ja ci jakiś przeczytam...o ten będzie niezły:Co to za lala?A teraz na pocieszenie:Uuuu,ładna,albo:Może nam Fannis zmądrzeje.I takie tam inne.To tylko kilka.
-Szczerze to nie wiem dlaczego inni interesują się tak zaciekle życiem innych?
-Bo nie mają własnego...
Naszą rozmowę przerwał dzwoniący telefon Klary.Pomyślałam o Andim,ale było to błędne skojarzenie,ponieważ moja przyjaciółka krzyczała coś w nieznanym mi języku,Gdy skończyła z oczu pociekły jej łzy.Nie wiedziałam o co chodzi,ale nie mogłam patrzeć na to co się dzieje.
-To była chyba niezbyt miła rozmowa...-zaczęłam
-To był ojciec.
-Ojciec?
-Tak.Powiedział,że już się przed nim nie ukryję i...-kolejna dawka łez powstrzymała Klarę od wypowiedzenia następnego zdania.Choć nic z tego nie rozumiałam,to z własnego doświadczenia wiem,że czasami warto się wygadać.
-Ciiii-mocno ją do siebie przytuliłam i zachęciłam do szczerej rozmowy.Opowiedziała mi dokładnie o konkursie w Zakopanem,poznaniu Fannemela,kopercie,kłótni z matką,Wellingerze i o tym,że od pory ucieczki nie dała rodzinie znaku życia,a jej ojciec jest już w drodze do Norwegii.
Totalnie nie wiedziałam co powiedzieć.Sądziłam,że takie sytuacje zdarzają się tylko w filmach.Najwyraźniej się myliłam.Do pokoju wpadł roześmiany od ucha do ucha Fannis,jednak gdy zobaczył Klarę mina szybko mu zrzedła...
-Co się stało?-zapytał
-Ojciec Klary chce ją z powrotem zabrać do Polski.
-Ojciec?-najwyraźniej Anders wiedział tyle samo co ja przed chwilą.
-Ty nic nie wiesz?
-Nie!
-Klara zanim tu przyjechała zerwała kontakt z rodziną.Oni nawet nie wiedzieli,gdzie wyjechała,ale najwyraźniej obejrzeli dzisiejszy konkurs i się dowiedzieli.
Na twarzy mojego rodaka zagościło zdziwienie i zamyślenie.
-Wstań i chodź ze mną,a mam nadzieję,że nie pożałujesz.-wypowiedziane przez niego słowa spowodowały,że wewnątrz mnie się zagotowało!
-Anders to poważna sprawa!Nie wygłupiaj się tylko wymyśl jak możemy jej pomóc!-moje uniesienie nie poskutkowało.
-Ale ja mówię całkiem poważnie!Znam kogoś kto w tej sytuacji będzie niezastąpiony.
Klara wstała i złapała Andersa za rękę.On dał znak abym szła za nimi.Gdy tylko podeszliśmy pod to "wspaniałomyślne" miejsce Fannisa myślałam,że się przewrócę.
-No lepiej wybrać nie mogłeś!Niby co Tom może poradzić w tej sytuacji?!-byłam wściekła.Moja jedyna przyjaciółka zaraz może zostać zagarnięta jak jakiś bagaż z powrotem do Polski,a pan Fannis myśli,że Tom rzeczywiście wymyśli coś sensownego.Anders jednak gdyby nigdy nic wchodzi do pokoju krzycząc:
-Hilde mamy problem!
Wchodząc do pokoju Toma i chyba kogoś tam jeszcze.Nie miałam pojęcia kogo,ale sądząc po schludnie zaścielonym łóżko i w miarę uporządkowanie poukładane rzeczy,to musiał być to ktoś o wprost odwrotnie proporcjonalnej osobowości niż Hilde.Tom zaczął mówić coś o jakiejś gąbce Andersa.Nie wiem,ciężko jest ich ogarnąć,gdy ma się na głowie Ojca Klary!
Po jeszcze raz opowiedzianej historii mojej przyjaciółki Tom założył babcine okulary i trzeba powiedzieć,że wymyślił może nie zupełnie prosty,ale z pewnością chytry plan.Wyglądał on następująco:
Jakiś tajemniczy as z rękawa Toma miał namówić Stoeckla,aby poudawał norweskiego wujka Klary i pozałatwiał sprawy związane ze szkołą.Potem doszedł do wniosku,że w Vikersund i okolicy jest zbyt dożo hoteli,aby namierzyć Klarę.I zaraz jak on się wysłowił...:"jego pokolenie nie zna angielskiego"-chodziło o ojca Klary oczywiście,a nie o Stoeckla.
Muszę przyznać,że Hilde z pozoru nie wygląda i nie zachowuje się jak Albert Einstein,ale,gdy tylko zajdzie potrzeba potrafi zachować zimną krew i uknuć coś naprawdę MĄDREGO.
Johann
Dziesiąte miejsce...całkiem nieźle.Wiem,że na treningach szło mi lepiej,ale ten pierwszy skok rzeczywiście był trochę spóźniony.Jest ciemno,po ulicy chodzi masa kibiców wiwatujących Fannemela i jego 251,5 metra.Mimo iż jestem skoczkiem nikt mnie nie zauważa.może dlatego,że jest ciemno a ja jak zwykle ukrywam się pod kapturem?
Drzwi do pokoju były otwarte,bo Hilde oczywiście nigdy nie potrafi przekręcić klucza.Ze względu na jutrzejszy konkurs mój współlokator grzecznie spał.Gdyby jutro był dzień wolny z pewnością jego łóżko świeciłoby pustką.W pokoju był ogromny burdel.Pełno śmieci i nieprzyjemny zapach.Świadczyło to o obecności teampartnerów.Z pewnością wszyscy tutaj przesiadywali i bardzo skromnie opijali sukces Andersa.Wielka impreza będzie dopiero jutro...Ja musiałem spotkać się z Danielem i "porozmawiać".Tak ta rozmowa miała wyglądać jak pogawędka brata z bratem,a wyszło jak wyszło.Danielek komentował moją pozycje najazdową,wybicie,lot,lądowanie,telemark...Jak zwykle prawił morały.Czasami mam ochotę powiedzieć mu co o nim myślę,ale powstrzymują mnie wspomnienia.To przez niego zacząłem interesować się skokami i trenować.To on dawał mi wszystkie rady i wskazówki.No ale ludzie!Teraz mam przy sobie najlepiej wykwalifikowanych szkoleniowców w kraju,a Daniel niech patrzy z dumą i chwali się,że to przez niego jestem gdzie jestem!Całe szczęście jutro rano z powrotem wyjeżdża do Trondheim i konkurs obejrzy w telewizji,a uwagi zatrzyma dla siebie.Po gorącym prysznicu czuję się odprężony i gotowy na jutrzejszy dzień.Kładę się na łóżku i szczelnie przykrywam kołdrą.Na sen nie muszę czekać długo.
Następnego dnia...
Budzik nastawiony na 7:30 dzwoni punktualnie o tej godzinie.To idealna pora na wygrzebanie się z łóżka przed popołudniowym konkursem.Spokojnie zjem śniadanie,pójdę na odprawę,skoczę na treningu i kwalifikacjach.Jak zwykle rano pierwszym kierunkiem jest łazienka,z której wylatuje Tom.Trudno ukryć zdziwienie.Wiecznie spóźnialski Hilde wstał wcześniej ode mnie i jest całkiem miły.
-Dzień dobry Johann!-chyba pierwszy raz powiedział do mnie Johann a nie Juniorek czy młody.
-Yyyy,cześć Tom.-odpowiadam mu przywitaniem z lekkim zdezorientowaniem.
Po wyjściu z łazienki mój starszy kolega cierpliwie na mnie czeka.Nie zwracam na to uwagi tylko ruszam w stronę wyjścia.On jak cień podąża za mną.Schodzę na dół do bufetu i przy okazji zastanawiam się nad śniadaniem.Nie mam zbyt wielu możliwości.Dzisiaj konkurs i muszę przestrzegać zasad diety.Tom jak błyskawica wyprzedza mnie i szykuje się do nabierania śniadania.Moje,jak zwykle o tej porze,ociężałe ruchy powodują,że nie jestem najszybszym łowcą.Hilde siedzi przy okrągłym stole z dwoma porcjami posiłku.Odsuwa krzesło i wskazuje palcem na wolne miejsce.Siadam może lekko poddenerwowany,ale siadam.Tom przysuwa do mnie talerz.Nie potrafię potraktować tego milczeniem.
-Nie zatrute?
-No co ty!Miałbym otruć przyszłą gwiazdę skoków narciarskich?
Przez chwilę żaden z nas nie mówi ani słowa.Tom po kilku minutach zaczyna rozmowę:
-Mam do ciebie sprawę.
-Sprawę?Do mnie?
-Tak,niech ci będzie przysługę.-uśmiecham się.Czuję,że mam go w garści.Tom Hilde właśnie poprosił mnie o przysługę!
-Kontynuuj...
-A więc,nie wiem czy słyszałeś,ale być może Klary już nie będzie pośród nas.-Pierwsza moja myśl to choroba.Próbuję coś wtrącić ale Hilde powstrzymuje mnie ruchem ręki.-Słuchaj.Ty wiesz,ja wiem,że jak jej nie będzie to Fannis nam się załamie i już nigdy nie skoczy dalej niż na bulę-kiwam głową na znak racji-No właśnie!I ty musisz nam pomóc w akcji P.E.G.A.Z.
-W akcji co?-powstrzymuję się od śmiechu.
-P.E.G.A.Z!-powtarza głośniej Hilde.-Od razu ci mówię to nie ja wymyśliłem nazwę tylko Stjernen a ty jesteś kluczem do rozwiązania tej niesamowicie skomplikowanej sytuacji!
-Czekaj.-wybucham trzy sekundowym śmiechem i mówię dalej:-Od początku i powoli.Dlaczego Klary nie miałoby być z nami?
-Jej ojciec powiedział,że po nią przyjedzie,zabierze z powrotem do Polski,bo uciekła z domu.-Hilde i jego przyśpieszenie x64.Jedno jest pewne jeżeli ona wyjedzie to po nas.Znaczy po Andersu.
-Tak.
-Co tak?-Tom i jego granice cierpliwości nie są największe.
-Tak,czuję się zobowiązany pomóc tej pięknej młodej parze i kadrze przy okazji...
-Świetnie-przerywa Tom wręczając mi małą doszczętnie zapisaną karteczkę-to powiesz Stoecklowi.Chodźmy!
-Czekaj!-studzę zapał Toma.-Muszę to przepisać!
-Gdzie niby?!
-Tutaj.-wskazuję na wewnętrzną stronę dłoni.-Daj długopis.
-A niby skąd ja ci wezmę o tej porze długopis.-Macham bezradnie ramionami i udaję,że wracam do pokoju.Hilde jednak gorączkowo mnie zatrzymuje.Robi maślane oczka do kelnerki i zaraz przynosi coś do pisania.Szybko notuję i ogłaszam swoją gotowość.On ciągnie i popędza mnie.Podchodzimy pod pokój trenera.Jest tam cała gromadka osób.Fannis,Stjernen i....Daria,która nakłada na głowę kaptur i chowa się za Klarą.Ze zdziwienia przekręcam głowę w bok,ale znowu moje obserwacje i knucie wniosków poszły na marne,bo Hilde wpycha mnie do pokoju Stoeckla.Za mną stoi cała procesja a przede mną rozwścieczony trener.
-Co się stało?Johann proszę wyjaśnić mi o co tutaj chodzi!-robię wielkie oczy,ale w porę przypominam sobie cel naszej,w tym wypadku mojej wizyty.
-Bo dowiedzieliśmy się,że Klara przez pobyt tutaj zaniedbuje szkołę,a dzięki niej potrafimy bardziej zmobilizować się i-na tym kończy się wykuta na pamięć rola.Ukradkiem spoglądam na dłoń i odczytuję kolejne zdania.Staram się to zrobić z uczuciem.Poskutkowało,bo trener trochę zmiękł.Albo może dlatego,że Hilde miał na niego haka w postaci jakiś zdjęć na telefonie.Nie wiem.Ważne,że się zgodził,ja starałem zrobić wszystko jak najlepiej i jestem z siebie zadowolony,a Klara ma kłopot z głowy.Teraz trzeba myśleć o konkursie.
Siadam na belce.Tłum norweskich kibiców na dole skoczki daje o sobie znać.Czuję ogromną presję.Po pierwszej serii zajmuję 6 lokatę.Kolejny wynik w pierwszej dziesiątce bardzo by mi się przydał.Nie myśl o wyniku,nie myśl o wyniku.Nie myśl o tym,na którym będziesz miejscu,bo to jest twój największy wróg!Zielone światło.Stoeckl natychmiast daje mi znak,aby zacząć robotę.To oznacza,że są dobre warunki.W głowie natychmiast pojawia mi się schemat idealnego skoku,jaki tak mozolnie ćwiczyłem na treningach.Odpycham się od belki,składam do pozycji najazdowej pamiętając o odpowiednim balansie,aby uzyskać jak największą prędkość na progu.Wybicie,nie za bardzo w lewo,nie za bardzo w prawo.Idealnie, czuję to!Rozkładam ręce,napinam ciało i łapie każdy podmuch powietrza.Mijam czerwoną linie oznaczając punkt konstrukcyjny.200 metrów już za mną.Jeszcze jeden niewielki powiew wiatru i składam się do lądowania.Muszę to zrobić idealnie,aby uzyskać jak najwyższe noty za styl.Pewnie wylądowany skok z głębokim telemarkiem.Wszystko poszło zgodnie z planem-idealnie.Wylądowałem pośrodku dwóch czerwonych linii.Unoszę rękę w geście triumfu.Przybijam piątkę z Tomem.219 metrów!Na telebimie widzę ogromną radość Alexa.Kątem oka spoglądam na tablicę wyników.Same dziewiętnastki,jedna osiemnaści i dziewiętnaście i pół.Zmieniam Rune na stanowisku lidera.Eisenbichler psuje skok,to samo robi Stjernen.Prevc dostaje mocny podmuch z tyłu skoczni i musi się ratować lądując w okolicy setnego metra.A ja właśnie uświadamiam sobie,że bez względu na to,co zrobi Fannis i Severin ja stanę na podium!Otrzymuję gratulacje od Toma,Rune,Daniela i Phillipa.Nie wierzę...To mały krok dla skoków narciarskich,ale wielki skok dla Johanna Frofanga-ot tak bym to nazwał!Bez wątpienia jest to najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Daria
Co to był za konkurs!Najlepszy,najpiękniejszy,najdoskonalszy po prostu naj...Gdy Forfang-ulubieniec trenera,namówił Stoeckla,aby ten poudawał wujka atmosfera zdecydowanie się polepszyła.Nikt nie myślał o złym wkraczającym ojcu Klary,który ma ją w garści,tylko o świetnej zabawie.Atmosfera na skoczni była niesamowita,tłumy kibiców i my z Klarą w vipowskiej loży,namówiłam ojca żebym nie szła na następny dzień do szkoły...Jedyne czego mi brakowało to obecności Gregora.No cóż,nie można mieć wszystkiego...Starałam ukrywać się przed Forfangiem za każdym razem,gdy do nas się zbliżał.Sama sobie zadawałam pytanie dlaczego.Być może dlatego,aby wymazać go z pamięci.Z Klarą nastawiłyśmy się na gorącą imprezę,ale "wielmożny" wiecznie czujny trener Stoeckl zabronił tym podobnych rzeczy.
"Macie się skupić na mistrzostwach świata,a nie na imprezowaniu.To w swoim czasie,ale pod żadnym warunkiem nie teraz!Zakazuję!"-mniej więcej tak to brzmiało.Wyglądało na to,że Anders pogodził się z Klarą.Doskonale rozumiałam,że chcą spędzić ze sobą trochę czasu...we dwoje.
W drodze powrotnej do domu wpadłam jeszcze na Svena.Zaprosił mnie na swoje urodziny i nie potrafił ukryć zdziwienia,że jednak byłam na konkursie.Odrobinę bałam się tak sama wracać do domu kiedy po okolicy kręciły się różne typy.Ale w końcu jestem dużą dziewczynką,która potrafi zadać potężny cios w... takie tam,więc nie było się czym przejmować.To był jeden z najlepszych dni w moim życiu,który zakończył się dosyć komicznie.
Idąc późnym wieczorem pośród uroczego Vikersund,nucąc sobie jedną z moich ulubionych piosenek spotkałam postać,której unikałam przez ostatnie trzy dni.Raczej to on mnie spotkał...
-Daria,czekaj.W końcu cię złapałem...-wołał w moim kierunku męski głos.Doskonale wiedziałam kto to.Udawałam,że nie słyszę,ale na nic to się zdało.-Czekaj!-mówił ciszej,łapiąc mnie za rękę.Wykonałam obrót o 180 stopni i zobaczyłam tę samą doskonale już znaną mi twarz Johanna Forfanga.
-Człowieku co ty ode mnie chcesz?Śledzisz mnie?!-dosyć poważne oskarżenia wcale go do mnie nie zraziły,raczej rozbawiły.
-Coś w tym stylu.-ruszyłam do przodu przyśpieszając kroku.Sytuacja bliźniaczo podobna do tej z czwartkowego ranka.-Jejejej czekaj,moment.-ja jednak cały czas szłam prosto.-Mam do ciebie dziwne pytanie...
-Mów!
-Ale to będzie na serio bardzo dziwne pytanie.-zakłopotał się i zaczerwienił.
-Mów na pewno słyszałam dziwniejsze.
-Mogę się u ciebie przespać?
-Co?!-zatrzymałam się i zmroziłam go spojrzeniem.
-Taka nietypowa sytuacja.Proszę...-zrobił minę niczym kot ze Shreka.
-Co to znaczy nietypowa sytuacja?
-Aaaa to wszystko wina Hilde.Przez niego mam z nim pokój i muszę go znosić.
-Że niby co?-zapytałam z kpiną.
-Głupek wyrzucił mnie z pokoju!-oburzenie wymalowane na jego twarzy nie wróżyło łatwego rozwiązania tej sprawy.Wybuchłam ironicznym śmiechem.
-To wcale nie jest śmieszne!
-A ty nie umiesz się postawić.Jakim cudem?Jak?
-On z reguły nigdy nie zamyka drzwi do pokoju.Tym razem było inaczej.Pukałem,waliłem aż raczył otworzyć i zastawić mi drogę.Powiedział żebym znalazł sobie na tę noc inne miejsce do spania,bo przyprowadził sobie panienkę i nie chce żebym mu przeszkadzał.Rozumiesz?-ze złości machał rękami i kopał śnieg.
-A nie mogłeś zwrócić się o pomoc do kogoś innego?
-Myślisz,że nie próbowałem?Wszyscy mnie wyśmiali i zamknęli drzwi jakby to było śmieszne!
-A u trenera nie byłeś?-próbowałam każdej możliwości,byle tylko nie musiałabym spędzić następnych godzin pod jednym dachem z nieumiejącym sobie poradzić z sytuacją Forfanciątkiem.
-Co ty?Żeby go wsypać i wszyscy mówili o mnie,że jestem kablem a Stoeckl przedłużką.
-Nie mogę uwierzyć w to,że Klara i Fannis zostawili cię samego.
-No zbytnio to nie.Zapukałem,grzecznie otworzył Anders.W środku było dosyć romantycznie.Zrobiło mi się głupio,że im przeszkadzam,poza tym mają tylko jedno łóżko.
-Tak i ty wpadłeś na pomysł,że twoim wybawieniem będę ja?-wykrzyczałam oburzona.
-Właściwie to nie,bo...-Forfang chytrze się uśmiechnął-bo to Klary doradziła mi ciebie...-schowałam twarz w dłonie i zaczęłam głęboko oddychać."Teraz to go na pewno nie spławię"-myślałam.
-Wybacz ale muszę powiedzieć nie,a ty radź sobie sam.-wszystko było mi obojętne.Znowu ruszyłam przed siebie.Daleko jednak nie zaszłam,bo bezradny Forfang chwycił mnie za ramiona.
-Proszę.Jesteś moją ostatnią deską ratunku.Jak nie ty to kto?Nie znam tutaj nikogo.Mam spać na ulicy?Proszę.
-Nie!-warknęłam chociaż wiedziałam,że nie ma innej opcji.
-Nie wiem co mam zrobić,żebyś się zgodziła.Uklęknąć?Dobrze a więc to zrobię!-klęknął na dwóch kolanach.-Błagam cię uratuj mi dupę ten jeden raz.Chyba nie chcesz być winna śmierci niewinnego skoczka?-pokazał szereg białych zębów.Czułam się jak w potrzasku.W sumie to miałabym go na sumieniu.Rodzice mieli wrócić dopiero na następny dzień...
-Ale obiecaj,że nie będziesz gwiazdorzyć,mówić głupich komentarzy.To będzie zwykłe uratowanie ci dupy!-postawiłam twarde warunki.Nie protestował.
-Przysięgam na Hollmenkolen!A to znaczy wiele.
-Dobra wstawaj już,bo wygląda to dwuznacznie.-rzekłam chłodno wcale nie przejęta jego obietnicą.
-Tak!-natychmiast powrócił do pozycji stojącej i dodał:-Dziękuję,dzięki,dzięki,dzięki!Jesteś wielka!Nie wiem jak ci się odwdzięczę.-zachowywał się jakby wygrała los na loterii.
-Po prostu zachowuj się jak człowiek i mnie nie denerwuj!-powiedziałam ostro.
-Tak pani twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.-moja mimika twarzy zamieniła by w głaz każdego,ale w środku szczerze się uśmiechnęłam.Miałam go w garści.-A teraz prowadź do swej jamy.-cicho dodał myśląc,że nie słyszę.Wolałam trzymać nerwy na wodzy.
Hejooo!Kolejny rozdział.Chcę Wam kochane podziękować za to,że jesteście,bo to motywuje do dalszego pisania <3 Dziękuję też za nominacje do Liebster Award.Niestety odpowiedzi i pytania pojawią się jak ogarnę kolory na Bloggerze.To będzie bardzo mozolne...
Rozdział trochę dłuższy niż ostatnie,ale mam nadzieję,że Wam to nie przeszkadza:) Jestem z niego w miarę zadowolona.Trochę Klary się pojawiło i sporo tego Johanna...
Jeszcze raz wielkie dzięki♥
Pamiętajcie,że pozostawiony po sobie nawet najmniejszy ślad oznacza to ogromna motywacja.
Podsyłajcie linki do waszych opowiadań i nowości,bo na pewno wpadnę :***
Trzymajcie się i dużooo pijcie.Buziole :***
wtorek, 11 sierpnia 2015
czwartek, 23 lipca 2015
6."Nie wierzę w przypadek wierzę w przeznaczenie."
Przez prawie całą drogę pan Forfang nie powiedział ani jednego słowa.Szliśmy szybko.Ja prawie biegłam a on nie musiał się specjalnie wysilać,aby dotrzymać mi kroku.Stawiał te swoje długie nogi jak od niechcenia a ręce trzymał w kieszeniach.Oczywiście nie mógł by być sobą bez zrobienia mi na złość.Od czasu do czasu gwizdał i ironicznie się uśmiechał.Odezwał się dopiero pod koniec.
-Czyli to twoja szkoła?
-Nie odpowiem nie ani tak.
-Dlaczego?
-Nie powiem "nie",ponieważ ciężko zaprzeczyć ale nie mogę powiedzieć "tak",bo nie gadam o takich rzeczach z nieznajomym.
-Nieznajomym?Jeżeli ty kopiesz nieznajomych w krocze to powinni cię przywiązać do budy.
-Daruj sobie!Tak na marginesie nie jesteś pierwszą osobą,którą tam kopnęłam.
-Szalona!Zostanę jednak przy swoim!
-Pfff!Serdeczne nie dzięki za odprowadzenie.Mam nadzieję,że już cię więcej nie spotkam.
-Obawiam się,że twoje życzenie się nie spełni.Jutro też grzecznie,jak to sformułowałaś?Wypełnię rozkaz trenera.-Szeroko się uśmiechnął i czekał chyba na aplauz.
-Nie wiesz gdzie mieszkam.
-Nie muszę.Będę się na ciebie czaił w tym samym miejscu co dzisiaj.A poza tym nie interesuję mnie twoja smocza jama...
-Smocza ja...?!Ty na prawdę myślisz,że będę się z tobą publicznie pokazywać!
-No wiem.Na taki przywilej zasługują nieliczni...
-W takim razie nie życzę sobie
-To nie jest koncert życzeń.-wtrącił.
-Ty!-Krzyczałam.
-Co ja!?-zapytał jeszcze głośniej.
-Nie przychodź jutro.-odpowiedziałam cicho i zaczęłam liczyć do dziesięciu.
-Co?Sorry nie słyszałem.Możesz głośniej?
-Siedem,osiem...-"no nie wytrzymam"-NIE PO-KA-ZUJ MI SIĘ JU-TRO NA OCZY!
-Łoooo!-odskoczył jak poparzony i dodał:-Po co te nerwy?Już dobrze!Nikt nie karze mi za tobą chodzić.
-No to cześć!
Odwróciłam się i poszłam w stronę głównego wejścia.Za moimi plecami dało się słyszeć jedynie ciche "cześć"
Johann
Co za dziewczyna.Znowu nie będę mógł przez nią spać.Nie cierpię jak sprawy kończą się tak,że nigdy nie wiadomo co dalej.Przychodzić jutro po nią czy nie?Chyba nie przypadłem jej do gustu.To nie przyjdę.A co?Nie będę się jaśnie pani narzucał.Co ona taka zła?Boli ją coś?O nie,nie poddam się!Przyjdę jutro nawet tylko po to,żeby zobaczyć jej minę."Nikt nie karze mi za tobą chodzić"-muszę bardziej uważać na to co mówię.
Daria
Cały dzień siedziałam jak na szpilkach.Nauczyciele patrzyli się na mnie jak na ufoludka.Ręce mi się trzęsły ze złości i ze strachu.Myślałam,że jak ten cały Forfang znowu jutro po mnie przyjdzie to nie wytrzymam i zrobię coś czego będę żałowała do końca życia.Te jego teksty potrafiły mnie wyprowadzić z równowagi.Z tego wszystkiego złamałam ołówek.Nieszczęsny los musiał sprawić,ze jego połowa jak torpeda uderzyła w nauczyciela od matematyki.
-Daria może rozwiążesz nam to równanie?-Zapytał wskazując na tablicę.A na niej jakieś liczby,x,y...
-Yyyyyyyyyyyy.Obawiam się,że to nie będzie możliwe.
-Dlaczego?Widzę,że aż ręce cię świerzbią do pracy.
Sven wybuchł śmiechem a reszta klasy odwróciła głowy jak najdalej nauczyciela.
-O,a może pan Ristad jest chętny zastąpić koleżankę?
-Nie może lepiej nie.Dziewczyny mają pierwszeństwo.-odpowiedział i ukrył głowę w zeszycie.
-Więc proszę.
Wzięłam kredę i pisałam co mi do głowy przyjdzie.Z dobrym skutkiem.Cała ta historia(a raczej epizod tamtego dnia) zakończyła się happy endem.Uznałam to za dobry znak ale mój limit szczęścia został wykorzystany...
Cicho zatrzasnęłam drzwi i pomknęłam ze świeżo zakupionym opakowaniem ciasteczek do swojego pokoju.Wiedziałam,że mama jest dzisiaj cały dzień w domu,więc zrobiłam to szybko ale głośno.Pomyślałam,że jak będę zachowywać się normalnie do niczego nie dojdzie.Zeszłam jak zwykle do kuchni i się zaczęło a raczej zaczynało zaczynać.
-Cześć.Kupiłam ciastka chcesz spróbować?Pyszne są.
-Po co ci ciastka?-ostro zapytała.
-Bo są słodkie, a po słodkim się lepiej myśli.
-To lepiej żeby cię olśniło!
Wepchałam sobie od razu dwa ciastka do buzi chyba rzeczywiście w celu olśnienia.
-Nie rozumiem do czego zmierzasz.-Zaczęłam niepewnie,aby wyczuć sytuację.
-Nie rozumiesz?To siadaj i może zrozumiesz.
Nie zdążyłam nawet przeanalizować tego co powiedziała,bo już siedziałam na krześle maksymalnie przysuniętym do stołu.Oczywiście dzięki pomocy mojej mamy.Nastał moment ciszy.Ta chwila,której nie cierpiałam i bałam się od małego.Mama była zła.I to był ten najgorszy rodzaj złości.A to milczenie zawsze oznaczało ciszę przed burzą.W takim momencie lepiej nic nie mówić tylko słuchać.Tak też zrobiłam.
-Dzwoniłam dzisiaj do twojej szkoły w sprawie ręki.I muszę ci powiedzieć,że zrobiłam z siebie totalną idiotkę.Zaczęłam robić im pretensje,wyrzuty co bardzo do mnie nie podobne jak dobrze wiesz ,ale jeżeli chodzi o ciebie to zrobię wszystko.Byłam wściekła.Dobrze wiesz jak wygląda twoja ręka.A wiesz co się po tym wszystkim okazało?Że tamtego dnia nie było cię w szkole.Mało tego,że nie było cię tam od kilku dni!-ton jej głosu był lekko podniesiony ale nie odstraszający,co dodało mi odwagi do zażartowania.
-O przepraszam dzisiaj byłam.-nie wyszło mi to na dobre,bo mocno uderzyła pięścią w stół.Nigdy wcześniej nie widziałam w niej tyle złości,nigdy nie uderzała pięścią w stół i nigdy nie strzelała drzwiami.To raczej tata był skłonny do okazywania swoich emocji podczas poważnej i z reguły niezbyt przyjemnej rozmowy. Podniosłam głowę a nasze spojrzenia spotkały się.Nawet nie zauważyłam kiedy usiadła przede mną.
-Masz na to jakieś wytłumaczenie.-zapytała już spokojnie ale w jej głowie z pewnością nie było myśli odpuszczenia mi tej całej sytuacji,a raczej triumfalne zwycięstwo z gorzką nagrodą wlepienia mi kary.Jedyną opcją była prawda...
-Ale obiecaj,że nie będziesz krzyczeć.
-Obiecam.-rzekła słodko.
-No więc.Bo...bo mi się nie chciało.-Jej twarz zrobiła się czerwona i właśnie miała dać upust złości krzykiem,gdy zaczęłam się ratować najprostszym wytłumaczeniem.-Ciii,wiem co chcesz powiedzieć ale ty nie wiesz jak to jest chodzić tam codziennie.No może nie tak koniecznie o chodzenie a raczej o wstawanie rano chodzi,pięć razy w tygodniu.Wiesz jak to jest?Drzemiesz sobie słodko a budzik musi zadzwonić akurat wtedy gdy ci się chce najbardziej spać i...
-Głupszego wytłumaczenia nigdy nie słyszałam!Twoim obowiązkiem jest chodzenie do szkoły.
-Ale...wyolbrzymiasz to.Miliony osób każdego dnia,niech ci będzie,wagarują i nikt z tego nie robi katastrofy.
-A potem te miliony osób mieszkają na ulicy i liczą na czyjąś łaskę!I chcę ci przypomnieć,że dopóki nie skończysz osiemnastu lat będziesz robić,co ja ci każe.-"Co mi każesz?A gdzie byłaś przez kilka ostatnich tygodni?"-myślałam.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę,że ten dzień nastąpi za niecałe pół roku!I obiecuję ci,że wtedy będę robić co tylko mi się podoba!-wykrzyczałam jej to w twarz ale ta groźba nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia.Z kamienną miną drążyła ten sam temat.
-.Od jutra będę cię zawozić do szkoły i obiecuję ci teraz ja,że jedna nieobecność a zobaczysz,co to znaczy ze mną zadrzeć!
Czułam,że przegrałam i ma mnie w garści.Nie miałam żadnych argumentów.Wróciłam do pokoju i sprawdziłam nową wiadomość od Klary.
Wiesz,że Andi jutro przyjeżdża?Ciesze się,że go zobaczę, chyba w jednym kawałku...Nudno mi bez ciebie:( Wpadniesz?
"Uuuu,nawet nie wiesz jakbym chciała"-pomyślałam.
Rano zostałam obudzona przez mamę.Myślałam,że jej przejdzie i będzie zachowywać się tak jak zwykle.Że będzie miła,że mnie pocałuje,że zapyta jak się spało.Nic takiego.Weszła ściągnęła ze mnie kołdrę,kazała wstawać i nie symulować.Jedynym plusem było to,że zrobiła śniadanie.W samochodzie żadna z nas nie powiedziała ani słowa.Czułam się jak w jednej klatce z lwem.Jedno zdanie,jeden ruch i awantura gotowa.Wiedziała,że nie znoszę takich sytuacji,gdy nigdy nie wiadomo co dalej,więc jechała bardzo wolno.Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść.Jak na życzenie pojawiła się osoba,która mogła mnie uratować przed zwariowaniem.Postać,której nikt by się nie spodziewał.
1 dzień wcześniej...
Johann
-Trenerze może już wystarczy?-pyta Hilde.Czy on nie potrafi zrozumieć,że trening jest po to,żeby trenować a nie się obijać.Z takim nastawieniem Stoeckl na pewno weźmie go na mistrzostwa.
-Nie ma mowy.Biegaj jesteś dopiero w połowie!Popatrz na Johanna jak się stara.
Oburzony Hilde równa się wyjątkowo złośliwy Hilde.
-On się przecież podlizuje.Boi się,że go trener wyleje to zapierdziela jak mały samochodzik.Ten nasz mały juniorek co go...
-Czyli to twoja szkoła?
-Nie odpowiem nie ani tak.
-Dlaczego?
-Nie powiem "nie",ponieważ ciężko zaprzeczyć ale nie mogę powiedzieć "tak",bo nie gadam o takich rzeczach z nieznajomym.
-Nieznajomym?Jeżeli ty kopiesz nieznajomych w krocze to powinni cię przywiązać do budy.
-Daruj sobie!Tak na marginesie nie jesteś pierwszą osobą,którą tam kopnęłam.
-Szalona!Zostanę jednak przy swoim!
-Pfff!Serdeczne nie dzięki za odprowadzenie.Mam nadzieję,że już cię więcej nie spotkam.
-Obawiam się,że twoje życzenie się nie spełni.Jutro też grzecznie,jak to sformułowałaś?Wypełnię rozkaz trenera.-Szeroko się uśmiechnął i czekał chyba na aplauz.
-Nie wiesz gdzie mieszkam.
-Nie muszę.Będę się na ciebie czaił w tym samym miejscu co dzisiaj.A poza tym nie interesuję mnie twoja smocza jama...
-Smocza ja...?!Ty na prawdę myślisz,że będę się z tobą publicznie pokazywać!
-No wiem.Na taki przywilej zasługują nieliczni...
-W takim razie nie życzę sobie
-To nie jest koncert życzeń.-wtrącił.
-Ty!-Krzyczałam.
-Co ja!?-zapytał jeszcze głośniej.
-Nie przychodź jutro.-odpowiedziałam cicho i zaczęłam liczyć do dziesięciu.
-Co?Sorry nie słyszałem.Możesz głośniej?
-Siedem,osiem...-"no nie wytrzymam"-NIE PO-KA-ZUJ MI SIĘ JU-TRO NA OCZY!
-Łoooo!-odskoczył jak poparzony i dodał:-Po co te nerwy?Już dobrze!Nikt nie karze mi za tobą chodzić.
-No to cześć!
Odwróciłam się i poszłam w stronę głównego wejścia.Za moimi plecami dało się słyszeć jedynie ciche "cześć"
Johann
Co za dziewczyna.Znowu nie będę mógł przez nią spać.Nie cierpię jak sprawy kończą się tak,że nigdy nie wiadomo co dalej.Przychodzić jutro po nią czy nie?Chyba nie przypadłem jej do gustu.To nie przyjdę.A co?Nie będę się jaśnie pani narzucał.Co ona taka zła?Boli ją coś?O nie,nie poddam się!Przyjdę jutro nawet tylko po to,żeby zobaczyć jej minę."Nikt nie karze mi za tobą chodzić"-muszę bardziej uważać na to co mówię.
Daria
Cały dzień siedziałam jak na szpilkach.Nauczyciele patrzyli się na mnie jak na ufoludka.Ręce mi się trzęsły ze złości i ze strachu.Myślałam,że jak ten cały Forfang znowu jutro po mnie przyjdzie to nie wytrzymam i zrobię coś czego będę żałowała do końca życia.Te jego teksty potrafiły mnie wyprowadzić z równowagi.Z tego wszystkiego złamałam ołówek.Nieszczęsny los musiał sprawić,ze jego połowa jak torpeda uderzyła w nauczyciela od matematyki.
-Daria może rozwiążesz nam to równanie?-Zapytał wskazując na tablicę.A na niej jakieś liczby,x,y...
-Yyyyyyyyyyyy.Obawiam się,że to nie będzie możliwe.
-Dlaczego?Widzę,że aż ręce cię świerzbią do pracy.
Sven wybuchł śmiechem a reszta klasy odwróciła głowy jak najdalej nauczyciela.
-O,a może pan Ristad jest chętny zastąpić koleżankę?
-Nie może lepiej nie.Dziewczyny mają pierwszeństwo.-odpowiedział i ukrył głowę w zeszycie.
-Więc proszę.
Wzięłam kredę i pisałam co mi do głowy przyjdzie.Z dobrym skutkiem.Cała ta historia(a raczej epizod tamtego dnia) zakończyła się happy endem.Uznałam to za dobry znak ale mój limit szczęścia został wykorzystany...
Cicho zatrzasnęłam drzwi i pomknęłam ze świeżo zakupionym opakowaniem ciasteczek do swojego pokoju.Wiedziałam,że mama jest dzisiaj cały dzień w domu,więc zrobiłam to szybko ale głośno.Pomyślałam,że jak będę zachowywać się normalnie do niczego nie dojdzie.Zeszłam jak zwykle do kuchni i się zaczęło a raczej zaczynało zaczynać.
-Cześć.Kupiłam ciastka chcesz spróbować?Pyszne są.
-Po co ci ciastka?-ostro zapytała.
-Bo są słodkie, a po słodkim się lepiej myśli.
-To lepiej żeby cię olśniło!
Wepchałam sobie od razu dwa ciastka do buzi chyba rzeczywiście w celu olśnienia.
-Nie rozumiem do czego zmierzasz.-Zaczęłam niepewnie,aby wyczuć sytuację.
-Nie rozumiesz?To siadaj i może zrozumiesz.
Nie zdążyłam nawet przeanalizować tego co powiedziała,bo już siedziałam na krześle maksymalnie przysuniętym do stołu.Oczywiście dzięki pomocy mojej mamy.Nastał moment ciszy.Ta chwila,której nie cierpiałam i bałam się od małego.Mama była zła.I to był ten najgorszy rodzaj złości.A to milczenie zawsze oznaczało ciszę przed burzą.W takim momencie lepiej nic nie mówić tylko słuchać.Tak też zrobiłam.
-Dzwoniłam dzisiaj do twojej szkoły w sprawie ręki.I muszę ci powiedzieć,że zrobiłam z siebie totalną idiotkę.Zaczęłam robić im pretensje,wyrzuty co bardzo do mnie nie podobne jak dobrze wiesz ,ale jeżeli chodzi o ciebie to zrobię wszystko.Byłam wściekła.Dobrze wiesz jak wygląda twoja ręka.A wiesz co się po tym wszystkim okazało?Że tamtego dnia nie było cię w szkole.Mało tego,że nie było cię tam od kilku dni!-ton jej głosu był lekko podniesiony ale nie odstraszający,co dodało mi odwagi do zażartowania.
-O przepraszam dzisiaj byłam.-nie wyszło mi to na dobre,bo mocno uderzyła pięścią w stół.Nigdy wcześniej nie widziałam w niej tyle złości,nigdy nie uderzała pięścią w stół i nigdy nie strzelała drzwiami.To raczej tata był skłonny do okazywania swoich emocji podczas poważnej i z reguły niezbyt przyjemnej rozmowy. Podniosłam głowę a nasze spojrzenia spotkały się.Nawet nie zauważyłam kiedy usiadła przede mną.
-Masz na to jakieś wytłumaczenie.-zapytała już spokojnie ale w jej głowie z pewnością nie było myśli odpuszczenia mi tej całej sytuacji,a raczej triumfalne zwycięstwo z gorzką nagrodą wlepienia mi kary.Jedyną opcją była prawda...
-Ale obiecaj,że nie będziesz krzyczeć.
-Obiecam.-rzekła słodko.
-No więc.Bo...bo mi się nie chciało.-Jej twarz zrobiła się czerwona i właśnie miała dać upust złości krzykiem,gdy zaczęłam się ratować najprostszym wytłumaczeniem.-Ciii,wiem co chcesz powiedzieć ale ty nie wiesz jak to jest chodzić tam codziennie.No może nie tak koniecznie o chodzenie a raczej o wstawanie rano chodzi,pięć razy w tygodniu.Wiesz jak to jest?Drzemiesz sobie słodko a budzik musi zadzwonić akurat wtedy gdy ci się chce najbardziej spać i...
-Głupszego wytłumaczenia nigdy nie słyszałam!Twoim obowiązkiem jest chodzenie do szkoły.
-Ale...wyolbrzymiasz to.Miliony osób każdego dnia,niech ci będzie,wagarują i nikt z tego nie robi katastrofy.
-A potem te miliony osób mieszkają na ulicy i liczą na czyjąś łaskę!I chcę ci przypomnieć,że dopóki nie skończysz osiemnastu lat będziesz robić,co ja ci każe.-"Co mi każesz?A gdzie byłaś przez kilka ostatnich tygodni?"-myślałam.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę,że ten dzień nastąpi za niecałe pół roku!I obiecuję ci,że wtedy będę robić co tylko mi się podoba!-wykrzyczałam jej to w twarz ale ta groźba nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia.Z kamienną miną drążyła ten sam temat.
-.Od jutra będę cię zawozić do szkoły i obiecuję ci teraz ja,że jedna nieobecność a zobaczysz,co to znaczy ze mną zadrzeć!
Czułam,że przegrałam i ma mnie w garści.Nie miałam żadnych argumentów.Wróciłam do pokoju i sprawdziłam nową wiadomość od Klary.
Wiesz,że Andi jutro przyjeżdża?Ciesze się,że go zobaczę, chyba w jednym kawałku...Nudno mi bez ciebie:( Wpadniesz?
"Uuuu,nawet nie wiesz jakbym chciała"-pomyślałam.
Rano zostałam obudzona przez mamę.Myślałam,że jej przejdzie i będzie zachowywać się tak jak zwykle.Że będzie miła,że mnie pocałuje,że zapyta jak się spało.Nic takiego.Weszła ściągnęła ze mnie kołdrę,kazała wstawać i nie symulować.Jedynym plusem było to,że zrobiła śniadanie.W samochodzie żadna z nas nie powiedziała ani słowa.Czułam się jak w jednej klatce z lwem.Jedno zdanie,jeden ruch i awantura gotowa.Wiedziała,że nie znoszę takich sytuacji,gdy nigdy nie wiadomo co dalej,więc jechała bardzo wolno.Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść.Jak na życzenie pojawiła się osoba,która mogła mnie uratować przed zwariowaniem.Postać,której nikt by się nie spodziewał.
1 dzień wcześniej...
-Trenerze może już wystarczy?-pyta Hilde.Czy on nie potrafi zrozumieć,że trening jest po to,żeby trenować a nie się obijać.Z takim nastawieniem Stoeckl na pewno weźmie go na mistrzostwa.
-Nie ma mowy.Biegaj jesteś dopiero w połowie!Popatrz na Johanna jak się stara.
Oburzony Hilde równa się wyjątkowo złośliwy Hilde.
-On się przecież podlizuje.Boi się,że go trener wyleje to zapierdziela jak mały samochodzik.Ten nasz mały juniorek co go...
-Weź się Tom opanuj.To już nie jest śmieszne,to żałosne!-warczę na niego ale nie mam wyboru.Zawsze głupio się czuję,gdy trener mnie chwali przy wszystkich ale Hilde nie może nawet w takiej sytuacji zamknąć tego dzioba.
-Co ty taki wściekły?Okres masz czy co?-natychmiast ripostuje a do naszej "miłej" pogawędki wtrąca się trener:
-Co tu się dzieje?Hilde...Forfang!Natychmiast do mnie!
-Tak szefie?To wina Forfanga.Przewrażliwiony jest,bo mu...
-Cisza.Johann co masz na swoją obronę?
-To on robi z siebie klauna!-tłumaczę wskazując na Toma.
-Już cisza!Jaka jest pierwsza zasada regulaminu dobrego skoczka?
-Nigdy nie przeszkadzaj na treningu,skupiaj się na sobie i słuchaj trenera.-właściwie to trzy zasady w jednej ale oboje recytujemy z pamięci jak rolę w szkolnym przedstawieniu.
-Właśnie a wy jak się zachowujecie?Jak dzieci!Jak was ukarać...?Fannemel do mnie!-Anders podchodzi do Alexa i daje kopa w tyłek Hilde a potem mi.
-Tak trenerze?-pyta uroczystym tonem.
-Od dziś masz pokój sam.-co to znaczy?!
-Co?Jest!Hurra!Dzięki trenerze!-Fannis cieszy się jak mała dziewczynka a pan Stoeckl daje nam karę.
-Tylko bez żadnych numerów.Będę was miał na oku!-kiwa głową w kierunku Klary.-A od dziś pan Hilde i pan ykm.... Forfang są razem w pokoju.
-Co?!-hurem pytamy trenera nie kryjąc zdziwienia.
-Może to was nauczy szacunku do siebie.Bez dyskusji!
Hilde wściekły odchodzi i wraca biegać a ja zrezygnowany patrzę w ziemię.
-Wybacz Johann-zaczyna trener-ale zasady obowiązują każdego.Nie ma równych i równiejszych.
-Tak trenerze rozumiem.
Kończę ostatnie kółko(karne na dodatek) myśląc o jutrzejszym dniu.Nagle Hilde podbiega do mnie i zaczyna rozmowę:
-Ale nas szefuńcio udupił.Teraz Fannis będzie mógł wkroczyć do akcji na całego a ja będę musiał się z tobą męczyć w jednym pokoju.Jak długo siedzisz w łazience?Dwie,trzy godziny?
Nic mu nie odpowiadam tylko skupiam się na dobiegnięciu do celu.
-Ej młody nie złość się już!Sorry za tamto,chyba muszę się do ciebie przyzwyczaić.
-Chyba musisz.-rzucam chłodno w jego stronę.
-Hoho jaki wojownik.Zobaczysz będzie fajnie.Ze mną nie będziesz się nudził.
Mam się bać?Napalony Hilde???O mamusiu,gdzie jesteś?Może nie będzie tak źle.
Siedzę na łóżku i sprawdzam Instagram.Kątem oka patrzę na Toma i sprawdzam co robi.Chyba ten jego "sposób" na nudę to nie to co myślę.
-Hej młody,co się tak na mnie gapisz?Wiem,że jestem boski w ogóle.
"Boski i w ogóle"-matko,to jednak prawda.
-Ziemia do Forfanga-macha mi ręką przed oczyma.-ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz?
-Głupi?Nie wiem o co ci chodzi?
-Wiem o czym myślisz ale dałeś się wkręcić.Nie jesteś w moim typie.Poza tym gustuję w dziewczynach.
-Wcale o tym nie myślałem.
-Wcale...Dobranoc młody.
-Dobranoc stary i znajdź pod poduszka karalucha!
Nie mogę zasnąć.Przewracam się z boku na bok.Iść po nią jutro czy nie?Nie no po co?Wyraźnie wykrzyczała,że nie chce mnie widzieć.Ale z drugiej strony co jak się jutro gdzieś zgubi?Jak ktoś ją porwie.Wiem,że to niedorzeczne ale muszę znaleźć jakiś powód.Po co mi powód?No pytam się:Po co mi powód?!Przecież mogę iść bez powodu.Tak po prostu.Nie muszę jej mówić,że po nią przyszedłem.Nie będę jej się spowiadał!Będę i tyle!Tyle,tyle,tyle...
Szybko przyciskam telefon do poduszki,aby uciszyć alarm.Jeszcze brakuje mi ciekawskiego Hilde.Jak trener by się dowiedział,że zamiast spać i regenerować siły łażę po Vikersund dopiero by mi się dostało.Wstaję,poprawiam włosy.Jak ja wyglądam? Szybki prysznic i jestem gotowy.Tylko żeby była!
Idę wolnym krokiem.Rozglądam się i co chwile sprawdzam czy ktoś za mną nie idzie.Zastanawiam się po co to robię.Jestem na miejscu.Zrzucam świeżą warstwę śniegu z ławki i siadam.Jestem tu od minuty a zaraz chyba oszaleję.A co jeśli dzisiaj nie będzie tędy przechodziła a ja siedzę tu i wiercę się jakbym miał robaki w tyłku.No ale czym ja się w ogóle przejmuję?
Daria
Odwaga do mnie powróciła,bo kazałam się mamie zatrzymać. Zahamowała tak ostro,że zrobione przez nią pyszne śniadanie zaczęło szybko zawracać.
-Co się dzieje?-zapytała z wyrzutami.
-Dziękuję!-odpowiedziałam trzymając się za żołądek.-Pójdę pieszo.
-O nie,nie!Wiem co ci chodzi po głowie.Myślisz,że dam się nabrać a ty sobie gdzieś pójdziesz ale na pewno nie w kierunku szkoły!A gdzie ty w ogóle byłaś jak nie w szkole przez te wszystkie dni co?
Refleks szachisty.Pytanie,które pierwsze nasunęło by mi się na myśl gdyby moja córka,niech jej będzie-wagarowała,ona zadaje pół dnia po naszej rozmowie.
-Zostawmy ten temat na potem hmm mamo!-grzecznie zaakcentowałam mamo i szybko zmieniłam temat rozmowy.-Kolega mnie odprowadzi.O,widzisz Sven tam stoi,widzisz?No nie widzisz ale stoi.Miłego dnia w pracy pa.
-Stój!-wypowiedziała zdezorientowana łapiąc mnie za rękę.-Tylko spróbuj nie iść do szkoły...
-A będę miała przesrane!-dokończyłam za nią.-Tak,tak wiem.Pa!
Szybko wyskoczyłam z samochodu i nieśmiało zmierzałam w stronę Forfanga.Nie wiedziałam czego się po nim spodziewać.Dzień wcześniej prawie go pobiłam a wtedy nawet się cieszyłam,że go widzę.Sama myśl o tym,że prawie go pobiłam wywołała u mnie uśmiech na twarzy.
-Cześć.Co się tak szczerzysz?Chcesz mnie ugryźć?-powitał mnie w swoim kąśliwym ale w tamtym wypadku całkiem śmiesznym stylu.
-Cześć.A czy ugryzienie jest równoznaczne z pobiciem?
-Z pobiciem?Nie!-odsunął się ode mnie na dwa metry i prawie uderzył w drzewo.
-Haha nie bój się dzisiaj nie gryzę.Co się stało,że przyszedłeś?
-Że przyszedłem?-zapytał ponownie,z powrotem się przybliżając.
-Tak,że przyszedłeś.
-Postanowiłem nie zrażać się twoim złym humorem i dzielnie trwać w moim postanowieniu yyym znaczy się dzielnie wypełniać rozkazy trenera.I muszę ci powiedzieć,że jestem jeszcze bardziej przerażony niż wczoraj.
-No fajnie!Jestem zła to źle,jestem normalna to jeszcze gorzej!
-No właśnie o tą twoją normalność chodzi.Jestem przerażony tym jak szybko zmienisz humor.Wczoraj o tej porze ziałaś ogniem a dzisiaj za tobą rosną kwiatki i pojawiają się tęcze.Ja rozumiem hormony i te sprawy ale żeby aż tak.
-Hormony? Czy wy wszystko zwalacie na hormony?Ale wy jesteście płytcy!
-My to kto?Skoczkowie,sportowcy,Johannowie?Kto?
-Mężczyźni,ale do ciebie określenie mężczyzna nie pasuje.
-Tak samo jak do ciebie określenie kobieta.Cieszę się,bo bardzo chciałaś się ze mną spotkać.
-Z tobą?W życiu!
-To po co wyskakiwałaś z samochodu?
-Bo...bo...to skomplikowane.Ciężka sytuacja i te sprawy.Podpadłam mamie i...czekaj!Po ca ja ci się tłumaczę?
Nie zdążył odpowiedzieć na moje pytanie,bo byliśmy już na miejscu.Cieszyłam się,że ten przymusowy spacerek już się skończył,ale w środku czułam rozczarowanie,że trwało to tak krótko.Zatrzymaliśmy się a ja postanowiłam zadać mu pytanie:
-Przychodzisz jutro?
-Oczywiście przecież muszę wykonywać rozkazy trenera.
-Co ty się tak tych rozkazów uczepiłeś?Ale pytam serio przychodzisz?-zdobyłam się na nieśmiały uśmiech.
-A ja serio odpowiadam.
Po wypowiedzeniu tych słów też nieznacznie się uśmiechnął a jego oczy cały czas patrzyły się na mnie.Pierwszy raz zauważyłam w jego spojrzeniu nie kpinę,nie złość i nie ten przerażający chłód i sztuczność jaki mnie spotkał podczas ostatniego spotkania.Czułam,że przez ten jeden moment on czyta wszystkie moje myśli,wszystko o mnie wie.
-Hej wszytko w porządku?Jakaś taka czerwona się zrobiłaś.-przerwał moje wewnętrzne przemyślenia i strachy.Nawet nie zauważyłam,że cała moja buzia oblała się rumieńcem.
-Uff,bo tak gorąco się zrobiło.
-Straszny upał dwanaście na minusie.-zażartował machlując mi przed oczyma rękami.
-Jeżeli musisz to przyjdź.-przerwałam tę całkiem miłą rozmowę dodając:-Jeżeli musisz...Do widzenia panie Johannie.
-Do widzenia pani Dario.
Johann
Uff nie było tak źle,było całkiem normalnie.Jeżeli tak z dnia na dzień będzie jej się tak humor poprawiał to jeszcze zostaniemy parą.My razem?Hahaha...Sama myśl o tym,że ja grzeczny skoczek z nią.Mój głośny śmiech przykuwa uwagę starszej babci i małego dziecka.Mama by chyba zawału dostała a co dopiero...Kto do licha dzwoni o tej porze!?
-Halo,Daniel?
-Cześć młody!
-Ustaliliśmy coś seniorze!-co tam 16 lat różnicy....
-Tak braciszku.Słyszę,że jesteś cały w skowronkach.Nie pytam dlaczego...
-Oj nie pytaj.
-Przestań się śmiać i słuchaj!-skończył się milutki braciszek,a zaczyna ostry trener-Rozmawiałem już ze Stoecklem.Podobno świetnie ci idzie a dzisiaj...Ehhh,prawie się wygadałem!
-Daniel ty coś kręcisz!Mieliśmy umowę przypomnij sobie.Medal na mistrzostwach juniorów i sobie odpuścisz!
-Młody...znaczy Johann,chcę żeby ci się udało.Ciężko jest się odzwyczaić po tylu latach.
-Cieszę się i jestem ci wdzięczny ale dorosłem i pora iść dalej.-podnoszę głos i nie potrafię ukryć mojego poirytowania.Taki jest mój braciszek do wszystkiego musi się wtrącać.
-Jestem z ciebie strasznie dumny,rodzice z resztą też i to jak,ale nie chcę żeby ci sodówka do głowy nie uderzyła.Było już kilku takich a ja nie chcę żebyś był następny.
-Znam te twoje historyjki o "przyszłościach" naszego kraju ale jestem już duży.-mam już dość tej rozmowy chyba zaraz wcisnę czerwoną słuchawkę.
-A słyszałeś takie przysłowie,że wielkość nie ma znaczenia?
-A wiesz,że mogę się rozłączyć?-ironicznie odpowiadam na jego pytanie.
-Młody zamknij buzie i słuchaj!
-Nie,ty słuchaj-wtrącam mu się,aby nie zaczynał tego swojego monologu o jednym i tym samym.Na chwilę przerywam,nic nie odpowiada.-Teraz moja kolej.Dzięki ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś.Nie myśl,że o tym zapomniałem,ale trzymaj się umowy i daj mi się wykazać.Nie musisz się martwić.A teraz muszę kończyć,bo-spoglądam na zegarek.No nie zapomniałem,że dzisiaj o ósmej miało być spotkanie organizacyjne z trenerem.-Bo jestem spóźniony.-szybko skończona rozmowa z niezbyt mocnym argumentem.Spóźniony to mało powiedziane.
Uwagę wszystkich przykuwa wkraczający do sali spóźnialski.Siadam na jedynym pustym miejscu najwyraźniej przeznaczonym dla mnie.
-Cisza!-krzyczy Stoeckl.-A wiec widzę,że jesteśmy już w komplecie.
To zdumiewające,że jednym krzyknięciem Stoeckl potrafi okiełznać stado skoczków.Pasowałoby coś powiedzieć ale jeżeli nikt nie pyta...siedzący obok mnie Sjoeen mocno szturcha mnie w bok.
-Co ci?-pytam cicho
-Powiedz coś!-odpowiada przez zaciśnięte zęby.
Podnoszę głowę do góry i widzę czerwonego ze złości Alexandra Stoeckla czekającego na moje wytłumaczenie i wszystkich innych,na czele z Tomem oczywiście.Zmieszany wstaję z miejsca i zbieram myśli.
-Przepraszam za spóźnienie.-i co dalej??-Zaspałem.
-Siadaj!A wiec...
Siadam i patrzę na Toma,który z uśmiechem kręci głową.
-Hilde jeszcze ci mało?Jak nie przestaniesz pajacować to będziesz spał ze mną w pokoju.-odezwał się wszystkowiedzący wkurzony trener.-Przejdźmy do najważniejszej rzeczy-mistrzostw świata!Nadeszła ta wiekopomna chwila,gdy kilku szczęśliwców będzie mogło spać spokojnie.-Trener wyciąga karteczkę i odczytuje.Serce bije mi coraz mocniej.-Na mistrzostwa pojadą:Anders Jacobsen,Rune Velta,Anders Bardal,Anders Fannemel,Phillip Sjoeen i-To "i",od którego zależy moja kariera,to"i" trwające ułamek sekundy dla mnie trwa wieczność-i Johann Andre Forfang!
Co za moment!Najpiękniejsza chwila w moim życiu!A to dopiero początek.Jadę do Falun!
Po omówieniu przez Stoeckla kilku już mniej ekscytujących rzeczy zaczęła się dyskusja.Przyjmuję gratulacje od trzech Andersów i Phillipa.Sam mu gratuluję.Mina Toma mówi wszystko za siebie.Rozczarowanie,smutek i złość.Podchodzi do mnie i składa gratulacje.
-No brawo młody!Gratulacje!
-Dzięki Tom.Przykro mi,że tak wyszło ale będzie lepiej.-próbuję go pocieszyć.
-Trener wie co robi.Ten sezon nie był najlepszy więc nie jadę.Zaspało ci się co?
Czuję się zmieszany.
-Miałem powiedzieć,że byłem na spacerze?
-Spacerze mówisz.No nie wydaję mi się.
-Myśl co chcesz tylko proszę niech to będzie nasza tajemnica.
-Masz to jak w banku!
Daria
Tamtego dnia byłam zagubiona a moje myśli skupiały się wokół Forfanga.Zrobił na mnie wrażenie przychodząc chociaż wcale nie musiał tego robić.Pojawił się w dziwnym momencie,idealnym momencie.Nie zachowywał się tak jak zwykle.Był całkiem miły i dowcipny.Myślałam co za tym stało.Przypadek?Nie wierzę w przypadek wierzę w przeznaczenie.
Jeżeli to przeznaczenie to zaczynam się obawiać.
Hej,witam was w kolejnym rozdziale tegoż właśnie opowiadania.Robi się gorąco nie tylko na dworze ale również tutaj.Mam nadzieję,że się spodoba,bo temperatura rośnie i będzie rosnąć!Swoje uwagi co do wszystkiego co Wam do głowy przyjdzie,bo to dla mnie ważne ;) Jakże przyrodniczym akcentem życzę Wam wspaniałejdrugiej połowy wakacji (o zły losie!!) Mam nadzieję,że mnie nie opuścicie :) Nie wahajcie się zostawiać linków do Waszych nowości.Ja osobiście postaram się wszystko czytać i komentować w terminie.Do następnego :***
Idę wolnym krokiem.Rozglądam się i co chwile sprawdzam czy ktoś za mną nie idzie.Zastanawiam się po co to robię.Jestem na miejscu.Zrzucam świeżą warstwę śniegu z ławki i siadam.Jestem tu od minuty a zaraz chyba oszaleję.A co jeśli dzisiaj nie będzie tędy przechodziła a ja siedzę tu i wiercę się jakbym miał robaki w tyłku.No ale czym ja się w ogóle przejmuję?
Daria
Odwaga do mnie powróciła,bo kazałam się mamie zatrzymać. Zahamowała tak ostro,że zrobione przez nią pyszne śniadanie zaczęło szybko zawracać.
-Co się dzieje?-zapytała z wyrzutami.
-Dziękuję!-odpowiedziałam trzymając się za żołądek.-Pójdę pieszo.
-O nie,nie!Wiem co ci chodzi po głowie.Myślisz,że dam się nabrać a ty sobie gdzieś pójdziesz ale na pewno nie w kierunku szkoły!A gdzie ty w ogóle byłaś jak nie w szkole przez te wszystkie dni co?
Refleks szachisty.Pytanie,które pierwsze nasunęło by mi się na myśl gdyby moja córka,niech jej będzie-wagarowała,ona zadaje pół dnia po naszej rozmowie.
-Zostawmy ten temat na potem hmm mamo!-grzecznie zaakcentowałam mamo i szybko zmieniłam temat rozmowy.-Kolega mnie odprowadzi.O,widzisz Sven tam stoi,widzisz?No nie widzisz ale stoi.Miłego dnia w pracy pa.
-Stój!-wypowiedziała zdezorientowana łapiąc mnie za rękę.-Tylko spróbuj nie iść do szkoły...
-A będę miała przesrane!-dokończyłam za nią.-Tak,tak wiem.Pa!
Szybko wyskoczyłam z samochodu i nieśmiało zmierzałam w stronę Forfanga.Nie wiedziałam czego się po nim spodziewać.Dzień wcześniej prawie go pobiłam a wtedy nawet się cieszyłam,że go widzę.Sama myśl o tym,że prawie go pobiłam wywołała u mnie uśmiech na twarzy.
-Cześć.Co się tak szczerzysz?Chcesz mnie ugryźć?-powitał mnie w swoim kąśliwym ale w tamtym wypadku całkiem śmiesznym stylu.
-Cześć.A czy ugryzienie jest równoznaczne z pobiciem?
-Z pobiciem?Nie!-odsunął się ode mnie na dwa metry i prawie uderzył w drzewo.
-Haha nie bój się dzisiaj nie gryzę.Co się stało,że przyszedłeś?
-Że przyszedłem?-zapytał ponownie,z powrotem się przybliżając.
-Tak,że przyszedłeś.
-Postanowiłem nie zrażać się twoim złym humorem i dzielnie trwać w moim postanowieniu yyym znaczy się dzielnie wypełniać rozkazy trenera.I muszę ci powiedzieć,że jestem jeszcze bardziej przerażony niż wczoraj.
-No fajnie!Jestem zła to źle,jestem normalna to jeszcze gorzej!
-No właśnie o tą twoją normalność chodzi.Jestem przerażony tym jak szybko zmienisz humor.Wczoraj o tej porze ziałaś ogniem a dzisiaj za tobą rosną kwiatki i pojawiają się tęcze.Ja rozumiem hormony i te sprawy ale żeby aż tak.
-Hormony? Czy wy wszystko zwalacie na hormony?Ale wy jesteście płytcy!
-My to kto?Skoczkowie,sportowcy,Johannowie?Kto?
-Mężczyźni,ale do ciebie określenie mężczyzna nie pasuje.
-Tak samo jak do ciebie określenie kobieta.Cieszę się,bo bardzo chciałaś się ze mną spotkać.
-Z tobą?W życiu!
-To po co wyskakiwałaś z samochodu?
-Bo...bo...to skomplikowane.Ciężka sytuacja i te sprawy.Podpadłam mamie i...czekaj!Po ca ja ci się tłumaczę?
Nie zdążył odpowiedzieć na moje pytanie,bo byliśmy już na miejscu.Cieszyłam się,że ten przymusowy spacerek już się skończył,ale w środku czułam rozczarowanie,że trwało to tak krótko.Zatrzymaliśmy się a ja postanowiłam zadać mu pytanie:
-Przychodzisz jutro?
-Oczywiście przecież muszę wykonywać rozkazy trenera.
-Co ty się tak tych rozkazów uczepiłeś?Ale pytam serio przychodzisz?-zdobyłam się na nieśmiały uśmiech.
-A ja serio odpowiadam.
Po wypowiedzeniu tych słów też nieznacznie się uśmiechnął a jego oczy cały czas patrzyły się na mnie.Pierwszy raz zauważyłam w jego spojrzeniu nie kpinę,nie złość i nie ten przerażający chłód i sztuczność jaki mnie spotkał podczas ostatniego spotkania.Czułam,że przez ten jeden moment on czyta wszystkie moje myśli,wszystko o mnie wie.
-Hej wszytko w porządku?Jakaś taka czerwona się zrobiłaś.-przerwał moje wewnętrzne przemyślenia i strachy.Nawet nie zauważyłam,że cała moja buzia oblała się rumieńcem.
-Uff,bo tak gorąco się zrobiło.
-Straszny upał dwanaście na minusie.-zażartował machlując mi przed oczyma rękami.
-Jeżeli musisz to przyjdź.-przerwałam tę całkiem miłą rozmowę dodając:-Jeżeli musisz...Do widzenia panie Johannie.
-Do widzenia pani Dario.
Johann
Uff nie było tak źle,było całkiem normalnie.Jeżeli tak z dnia na dzień będzie jej się tak humor poprawiał to jeszcze zostaniemy parą.My razem?Hahaha...Sama myśl o tym,że ja grzeczny skoczek z nią.Mój głośny śmiech przykuwa uwagę starszej babci i małego dziecka.Mama by chyba zawału dostała a co dopiero...Kto do licha dzwoni o tej porze!?
-Halo,Daniel?
-Cześć młody!
-Ustaliliśmy coś seniorze!-co tam 16 lat różnicy....
-Tak braciszku.Słyszę,że jesteś cały w skowronkach.Nie pytam dlaczego...
-Oj nie pytaj.
-Przestań się śmiać i słuchaj!-skończył się milutki braciszek,a zaczyna ostry trener-Rozmawiałem już ze Stoecklem.Podobno świetnie ci idzie a dzisiaj...Ehhh,prawie się wygadałem!
-Daniel ty coś kręcisz!Mieliśmy umowę przypomnij sobie.Medal na mistrzostwach juniorów i sobie odpuścisz!
-Młody...znaczy Johann,chcę żeby ci się udało.Ciężko jest się odzwyczaić po tylu latach.
-Cieszę się i jestem ci wdzięczny ale dorosłem i pora iść dalej.-podnoszę głos i nie potrafię ukryć mojego poirytowania.Taki jest mój braciszek do wszystkiego musi się wtrącać.
-Jestem z ciebie strasznie dumny,rodzice z resztą też i to jak,ale nie chcę żeby ci sodówka do głowy nie uderzyła.Było już kilku takich a ja nie chcę żebyś był następny.
-Znam te twoje historyjki o "przyszłościach" naszego kraju ale jestem już duży.-mam już dość tej rozmowy chyba zaraz wcisnę czerwoną słuchawkę.
-A słyszałeś takie przysłowie,że wielkość nie ma znaczenia?
-A wiesz,że mogę się rozłączyć?-ironicznie odpowiadam na jego pytanie.
-Młody zamknij buzie i słuchaj!
-Nie,ty słuchaj-wtrącam mu się,aby nie zaczynał tego swojego monologu o jednym i tym samym.Na chwilę przerywam,nic nie odpowiada.-Teraz moja kolej.Dzięki ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś.Nie myśl,że o tym zapomniałem,ale trzymaj się umowy i daj mi się wykazać.Nie musisz się martwić.A teraz muszę kończyć,bo-spoglądam na zegarek.No nie zapomniałem,że dzisiaj o ósmej miało być spotkanie organizacyjne z trenerem.-Bo jestem spóźniony.-szybko skończona rozmowa z niezbyt mocnym argumentem.Spóźniony to mało powiedziane.
Uwagę wszystkich przykuwa wkraczający do sali spóźnialski.Siadam na jedynym pustym miejscu najwyraźniej przeznaczonym dla mnie.
-Cisza!-krzyczy Stoeckl.-A wiec widzę,że jesteśmy już w komplecie.
To zdumiewające,że jednym krzyknięciem Stoeckl potrafi okiełznać stado skoczków.Pasowałoby coś powiedzieć ale jeżeli nikt nie pyta...siedzący obok mnie Sjoeen mocno szturcha mnie w bok.
-Co ci?-pytam cicho
-Powiedz coś!-odpowiada przez zaciśnięte zęby.
Podnoszę głowę do góry i widzę czerwonego ze złości Alexandra Stoeckla czekającego na moje wytłumaczenie i wszystkich innych,na czele z Tomem oczywiście.Zmieszany wstaję z miejsca i zbieram myśli.
-Przepraszam za spóźnienie.-i co dalej??-Zaspałem.
-Siadaj!A wiec...
Siadam i patrzę na Toma,który z uśmiechem kręci głową.
-Hilde jeszcze ci mało?Jak nie przestaniesz pajacować to będziesz spał ze mną w pokoju.-odezwał się wszystkowiedzący wkurzony trener.-Przejdźmy do najważniejszej rzeczy-mistrzostw świata!Nadeszła ta wiekopomna chwila,gdy kilku szczęśliwców będzie mogło spać spokojnie.-Trener wyciąga karteczkę i odczytuje.Serce bije mi coraz mocniej.-Na mistrzostwa pojadą:Anders Jacobsen,Rune Velta,Anders Bardal,Anders Fannemel,Phillip Sjoeen i-To "i",od którego zależy moja kariera,to"i" trwające ułamek sekundy dla mnie trwa wieczność-i Johann Andre Forfang!
Co za moment!Najpiękniejsza chwila w moim życiu!A to dopiero początek.Jadę do Falun!
Po omówieniu przez Stoeckla kilku już mniej ekscytujących rzeczy zaczęła się dyskusja.Przyjmuję gratulacje od trzech Andersów i Phillipa.Sam mu gratuluję.Mina Toma mówi wszystko za siebie.Rozczarowanie,smutek i złość.Podchodzi do mnie i składa gratulacje.
-No brawo młody!Gratulacje!
-Dzięki Tom.Przykro mi,że tak wyszło ale będzie lepiej.-próbuję go pocieszyć.
-Trener wie co robi.Ten sezon nie był najlepszy więc nie jadę.Zaspało ci się co?
Czuję się zmieszany.
-Miałem powiedzieć,że byłem na spacerze?
-Spacerze mówisz.No nie wydaję mi się.
-Myśl co chcesz tylko proszę niech to będzie nasza tajemnica.
-Masz to jak w banku!
Daria
Tamtego dnia byłam zagubiona a moje myśli skupiały się wokół Forfanga.Zrobił na mnie wrażenie przychodząc chociaż wcale nie musiał tego robić.Pojawił się w dziwnym momencie,idealnym momencie.Nie zachowywał się tak jak zwykle.Był całkiem miły i dowcipny.Myślałam co za tym stało.Przypadek?Nie wierzę w przypadek wierzę w przeznaczenie.
Jeżeli to przeznaczenie to zaczynam się obawiać.
Hej,witam was w kolejnym rozdziale tegoż właśnie opowiadania.Robi się gorąco nie tylko na dworze ale również tutaj.Mam nadzieję,że się spodoba,bo temperatura rośnie i będzie rosnąć!Swoje uwagi co do wszystkiego co Wam do głowy przyjdzie,bo to dla mnie ważne ;) Jakże przyrodniczym akcentem życzę Wam wspaniałej
poniedziałek, 29 czerwca 2015
5."Jak ty mi działasz na nerwy!"
Z Klarą spędzałyśmy mnóstwo czasu.Oprowadzałam ją po Vikesund.Czasami towarzyszył nam Fannis.Tak,mogę mu mówić Fannis :D Jedank w takich momentach wolałam,aby byli tylko we dwoje.Nawet nie wiedziałam,że Wikingowie mieli trenować w Vikersund.Poznałam bliżej Hilde i
Stjernena.Oni na prawdę nie są w 100% ludźmi.Moje tysięczne postanowienie noworoczne znów nie wypaliło.wolałam spędzać czas z Klarą,którą zaczęłam traktować jak siostrę,niż siedzieć pięć razy w tygodniu w szkole.Rodzice albo zapracowani,albo na wyjeździe.
Pod koniec tygodnia,po długim porannym spacerze z Klarą wybrałyśmy się na siłownie.Fannis "gentleman" zapewnił nam wejście w każdy kąt budynku.Nawet do szatni ale to nie było najlepszym pomysłem.Widok ćwiczących skoczków nie robił na nas specjalnego wrażenia.Poszłyśmy do barku.
-To co zamawiamy?-Rzuciłam pytaniem i uśmieszkiem.
-Ja zamawiam Colę.
-Oj Klara nie bądź taka.Może coś mocniejszego?
-Wiem co ci po głowie chodzi ale myślisz,że to dostaniemy?
-Ja to załatwię.Trzeba to zrobić szybko.Nie może wyczuć twojego strachu.
-Co panie sobie życzą?
-Dwa piwa.-Odpowiadam i wracam szybko do rozmowy z moją nową znajomą.
-A ma pani osiemnaście lat?-Gość strasznie przepisowy.
-A nie wyglądam?
-To może jakiś dowodzik?
Klara wybucha śmiechem a ja przeszukuję kieszenie.Szeroko uśmiecham się w stronę barmana.
-No zapomniałam,taka ze mnie niezdara.
-To niestety wszystko jest do pani dyspozycji oprócz procentów.
-Pan też miał kiedyś te naście lat.-Maślane oczka nie pomogły.-No dobra.Niech będzie Cola.
-Dla mnie też.-Jak echo powtarza Klara.
Czekając na zamówienie żartowałyśmy sobie z całej sytuacji.
-Pamiętaj:nie może wyczuć twojego strachu!
-Haha.Będziesz mi to teraz wypominać do końca życia?
Gdy tylko zbliżył się do nas barman przestałyśmy.Próbowałyśmy powstrzymywać się od śmiechu.Jakże miłą atmosferę przerwał dźwięk tłuczonego szkła.Poczułam straszny ból w prawej ręce.Popatrzyłam się na nią i zobaczyłam dosłownie potok krwi.
-Auuu!-Zrobiło mi się słabo.Mroczki przed oczami i przeprosiny barmana.Klara wzięła mnie za zdrową rękę mrucząc coś pod nosem.Na sali zderzyłyśmy się z jakimś chłopakiem.
-Cześć!Forfang tak?Czy mógłbyś nam pomóc i przynieść jakieś bandaże?
Pierwsze moje wrażenie to skąd ona wszystkich zna?Mój wzrok powędrował na tego gościa.W pamięci szukałam jego imienia.Co to w ogóle jest ten Forfang?
-Łołołoło...spokojnie!Co ty taka napalona.Po pierwsze skąd ty mnie znasz?A po drugie co ci się stało w rękę?-Ostatnie zdanie skierował do mnie.Gość był jakiś nie poważny.Zadawał pytania jak na wieczorku zapoznawczym i chyba nie raczył zwrócić uwagi,że cała podłoga zrobiła się czerwona.Co za palant!
-Kurwa koleś!Nie widzisz,że ja tu krwawię?!To teraz nieistotne skąd ona cię zna,więc rusz dupę i przynieś tę apteczkę.
Klara popatrzyła na mnie jak na smoczyce ziejącą ogniem.Moje lekkie uniesienie poskutkowało,bo skoczek w podskokach,co jest raczej adekwatne do jego zawodu pobiegł po apteczkę.Wrócił ale raczej tego nie chciał.Rozkazał mi usiąść i podać rękę.
-Sama sobie dam radę.-Warknęłam
-No nie wydaję mi się.
Ból był nie do wytrzymania więc w końcu uległam i wyciągnęłam rękę w jego stronę.Zaczął brać się za wyciąganie szkła.
-Auuu!To boli!
-Nie ma innej opcji.Musi boleć.
-Robisz to źle i dla tego boli.-Zacisnęłam zęby i starałam się nie zwracać na jego poczynania uwagi.Nie był najdelikatniejszy.
-Pawian w zoo by to lepiej zrobił niż ty!-Odpowiedział mi na to mocnym zaciśnięciem bandaża.
-Auuuuu!Chcesz mnie zabić?To nie tak się robi.
-A ty co studiujesz medycynę czy twoja stara to pielęgniarka hę?
Co za bezczelny gbur.Moja noga jak z automatu uderzyła go w to najcenniejsze dla mężczyzny miejsce.
-Głupia jesteś?
-No chyba raczej ty!
-Przestańcie!Zachowujecie się jak dzieci!!!-Klara nieźle się wkurzyła ale co jej do tego?
-A ty się nie wtrącaj!-Powiedziałam to w tym samym czasie co Forfang.Spojrzałam na niego z obrzydzeniem i zrobiłam co najmniej wytrzeszcz oczu.Gdy dokończył "dzieło" poszłam jak najszybciej do wyjścia.Za chwile podbiegła do mnie Klara.
-Gdzie byłaś?-zapytałam
-Musiałam mu podziękować.W końcu nie musiał nic zrobić.
-Taa jasne.Zabandażował mnie jak jakąś mumię,w ogóle nie mogę ruszać ręką. Pomożesz mi znaleźć coś przeciwbólowego?Chyba zjem całą paczkę tabletek.
-Pewnie.
Czułam się jak niepełnosprawna.Ciężkie jest życie gdy ma się do dyspozycji jedną a w dodatku lewą rękę.W pokoju hotelowym każda żyła w swoim świecie.Postać Forfanga budziła we mnie obrzydzenie ale dziwnie intrygowała.
-Ej Klara?Jak ma Forfang na imię?
-Johann Andre.Jakoś tak.
-Dzięki.
Dosyć szybko znalazłam go na Instagramie.Oho,lubi się chłopak chwalić.Nowe Nike,nowy iPhone,nowy Mac.
Do pokoju wpadł Hilde.Szybko zablokowałam telefon.
-No dziewczyny wy tutaj a za chwile zacznie się konkurs w Sapporo.Raz dwa wstawać idziecie za mną.
-Z tobą gdzie?-zapytała Klara.
-Do pokoju Andersa?
-Mam się bać?-odparła Klara wskazując na butelkę w rękach Toma.
-Czy ja wyglądam na niezrównoważonego psychicznie?Nic nie mów!Obejrzymy konkurs,trochę się pośmiejemy z Fannisa i jego wyższości nad nami a potem się zobaczy.
-Nie jestem pewna.To był dzień pełen przygód.
Musiałam się wtrącić.Spotkania ze skoczkami zawsze są fajne.
-Klara nie daj się prosić.Popatrz tylko na to małe biedne Hildziątko.Czy kiedykolwiek nudziłaś się z Norwegami?
-Hmm.Nie?
-No to chodźmy z Tomem.
-No dobra przekonałaś mnie!
Pokój Fannisa to bardzo wszechstronne miejsce służące nie tylko do spania ale również jako sala kinowa i kosz na śmieci.Rozsiadłam się na miejscu,które powinno być dla Fannemela.W końcu jestem od niego wyższa o całe 7 cm!Średnio na 10 skoków tylko podczas jednego było zupełnie cicho.Gdy skakał Norweg wszyscy się wstrzymywali od niepotrzebnych uwag i dosłownie dawali wiatr pod narty.Pora na Gregora.Mocno ściskam kciuki.Całkiem nieźle ale nie ustał.Przeklęłam po norwesku i zaczęłam zasypiać.Z drzemki obudził mnie krzyk dobiegający z telewizora.Ktoś upadł.Na powtórce zobaczyłam skoczka w charakterystycznym fioletowym kasku z Milką.Wellinger....albo Schmitt.Czyli Wellinger.Klara niesamowicie się tym przejęła.Prosiła Toma żeby dowiedział się co z Wellim.
-Daria?-zapytała roztrzęsionym głosem.
-Tak?
-Pójdziesz ze mną do pokoju?
-Jasne.
Usiadłyśmy na łóżku.Klara cały czas patrzyła w jeden punkt.Nic nie mówiła.Ciszę przerwał telefon.Nie mój dzwonek więc pewnie Klary.Wstałam,popatrzyłam na wyświetlacz:Andi.Jeżeli to jest ten Andi ,o którym ja myślę...Z niedowierzaniem podałam jej telefon.Z krótkich i nerwowych odpowiedzi przyjaciółki stwierdziłam,że to jednak jest on-Andreas Wellinger.Bóstwo wszystkich nastolatek,z wyjątkiem mnie,ale muszę przyznać,że oczy ma śliczne...Po skończonej rozmowie próbowałam jakoś pocieszyć Klarę.
-Wszystko będzie dobrze,zobaczysz.
-No nie wiem.Przewożą go do Norwegi.Co jeśli to coś poważnego?
-Gdyby to było coś poważnego to kazali by mu siedzieć w Japonii a nie wieźli przez pół świata.
-Tak myślisz?
-Tak.W Norwegii są dobrzy lekarze ale w Japonii jeszcze lepsi.-Nie wiedziałam czy to prawda ale trzeba coś wymyślić.
-Dzięki.Trochę się uspokoiłam.
-Widzisz.A teraz idź połóż się spać.Jutro...znaczy się już dzisiaj będzie lepiej.-Zważając jaka jest godziny jutro to dziś.
-Dobranoc Daria.
-Pchły na noc Klara.
Bezszelestnie weszłam do domu.Wolnym krokiem zmierzałam do swojego pokoju świecąc sobie telefonem.Wszyscy już spali.Powoli i delikatnie zamknęłam drzwi.Ściągnęłam plecak,którego nawet nie otwierałam.Popatrzyłam na opatrunek.Nie chciałam psuć sobie humoru widokiem rzeźni więc położyłam się spać.
Wstałam około południa.Sądząc po dźwięku,cały czas otwierających i zamykając się drzwi,rodzice byli w domu.
Włożyłam na siebie bluzę,aby ukryć rękę.Zostałam gorąco przywitana przez mamę:
-Wstała nasza księżniczka.Co sobie życzysz na śniadanie?
-Hmm.Zdaję się na ciebie.
Nalałam sobie wody i usiadłam przy stole.Mama próbowała nawiązać jakiś kontakt.
-Jak było wczoraj w szkole?
-Ujdzie.Byle do przodu.
-Tylko tyle?
-Tylko.
Nastała nieprzyjemna chwila ciszy.Mama nie dawała za wygraną.
-Dlaczego tak późno wróciłaś?
-Późno.No późno,późno.-Co tu wymyślić?-Po szkole poszłam do koleżanki pomóc jej z chemii.Trochę mi zajęło zanim cokolwiek zrozumiała.Potem obejrzałyśmy film i zrobiło się późno.
-No i wszystko jasne.Ojciec knuł różne teorie spiskowe.
-Teorie spiskowe?
-Tak.Bardzo ciekawe zresztą.
-Jakie?-Zżerała mnie ciekawość.
-Ucieczka,randka...chłopak.
-Pfff.On to ma wyobraźnie.
-Nie gorąco ci w bluzie.Jesteś cała czerwona.
Jasne,że gorąco ale co miałam zrobić.
-Nie no co ty.Zimno jest.
Czułam,że z ręką coś nie tak.
-Wiesz co,muszę iść do łazienki.
Zatrzasnęłam drzwi,ściągnęłam bluzę,zdjęłam opatrunek i...
-Auuu!
-Daria co się dzieje?
Czy ona zawsze wszystko wie?
-Nie nic.-Szybko odpowiedziałam,zawinęłam rękę w bluzę i wybiegłam z łazienki jak poparzona.Przy okazji wpadłam na zaniepokojoną mamę.Nie trzeba było długo czekać na jej pytanie.
-Co się dzieje?Dlaczego trzymasz się za rękę.Pokaż mi ją natychmiast!-Jej ton stał się głośny i stanowczy.Niepewnie wyciągam rękę w jej kierunku.Delikatnie bierze mnie za dłoń i cała blednie.Próbuję się jakoś bronić.
-Mamo to był wypadek.To nic poważnego.
-Nic poważnego?!Siadaj natychmiast.
Posłusznie siadam na sofie i czekam na swoją mammy.Za chwile przychodzi z dużą apteczką i zaczyna przesłuchanie
-Jak i gdzie to się stało?
-Ale co?
-Nie udawaj głupiej dobrze?Zadałam ci pytanie!
-Oj już nie denerwuj się...-Zaczynam panikować.Nie mam nic na swoją obronę.
-No czekam.
Jak ona delikatnie dezynfekuje rany i zawija bandaż.Nie ma porównania do tego zwierzęcia Forfanga.Johanna Andre na dodatek...
-W szkole...
-Ale jak?!
-No jakoś tak wyszło,nawet nie wiedziałam jak.
-Co wy tam robicie,że twoja ręka wygląda jak pobojowisko?
-No co my tam robimy...co...no uczymy się.A co mamy robić?
-Uczycie czego?Chyba sobie zadzwonię do twojej szkoły i spytam jak ty nie chcesz mi powiedzieć!
-To dzwoń!
I tak się wyda...
Poniedziałek był bardzo dziwnym i szalonym dniem.Rano śpieszyłam się do szkoły.Wiedziałam,że mama tam zadzwoni i wszystkiego się dowie.Trzeba była przy najmniej trochę załagodzić całą sytuację.Prędko przemierzałam przez ulice Vikersund.Nagle czyjaś dłoń złapała mnie za ramie.
-Hej Daria,prawda?-zapytał nieznajomy obojętnym głosem.
-Tak a pan...?-popatrzyłam w ciemnozielone oczy ukryte gdzieś pod kapturem grubej kurtki.Szukałam w nich odpowiedzi na swoje pytanie.-Forfang.
-Tak.Mam pytanie co z twoją ręką?-ton jego głosu był co najmniej chłodny a pytanie zadane z przymusu.
-Wszystko okej możesz już iść wykonałeś zadanie.
-Zadanie.Skąd wiedziałaś?-trochę się ożywił-Yyyy znaczy się yyy...
-Błagam cię...Jakbyś się bardziej postarał to zamroziłbyś tym pytaniem całą Norwegię na wieki wieków.Trener cię wysłał?
-Tak.Znaczy nie...ale no...
-No zdecydujesz się wreszcie!
-Zasadniczo to tak.
Zaczęłam chichotać.
-Z czego się śmiejesz?Jestem zielony?
-Nie,tylko pogubiłam się w odpowiedziach i nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
-Może:jaki dobry chłopak albo bardzo posłuszny z niego skoczek.-Szeroko się uśmiechnął i wskazał palcami na siebie.
-Nie raczej:co za fałszywy gość.
-Fałszywy?Ja fałszywy?Nie mam powodów żeby być fałszywym.
-Nie wcale.Nie chcę mi się komentować tego co się ostatnio stało,bo wiem co sobie o mnie myślisz i wcale nie chcę tego zmieniać ale...
-Czy musisz zaczynać każde zdanie od "nie"?-przerwał mi w połowie zdania.
-Nie!Skoro ostatnio zachowywałeś się jak ostatni cham to czemu teraz tak strasznie się o mnie troszczysz.Pomijając fakt,że trener wydał ci taki rozkaz.
-Pomijając fakt,że trener wydał mi ten rozkaz to ty prowokowałaś.Przypomnę ci:głupi pawianie i mocne kopnięcie w...
-Sam byłeś sobie winien!-tym razem ja mu przerywam.
-Powiedziałem jedno zdanie a ty przeciwko mnie kilkadziesiąt gorszych.Przepraszam ale jak ktoś tutaj zachowywał się jak cham to tylko ty!
Jego słowa dały mi do myślenia.Może rzeczywiście potraktowałam go zbyt ostro.Nie był niczemu winien,chciał pomóc...O nie,na pewno nie dam za wygraną,nie teraz,tym bardziej,że za bardzo przypomina mi...
-Ha i tu cię mam!-krzyknął triumfalnie.
-I co zadowolony?Idź już i nie marnuj sobie czasu.-nie potrafiłam ukryć złości.W końcu zagiął mnie jakiś chłopczyna w rurkach Forfang.
-Co to,to na pewno nie!Dostałem polecenie bezpiecznego odprowadzenie cię do szkoły i zamierzam się z niego wywiązać!-I ten jego ironiczny uśmieszek.
-A czy ja wyglądam jak małe pięcioletnie dziecko,które zgubi się we własnym domu!?
-Pięcioletnie dzieci są bardziej zaradne od ciebie.
-Jak ty mi działasz na nerwy!Chodź już,bo się spóźnię ale ostrzegam jedno słowo...-krzyczę grożąc palcem.
-Ty schowaj ten paluszek i chodź,bo się spóźnisz.
Hejoo!Kolejny rozdział trochę dłuższy ale mam nadzieję,że to nie problem.Tym razem pojawia się Forfang.Bardzo kluczowa postać.Różowo między nimi nie jest...
Są wakacje i będę częściej w szczególności w deszczowe dni takie jak teraz pisać.Mam w głowie pewien pomysł na coś zupełnie nowego ale raczej na razie zostawię to dla siebie...no chyba,że kompletnie oszaleję.Życzę miłych i dłuuuugich wakacji.Do zobaczenie w następnym :***
Stjernena.Oni na prawdę nie są w 100% ludźmi.Moje tysięczne postanowienie noworoczne znów nie wypaliło.wolałam spędzać czas z Klarą,którą zaczęłam traktować jak siostrę,niż siedzieć pięć razy w tygodniu w szkole.Rodzice albo zapracowani,albo na wyjeździe.
Pod koniec tygodnia,po długim porannym spacerze z Klarą wybrałyśmy się na siłownie.Fannis "gentleman" zapewnił nam wejście w każdy kąt budynku.Nawet do szatni ale to nie było najlepszym pomysłem.Widok ćwiczących skoczków nie robił na nas specjalnego wrażenia.Poszłyśmy do barku.
-To co zamawiamy?-Rzuciłam pytaniem i uśmieszkiem.
-Ja zamawiam Colę.
-Oj Klara nie bądź taka.Może coś mocniejszego?
-Wiem co ci po głowie chodzi ale myślisz,że to dostaniemy?
-Ja to załatwię.Trzeba to zrobić szybko.Nie może wyczuć twojego strachu.
-Co panie sobie życzą?
-Dwa piwa.-Odpowiadam i wracam szybko do rozmowy z moją nową znajomą.
-A ma pani osiemnaście lat?-Gość strasznie przepisowy.
-A nie wyglądam?
-To może jakiś dowodzik?
Klara wybucha śmiechem a ja przeszukuję kieszenie.Szeroko uśmiecham się w stronę barmana.
-No zapomniałam,taka ze mnie niezdara.
-To niestety wszystko jest do pani dyspozycji oprócz procentów.
-Pan też miał kiedyś te naście lat.-Maślane oczka nie pomogły.-No dobra.Niech będzie Cola.
-Dla mnie też.-Jak echo powtarza Klara.
Czekając na zamówienie żartowałyśmy sobie z całej sytuacji.
-Pamiętaj:nie może wyczuć twojego strachu!
-Haha.Będziesz mi to teraz wypominać do końca życia?
Gdy tylko zbliżył się do nas barman przestałyśmy.Próbowałyśmy powstrzymywać się od śmiechu.Jakże miłą atmosferę przerwał dźwięk tłuczonego szkła.Poczułam straszny ból w prawej ręce.Popatrzyłam się na nią i zobaczyłam dosłownie potok krwi.
-Auuu!-Zrobiło mi się słabo.Mroczki przed oczami i przeprosiny barmana.Klara wzięła mnie za zdrową rękę mrucząc coś pod nosem.Na sali zderzyłyśmy się z jakimś chłopakiem.
-Cześć!Forfang tak?Czy mógłbyś nam pomóc i przynieść jakieś bandaże?
Pierwsze moje wrażenie to skąd ona wszystkich zna?Mój wzrok powędrował na tego gościa.W pamięci szukałam jego imienia.Co to w ogóle jest ten Forfang?
-Łołołoło...spokojnie!Co ty taka napalona.Po pierwsze skąd ty mnie znasz?A po drugie co ci się stało w rękę?-Ostatnie zdanie skierował do mnie.Gość był jakiś nie poważny.Zadawał pytania jak na wieczorku zapoznawczym i chyba nie raczył zwrócić uwagi,że cała podłoga zrobiła się czerwona.Co za palant!
-Kurwa koleś!Nie widzisz,że ja tu krwawię?!To teraz nieistotne skąd ona cię zna,więc rusz dupę i przynieś tę apteczkę.
Klara popatrzyła na mnie jak na smoczyce ziejącą ogniem.Moje lekkie uniesienie poskutkowało,bo skoczek w podskokach,co jest raczej adekwatne do jego zawodu pobiegł po apteczkę.Wrócił ale raczej tego nie chciał.Rozkazał mi usiąść i podać rękę.
-Sama sobie dam radę.-Warknęłam
-No nie wydaję mi się.
Ból był nie do wytrzymania więc w końcu uległam i wyciągnęłam rękę w jego stronę.Zaczął brać się za wyciąganie szkła.
-Auuu!To boli!
-Nie ma innej opcji.Musi boleć.
-Robisz to źle i dla tego boli.-Zacisnęłam zęby i starałam się nie zwracać na jego poczynania uwagi.Nie był najdelikatniejszy.
-Pawian w zoo by to lepiej zrobił niż ty!-Odpowiedział mi na to mocnym zaciśnięciem bandaża.
-Auuuuu!Chcesz mnie zabić?To nie tak się robi.
-A ty co studiujesz medycynę czy twoja stara to pielęgniarka hę?
Co za bezczelny gbur.Moja noga jak z automatu uderzyła go w to najcenniejsze dla mężczyzny miejsce.
-Głupia jesteś?
-No chyba raczej ty!
-Przestańcie!Zachowujecie się jak dzieci!!!-Klara nieźle się wkurzyła ale co jej do tego?
-A ty się nie wtrącaj!-Powiedziałam to w tym samym czasie co Forfang.Spojrzałam na niego z obrzydzeniem i zrobiłam co najmniej wytrzeszcz oczu.Gdy dokończył "dzieło" poszłam jak najszybciej do wyjścia.Za chwile podbiegła do mnie Klara.
-Gdzie byłaś?-zapytałam
-Musiałam mu podziękować.W końcu nie musiał nic zrobić.
-Taa jasne.Zabandażował mnie jak jakąś mumię,w ogóle nie mogę ruszać ręką. Pomożesz mi znaleźć coś przeciwbólowego?Chyba zjem całą paczkę tabletek.
-Pewnie.
Czułam się jak niepełnosprawna.Ciężkie jest życie gdy ma się do dyspozycji jedną a w dodatku lewą rękę.W pokoju hotelowym każda żyła w swoim świecie.Postać Forfanga budziła we mnie obrzydzenie ale dziwnie intrygowała.
-Ej Klara?Jak ma Forfang na imię?
-Johann Andre.Jakoś tak.
-Dzięki.
Dosyć szybko znalazłam go na Instagramie.Oho,lubi się chłopak chwalić.Nowe Nike,nowy iPhone,nowy Mac.
Do pokoju wpadł Hilde.Szybko zablokowałam telefon.
-No dziewczyny wy tutaj a za chwile zacznie się konkurs w Sapporo.Raz dwa wstawać idziecie za mną.
-Z tobą gdzie?-zapytała Klara.
-Do pokoju Andersa?
-Mam się bać?-odparła Klara wskazując na butelkę w rękach Toma.
-Czy ja wyglądam na niezrównoważonego psychicznie?Nic nie mów!Obejrzymy konkurs,trochę się pośmiejemy z Fannisa i jego wyższości nad nami a potem się zobaczy.
-Nie jestem pewna.To był dzień pełen przygód.
Musiałam się wtrącić.Spotkania ze skoczkami zawsze są fajne.
-Klara nie daj się prosić.Popatrz tylko na to małe biedne Hildziątko.Czy kiedykolwiek nudziłaś się z Norwegami?
-Hmm.Nie?
-No to chodźmy z Tomem.
-No dobra przekonałaś mnie!
Pokój Fannisa to bardzo wszechstronne miejsce służące nie tylko do spania ale również jako sala kinowa i kosz na śmieci.Rozsiadłam się na miejscu,które powinno być dla Fannemela.W końcu jestem od niego wyższa o całe 7 cm!Średnio na 10 skoków tylko podczas jednego było zupełnie cicho.Gdy skakał Norweg wszyscy się wstrzymywali od niepotrzebnych uwag i dosłownie dawali wiatr pod narty.Pora na Gregora.Mocno ściskam kciuki.Całkiem nieźle ale nie ustał.Przeklęłam po norwesku i zaczęłam zasypiać.Z drzemki obudził mnie krzyk dobiegający z telewizora.Ktoś upadł.Na powtórce zobaczyłam skoczka w charakterystycznym fioletowym kasku z Milką.Wellinger....albo Schmitt.Czyli Wellinger.Klara niesamowicie się tym przejęła.Prosiła Toma żeby dowiedział się co z Wellim.
-Daria?-zapytała roztrzęsionym głosem.
-Tak?
-Pójdziesz ze mną do pokoju?
-Jasne.
Usiadłyśmy na łóżku.Klara cały czas patrzyła w jeden punkt.Nic nie mówiła.Ciszę przerwał telefon.Nie mój dzwonek więc pewnie Klary.Wstałam,popatrzyłam na wyświetlacz:Andi.Jeżeli to jest ten Andi ,o którym ja myślę...Z niedowierzaniem podałam jej telefon.Z krótkich i nerwowych odpowiedzi przyjaciółki stwierdziłam,że to jednak jest on-Andreas Wellinger.Bóstwo wszystkich nastolatek,z wyjątkiem mnie,ale muszę przyznać,że oczy ma śliczne...Po skończonej rozmowie próbowałam jakoś pocieszyć Klarę.
-Wszystko będzie dobrze,zobaczysz.
-No nie wiem.Przewożą go do Norwegi.Co jeśli to coś poważnego?
-Gdyby to było coś poważnego to kazali by mu siedzieć w Japonii a nie wieźli przez pół świata.
-Tak myślisz?
-Tak.W Norwegii są dobrzy lekarze ale w Japonii jeszcze lepsi.-Nie wiedziałam czy to prawda ale trzeba coś wymyślić.
-Dzięki.Trochę się uspokoiłam.
-Widzisz.A teraz idź połóż się spać.Jutro...znaczy się już dzisiaj będzie lepiej.-Zważając jaka jest godziny jutro to dziś.
-Dobranoc Daria.
-Pchły na noc Klara.
Bezszelestnie weszłam do domu.Wolnym krokiem zmierzałam do swojego pokoju świecąc sobie telefonem.Wszyscy już spali.Powoli i delikatnie zamknęłam drzwi.Ściągnęłam plecak,którego nawet nie otwierałam.Popatrzyłam na opatrunek.Nie chciałam psuć sobie humoru widokiem rzeźni więc położyłam się spać.
Wstałam około południa.Sądząc po dźwięku,cały czas otwierających i zamykając się drzwi,rodzice byli w domu.
Włożyłam na siebie bluzę,aby ukryć rękę.Zostałam gorąco przywitana przez mamę:
-Wstała nasza księżniczka.Co sobie życzysz na śniadanie?
-Hmm.Zdaję się na ciebie.
Nalałam sobie wody i usiadłam przy stole.Mama próbowała nawiązać jakiś kontakt.
-Jak było wczoraj w szkole?
-Ujdzie.Byle do przodu.
-Tylko tyle?
-Tylko.
Nastała nieprzyjemna chwila ciszy.Mama nie dawała za wygraną.
-Dlaczego tak późno wróciłaś?
-Późno.No późno,późno.-Co tu wymyślić?-Po szkole poszłam do koleżanki pomóc jej z chemii.Trochę mi zajęło zanim cokolwiek zrozumiała.Potem obejrzałyśmy film i zrobiło się późno.
-No i wszystko jasne.Ojciec knuł różne teorie spiskowe.
-Teorie spiskowe?
-Tak.Bardzo ciekawe zresztą.
-Jakie?-Zżerała mnie ciekawość.
-Ucieczka,randka...chłopak.
-Pfff.On to ma wyobraźnie.
-Nie gorąco ci w bluzie.Jesteś cała czerwona.
Jasne,że gorąco ale co miałam zrobić.
-Nie no co ty.Zimno jest.
Czułam,że z ręką coś nie tak.
-Wiesz co,muszę iść do łazienki.
Zatrzasnęłam drzwi,ściągnęłam bluzę,zdjęłam opatrunek i...
-Auuu!
-Daria co się dzieje?
Czy ona zawsze wszystko wie?
-Nie nic.-Szybko odpowiedziałam,zawinęłam rękę w bluzę i wybiegłam z łazienki jak poparzona.Przy okazji wpadłam na zaniepokojoną mamę.Nie trzeba było długo czekać na jej pytanie.
-Co się dzieje?Dlaczego trzymasz się za rękę.Pokaż mi ją natychmiast!-Jej ton stał się głośny i stanowczy.Niepewnie wyciągam rękę w jej kierunku.Delikatnie bierze mnie za dłoń i cała blednie.Próbuję się jakoś bronić.
-Mamo to był wypadek.To nic poważnego.
-Nic poważnego?!Siadaj natychmiast.
Posłusznie siadam na sofie i czekam na swoją mammy.Za chwile przychodzi z dużą apteczką i zaczyna przesłuchanie
-Jak i gdzie to się stało?
-Ale co?
-Nie udawaj głupiej dobrze?Zadałam ci pytanie!
-Oj już nie denerwuj się...-Zaczynam panikować.Nie mam nic na swoją obronę.
-No czekam.
Jak ona delikatnie dezynfekuje rany i zawija bandaż.Nie ma porównania do tego zwierzęcia Forfanga.Johanna Andre na dodatek...
-W szkole...
-Ale jak?!
-No jakoś tak wyszło,nawet nie wiedziałam jak.
-Co wy tam robicie,że twoja ręka wygląda jak pobojowisko?
-No co my tam robimy...co...no uczymy się.A co mamy robić?
-Uczycie czego?Chyba sobie zadzwonię do twojej szkoły i spytam jak ty nie chcesz mi powiedzieć!
-To dzwoń!
I tak się wyda...
Poniedziałek był bardzo dziwnym i szalonym dniem.Rano śpieszyłam się do szkoły.Wiedziałam,że mama tam zadzwoni i wszystkiego się dowie.Trzeba była przy najmniej trochę załagodzić całą sytuację.Prędko przemierzałam przez ulice Vikersund.Nagle czyjaś dłoń złapała mnie za ramie.
-Hej Daria,prawda?-zapytał nieznajomy obojętnym głosem.
-Tak a pan...?-popatrzyłam w ciemnozielone oczy ukryte gdzieś pod kapturem grubej kurtki.Szukałam w nich odpowiedzi na swoje pytanie.-Forfang.
-Tak.Mam pytanie co z twoją ręką?-ton jego głosu był co najmniej chłodny a pytanie zadane z przymusu.
-Wszystko okej możesz już iść wykonałeś zadanie.
-Zadanie.Skąd wiedziałaś?-trochę się ożywił-Yyyy znaczy się yyy...
-Błagam cię...Jakbyś się bardziej postarał to zamroziłbyś tym pytaniem całą Norwegię na wieki wieków.Trener cię wysłał?
-Tak.Znaczy nie...ale no...
-No zdecydujesz się wreszcie!
-Zasadniczo to tak.
Zaczęłam chichotać.
-Z czego się śmiejesz?Jestem zielony?
-Nie,tylko pogubiłam się w odpowiedziach i nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
-Może:jaki dobry chłopak albo bardzo posłuszny z niego skoczek.-Szeroko się uśmiechnął i wskazał palcami na siebie.
-Nie raczej:co za fałszywy gość.
-Fałszywy?Ja fałszywy?Nie mam powodów żeby być fałszywym.
-Nie wcale.Nie chcę mi się komentować tego co się ostatnio stało,bo wiem co sobie o mnie myślisz i wcale nie chcę tego zmieniać ale...
-Czy musisz zaczynać każde zdanie od "nie"?-przerwał mi w połowie zdania.
-Nie!Skoro ostatnio zachowywałeś się jak ostatni cham to czemu teraz tak strasznie się o mnie troszczysz.Pomijając fakt,że trener wydał ci taki rozkaz.
-Pomijając fakt,że trener wydał mi ten rozkaz to ty prowokowałaś.Przypomnę ci:głupi pawianie i mocne kopnięcie w...
-Sam byłeś sobie winien!-tym razem ja mu przerywam.
-Powiedziałem jedno zdanie a ty przeciwko mnie kilkadziesiąt gorszych.Przepraszam ale jak ktoś tutaj zachowywał się jak cham to tylko ty!
Jego słowa dały mi do myślenia.Może rzeczywiście potraktowałam go zbyt ostro.Nie był niczemu winien,chciał pomóc...O nie,na pewno nie dam za wygraną,nie teraz,tym bardziej,że za bardzo przypomina mi...
-Ha i tu cię mam!-krzyknął triumfalnie.
-I co zadowolony?Idź już i nie marnuj sobie czasu.-nie potrafiłam ukryć złości.W końcu zagiął mnie jakiś chłopczyna w rurkach Forfang.
-Co to,to na pewno nie!Dostałem polecenie bezpiecznego odprowadzenie cię do szkoły i zamierzam się z niego wywiązać!-I ten jego ironiczny uśmieszek.
-A czy ja wyglądam jak małe pięcioletnie dziecko,które zgubi się we własnym domu!?
-Pięcioletnie dzieci są bardziej zaradne od ciebie.
-Jak ty mi działasz na nerwy!Chodź już,bo się spóźnię ale ostrzegam jedno słowo...-krzyczę grożąc palcem.
-Ty schowaj ten paluszek i chodź,bo się spóźnisz.
Hejoo!Kolejny rozdział trochę dłuższy ale mam nadzieję,że to nie problem.Tym razem pojawia się Forfang.Bardzo kluczowa postać.Różowo między nimi nie jest...
Są wakacje i będę częściej w szczególności w deszczowe dni takie jak teraz pisać.Mam w głowie pewien pomysł na coś zupełnie nowego ale raczej na razie zostawię to dla siebie...no chyba,że kompletnie oszaleję.Życzę miłych i dłuuuugich wakacji.Do zobaczenie w następnym :***
sobota, 13 czerwca 2015
4.Moja intuicja nigdy nie zawodzi,czyli spotkanie wielu skutków.
Nie wiem co stało się Agnes.Wracałam sama i szczerze to nie obchodziło mnie to czy w ogóle żyje.Miałam nadzieję,że rodzice nic nie wiedzą o wagarach.Byłam przygotowana na kazanie i nawet mówiłam sobie w głowie cały scenariusz i linie obrony. Niepotrzebnie.O nic nie pytali.Ufali mi.Byli tak zapatrzeni w moją sumienność i prawdomówność,że pozwalali mi robić więcej i więcej.Bardzo wygodne,prawda?Miało to swoje dobre strony.Częste wyjścia,wagarowanie,które zaczęło mi się zdarzać coraz częściej i ich obojętność.Postanowiłam się zmienić.Nie myśleć o przeszłości i nie popadać w wyrzuty sumienia.Koniec z zamartwianiem się i robienie planów:co by było gdyby?Dają mi wolność?Proszę bardzo!
Punktem zwrotnym,który "nieco" popsuł nasze relacje był sylwester.Wróciłam odrobinę później niż powinnam i trochę w złym stanie.No ojej,o jedną szklaneczkę za dużo i cały dywan w.....no przecież każdemu się może zdarzyć.Pomijając fakt,że powiedziałam zbyt wiele na temat,o którym szczególnie oni nie powinni wiedzieć.Te kilka procentów zaszkodziło mi na tyle,że cały następny dzień musiałam słuchać jaka ja to jestem nieodpowiedzialna i,że nieładnie tak nazywać koleżankę.Jednak po burzliwej naradzie wysoki sąd wydał wyrok w postaci pouczenia i stwierdzenia,że w moim wieku trzeba się wyszaleć.Każdy na moim miejscu by się cieszył ale w mojej głowie zaświeciło się czerwone światełko.Każdy normalny i zdrowy na umyśle człowiek będący rodzicem,dałby mi dożywotni szlaban i kontrolował na każdym kroku.A oni?Nic,nic kompletne.Odniosłam wrażenie,że są wprost szczęśliwi z faktu,że ich siedemnastoletnia córeczka przechodzi spóźniony nastoletni bunt.Z jakiegoś dziwnego powodu nie miałam przyjaciółki,z którą mogłabym porozmawiać,zwierzyć się z tego,co mnie denerwuje i niepokoi.Jedyną taką osobą był Sven.Muszę przyznać,że kumplem jest świetnym.Mama zawsze powtarza,że chłopak cię lepiej zrozumie niż dziewczyna.Jej poglądy są oryginalne ale u mnie nie działają w 100%.Svenowi mówiłam o tych różnych sytuacjach z rodzicami ale przecież nie będę mu opowiadać o tym,że jestem zauroczona pewnym skoczkiem Gregorem S. i wyobrażam sobie różne dziwne rzeczy.Nawet on by tego nie zrozumiał.Potem już odpuściłam sobie rozmowy o rodzicielach ponieważ za każdym razem mówił mi,że oddał by wszystko,żeby mieć takich starszych.Dosyć szybko przeszły mi wyrzuty sumienia,które już nigdy się nie pojawiły.Mój nowy tok myślenia podążał za stwierdzeniem-"facet to świnia ale Gregora biorę w ciemno" Wystarczy,że raz miałam złamane a raczej poćwiartowane serce.W szkole bywałam gościem przez moje wypady to tu,to tam...wycieczki krajoznawcze w czasie lekcji.Podróże kształcą,a mi bardzo pomogły odbudować się psychicznie.Odkopałam swoją gitarę z grubej warstwy kurzu i przypominałam sobie chwyty.Instrument,który był na liście życzeń sprzed kilku lat wrócił do łask.Nie tylko on.Skoki narciarskie-sport mojego dzieciństwa też stał się bardzo ważny.Jedynym momentem wspólnego spotkania dłuższego niż 15 minut,mnie i taty to weekend'owe konkursy ale i wtedy więcej nas dzieliło niż łączyło.On Norwegia,ja Austria.On Fannemel,Bardal,Jacobsen,Velta,ja Schlierezauer.Nie potrafił się powstrzymać od ostrych komentarzy.Ja głupia,zbyt często wybuchałam.
-Haha 8-0 dla mnie Daria.Twojego lalusia znów nie ma na podium,a reszta bandy Kuttina daleko...z tyłu.
-I co w związku z tym?-Udawana obojętność zupełnie mi nie wychodzi,co zawsze kończy się ucieczką do pokoju i mocnym trzaśnięciem drzwi.
-Oj,nie denerwuj się.Przecież ktoś też musi zapełniać środek tabeli. Młodość jest głupia,a ty wybrałaś złego gościa do wzdychania i wieszania na ścianie.W formie plakatu oczywiście.
-Jesteś zwykłym szowinistą!
-Nie złość się już,to tylko żarty.
-Nie śmieszne.Może zamiast wytykać mi,że wolę Austriaków niż Norwegów i śmiać się z tego na każdym kroku,zapytałbyś jak u mnie,czy mnie coś nie denerwuję!-Najwyraźniej to rozbawiło go jeszcze bardziej,bo zapytał:
-No dobrze,czy coś cie denerwuje?
-Tak,ty mnie denerwujesz!
Machnął tylko na to bezradnie ręką i wrócił przed telewizor.Poszłam do pokoju,dopełniłam swój rytuał,trzaskając drzwiami i wzięłam swoja gitarę.Próbowałam zagrać coś sensownego ale nic nie wychodziło.Porzuciłam swoje kompozytorskie zapędy i wsłuchałam się w kłótnie rodziców.
-Porozmawiałbyś z nią,a nie tylko siedział bezczynnie,gdy masz chwile czasu!
-Co ty masz do mnie pretensje?To ona...
Nie chciało mi się tego już słuchać.Wzięłam telefon i zaczęłam sprawdzać posty na Facebook'u.Długo to jednak nie potrwało,bo do mojego pokoju wszedł niespodziewany gość-ojciec.Jaki z niego pantoflarz,wystarczy,że mama trochę go okrzyczy,a on wykonuje wszystkie jej rozkazy.Usiadł koło mnie i zaczął swój monolog:
-Hmm.Głupio wyszło.No ale przyznaj,że miałem trochę racji.-Podniosłam głowę sprzed telefonu i zmroziłam go spojrzeniem.On jednak kontynuował:
-No dobrze,skończmy ten temat.Jak tam w szkole?
Cisza.
-To chyba oznacza,że nie tak źle.
Znowu cisza.Jego determinacja zaczęła maleć.Rozglądał się po pokoju szukając tematu do rozmowy.
-A chłopaka masz?
Z nim się nie da wytrzymać!Zablokowałam telefon,rzuciłam na poduszkę i wybuchłam:
-Wal się!
-I tak właśnie wygląda z tobą rozmowa!Zobaczysz jak będziesz czegoś chciała...
-Wyjdź stąd już!
-Bezczelna!Zobaczysz!
Następnego dnia
"Tym razem muszę iść do szkoły!"Przylepiłam sobie karteczkę z tym napisem na szafkę nocną.Taka mała motywacja a raczej rozkaz.Budzik zadzwonił jak zwykle o 6:45.Odzwyczaiłam się od tak wczesnego wstawania.Rodziców praktycznie całymi dniami nie ma w domu,więc mogę pozwolić sobie na dni wolne.W mojej głowie trąbi,maszeruje,dobija się jedna myśl-nie mogę tyle opuszczać!Tak bardzo mi się nie chciało.Jeszcze tylko maleńkie 5 minutek i wstaję.5,10,15,30...."I want to die!"Znowu budzik.Niechętnie wstałam z łóżka i się przeciągnęłam.Z grymasem popatrzyłam jeszcze raz na przylepioną karteczkę."Nie bądź idiotką wstawaj","Idź się połóż i śpij".Dobro walczy ze złem.Zeszłam na dół.Pusto jak zwykle.Mocna kawka na dobry początek dnia.Ogarnięta i gotowa,patrze na zegarek-7:54.Co?O nie w poniedziałki mam na 8! Uuuu jak zimno!Szybkim krokiem zmierzam do szkoły.Biegnę!Wparowałam do klasy z 15 minutowym spóźnieniem.
-Widzę,że ktoś raczył zaszczycić nas swoją obecnością.-Nauczyciel jest bezpośredni ale zarazem miły.
Przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam koło Svena.
-Cześć.Co się stało,że przyszłaś?
-Cześć.Postanowienie noworoczne.
-Które z kolei?
Skwitowałam to uśmiechem.
Pod koniec lekcji obudził mnie nauczyciel,który jak na złość musiał stać koło mnie!
-Waszym zadaniem domowym będzie napisać wywiad.
-Nieeee!-cała klasa w jęk.
-Ale to nie będzie taki zwykły wywiad.Macie wczuć się rolę.Wybierzcie jedną postać i zadajcie jej rzeczowe pytanie.Radzę wam niech to będzie postać,którą lubicie,bo musicie na nie odpowiedzieć.
-Nieeee!-I znowu jęk...
Postać?Znana,moja ulubiona,pytania,odpowiedzi.Wybór jest prosty Gregor!Pierwsze pytanie:Jaki jest ideał Pana dziewczyny?Odpowiedź:Oryginalna,najlepiej z mahoniowymi włosami,taka jak pani dziennikarko(Gregor puszcza oczko).
Lekki uśmieszek zagościł na mojej twarzy.
-Tak,tak!Radzę wam się do tego przyłożyć.Ostrzegam,ten kto tego nie odda,niech pożegna się z dobrą oceną na koniec!-Ostatnie zdanie wypowiedział kierując swój wzrok na mnie.
Po powrocie do domu przeczytałam wszystko,co tylko się dało,aby wczuć się w postać Gregora.O ile pytania wychodziły średnio ale wychodziły,to z odpowiedziami było ciężko.Trudno odpowiadać w czyimś imieniu więc odłożyłam to na później.
Męczący,bez sensu,żałosny,samotny tydzień w szkole.Bez pomysły w głowie.Przerwany przez jeszcze bardziej samotny weekend.Rodzice pojechali sobie i zostawili mnie samą.
-Masz dom dla siebie.Tylko pamiętaj nie przesadzaj!-Złowieszcza rada mojej mamy nie wywarła na mnie wrażenia.Nie miałam ochoty na imprezy.Chciałam być sama i odespać cały weekend.Jaki idiota wymyślił szkołę rano przez prawie cały tydzień?Spojrzałam w kalendarz:Styczeń 2015.O matko,ja chcę wakacje!
Lotnisko w Oslo.
Przyloty,odloty,łazienki.Mnóstwo osób z wielu krajów.Inni się żegnają ,inni witają.Miejsce idealne dla mnie.Nie wiem czemu wybrałam to miejsce.Intuicja mówiła mi,że może spotkam tu kogoś ciekawego.Wyciągnęłam gitarę i dałam wodzę fantazji.Pewna siebie grałam kolejny cover.Raz się żyje coś zaśpiewam.
Punktem zwrotnym,który "nieco" popsuł nasze relacje był sylwester.Wróciłam odrobinę później niż powinnam i trochę w złym stanie.No ojej,o jedną szklaneczkę za dużo i cały dywan w.....no przecież każdemu się może zdarzyć.Pomijając fakt,że powiedziałam zbyt wiele na temat,o którym szczególnie oni nie powinni wiedzieć.Te kilka procentów zaszkodziło mi na tyle,że cały następny dzień musiałam słuchać jaka ja to jestem nieodpowiedzialna i,że nieładnie tak nazywać koleżankę.Jednak po burzliwej naradzie wysoki sąd wydał wyrok w postaci pouczenia i stwierdzenia,że w moim wieku trzeba się wyszaleć.Każdy na moim miejscu by się cieszył ale w mojej głowie zaświeciło się czerwone światełko.Każdy normalny i zdrowy na umyśle człowiek będący rodzicem,dałby mi dożywotni szlaban i kontrolował na każdym kroku.A oni?Nic,nic kompletne.Odniosłam wrażenie,że są wprost szczęśliwi z faktu,że ich siedemnastoletnia córeczka przechodzi spóźniony nastoletni bunt.Z jakiegoś dziwnego powodu nie miałam przyjaciółki,z którą mogłabym porozmawiać,zwierzyć się z tego,co mnie denerwuje i niepokoi.Jedyną taką osobą był Sven.Muszę przyznać,że kumplem jest świetnym.Mama zawsze powtarza,że chłopak cię lepiej zrozumie niż dziewczyna.Jej poglądy są oryginalne ale u mnie nie działają w 100%.Svenowi mówiłam o tych różnych sytuacjach z rodzicami ale przecież nie będę mu opowiadać o tym,że jestem zauroczona pewnym skoczkiem Gregorem S. i wyobrażam sobie różne dziwne rzeczy.Nawet on by tego nie zrozumiał.Potem już odpuściłam sobie rozmowy o rodzicielach ponieważ za każdym razem mówił mi,że oddał by wszystko,żeby mieć takich starszych.Dosyć szybko przeszły mi wyrzuty sumienia,które już nigdy się nie pojawiły.Mój nowy tok myślenia podążał za stwierdzeniem-"facet to świnia ale Gregora biorę w ciemno" Wystarczy,że raz miałam złamane a raczej poćwiartowane serce.W szkole bywałam gościem przez moje wypady to tu,to tam...wycieczki krajoznawcze w czasie lekcji.Podróże kształcą,a mi bardzo pomogły odbudować się psychicznie.Odkopałam swoją gitarę z grubej warstwy kurzu i przypominałam sobie chwyty.Instrument,który był na liście życzeń sprzed kilku lat wrócił do łask.Nie tylko on.Skoki narciarskie-sport mojego dzieciństwa też stał się bardzo ważny.Jedynym momentem wspólnego spotkania dłuższego niż 15 minut,mnie i taty to weekend'owe konkursy ale i wtedy więcej nas dzieliło niż łączyło.On Norwegia,ja Austria.On Fannemel,Bardal,Jacobsen,Velta,ja Schlierezauer.Nie potrafił się powstrzymać od ostrych komentarzy.Ja głupia,zbyt często wybuchałam.
-Haha 8-0 dla mnie Daria.Twojego lalusia znów nie ma na podium,a reszta bandy Kuttina daleko...z tyłu.
-I co w związku z tym?-Udawana obojętność zupełnie mi nie wychodzi,co zawsze kończy się ucieczką do pokoju i mocnym trzaśnięciem drzwi.
-Oj,nie denerwuj się.Przecież ktoś też musi zapełniać środek tabeli. Młodość jest głupia,a ty wybrałaś złego gościa do wzdychania i wieszania na ścianie.W formie plakatu oczywiście.
-Jesteś zwykłym szowinistą!
-Nie złość się już,to tylko żarty.
-Nie śmieszne.Może zamiast wytykać mi,że wolę Austriaków niż Norwegów i śmiać się z tego na każdym kroku,zapytałbyś jak u mnie,czy mnie coś nie denerwuję!-Najwyraźniej to rozbawiło go jeszcze bardziej,bo zapytał:
-No dobrze,czy coś cie denerwuje?
-Tak,ty mnie denerwujesz!
Machnął tylko na to bezradnie ręką i wrócił przed telewizor.Poszłam do pokoju,dopełniłam swój rytuał,trzaskając drzwiami i wzięłam swoja gitarę.Próbowałam zagrać coś sensownego ale nic nie wychodziło.Porzuciłam swoje kompozytorskie zapędy i wsłuchałam się w kłótnie rodziców.
-Porozmawiałbyś z nią,a nie tylko siedział bezczynnie,gdy masz chwile czasu!
-Co ty masz do mnie pretensje?To ona...
Nie chciało mi się tego już słuchać.Wzięłam telefon i zaczęłam sprawdzać posty na Facebook'u.Długo to jednak nie potrwało,bo do mojego pokoju wszedł niespodziewany gość-ojciec.Jaki z niego pantoflarz,wystarczy,że mama trochę go okrzyczy,a on wykonuje wszystkie jej rozkazy.Usiadł koło mnie i zaczął swój monolog:
-Hmm.Głupio wyszło.No ale przyznaj,że miałem trochę racji.-Podniosłam głowę sprzed telefonu i zmroziłam go spojrzeniem.On jednak kontynuował:
-No dobrze,skończmy ten temat.Jak tam w szkole?
Cisza.
-To chyba oznacza,że nie tak źle.
Znowu cisza.Jego determinacja zaczęła maleć.Rozglądał się po pokoju szukając tematu do rozmowy.
-A chłopaka masz?
Z nim się nie da wytrzymać!Zablokowałam telefon,rzuciłam na poduszkę i wybuchłam:
-Wal się!
-I tak właśnie wygląda z tobą rozmowa!Zobaczysz jak będziesz czegoś chciała...
-Wyjdź stąd już!
-Bezczelna!Zobaczysz!
Następnego dnia
"Tym razem muszę iść do szkoły!"Przylepiłam sobie karteczkę z tym napisem na szafkę nocną.Taka mała motywacja a raczej rozkaz.Budzik zadzwonił jak zwykle o 6:45.Odzwyczaiłam się od tak wczesnego wstawania.Rodziców praktycznie całymi dniami nie ma w domu,więc mogę pozwolić sobie na dni wolne.W mojej głowie trąbi,maszeruje,dobija się jedna myśl-nie mogę tyle opuszczać!Tak bardzo mi się nie chciało.Jeszcze tylko maleńkie 5 minutek i wstaję.5,10,15,30...."I want to die!"Znowu budzik.Niechętnie wstałam z łóżka i się przeciągnęłam.Z grymasem popatrzyłam jeszcze raz na przylepioną karteczkę."Nie bądź idiotką wstawaj","Idź się połóż i śpij".Dobro walczy ze złem.Zeszłam na dół.Pusto jak zwykle.Mocna kawka na dobry początek dnia.Ogarnięta i gotowa,patrze na zegarek-7:54.Co?O nie w poniedziałki mam na 8! Uuuu jak zimno!Szybkim krokiem zmierzam do szkoły.Biegnę!Wparowałam do klasy z 15 minutowym spóźnieniem.
-Widzę,że ktoś raczył zaszczycić nas swoją obecnością.-Nauczyciel jest bezpośredni ale zarazem miły.
Przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam koło Svena.
-Cześć.Co się stało,że przyszłaś?
-Cześć.Postanowienie noworoczne.
-Które z kolei?
Skwitowałam to uśmiechem.
Pod koniec lekcji obudził mnie nauczyciel,który jak na złość musiał stać koło mnie!
-Waszym zadaniem domowym będzie napisać wywiad.
-Nieeee!-cała klasa w jęk.
-Ale to nie będzie taki zwykły wywiad.Macie wczuć się rolę.Wybierzcie jedną postać i zadajcie jej rzeczowe pytanie.Radzę wam niech to będzie postać,którą lubicie,bo musicie na nie odpowiedzieć.
-Nieeee!-I znowu jęk...
Postać?Znana,moja ulubiona,pytania,odpowiedzi.Wybór jest prosty Gregor!Pierwsze pytanie:Jaki jest ideał Pana dziewczyny?Odpowiedź:Oryginalna,najlepiej z mahoniowymi włosami,taka jak pani dziennikarko(Gregor puszcza oczko).
Lekki uśmieszek zagościł na mojej twarzy.
-Tak,tak!Radzę wam się do tego przyłożyć.Ostrzegam,ten kto tego nie odda,niech pożegna się z dobrą oceną na koniec!-Ostatnie zdanie wypowiedział kierując swój wzrok na mnie.
Po powrocie do domu przeczytałam wszystko,co tylko się dało,aby wczuć się w postać Gregora.O ile pytania wychodziły średnio ale wychodziły,to z odpowiedziami było ciężko.Trudno odpowiadać w czyimś imieniu więc odłożyłam to na później.
Męczący,bez sensu,żałosny,samotny tydzień w szkole.Bez pomysły w głowie.Przerwany przez jeszcze bardziej samotny weekend.Rodzice pojechali sobie i zostawili mnie samą.
-Masz dom dla siebie.Tylko pamiętaj nie przesadzaj!-Złowieszcza rada mojej mamy nie wywarła na mnie wrażenia.Nie miałam ochoty na imprezy.Chciałam być sama i odespać cały weekend.Jaki idiota wymyślił szkołę rano przez prawie cały tydzień?Spojrzałam w kalendarz:Styczeń 2015.O matko,ja chcę wakacje!
Lotnisko w Oslo.
Przyloty,odloty,łazienki.Mnóstwo osób z wielu krajów.Inni się żegnają ,inni witają.Miejsce idealne dla mnie.Nie wiem czemu wybrałam to miejsce.Intuicja mówiła mi,że może spotkam tu kogoś ciekawego.Wyciągnęłam gitarę i dałam wodzę fantazji.Pewna siebie grałam kolejny cover.Raz się żyje coś zaśpiewam.
Rest in me and I'll comfort you
I have lived and I died for you
Abide in me and I vow to you
I will never forsake you
They'll never see
I'll never be
I'll struggle on and on to feed this hunger
Burning deep inside of me
Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę,która głośno bije brawo.Zrobiło mi się miło.Norwegowie nie są tacy pogodni i otwarci od razu,trzeba ich poznać Uśmiechnęłam się szeroko i wskazałam na ławkę.
-Cześć,jestem Daria
-A ja Klara.Mieszkasz tutaj?
-W sumie to tak.Ale bardziej w okolicy Vikersund.
-O to super,bo ja pochodzę z Polski i jestem tutaj pierwszy raz.Właśnie próbuję dostać się do Vikersund ale zupełnie nie wiem gdzie to jest.-Wiedziałam,że nie Norweżka!Mogę jej pomóc,być w nowym miejscu i to na dodatek chyba samemu..
-Nie martw się znam tę okolicę jak własna kieszeń.Ze mną nie zginiesz!
-To dobrze.Ale jak mogę się dostać do Vikersund?
-Polecam taksówkę ale możesz pojechać też autobusem lub nawet wynająć helikopter.-No co ona tak patrzy?
-Uff co za ulga!-Popatrzyłam w tą samą stronę i wszystko jasne.
-Widzę,że fanka Norwegów co?Ja osobiście jestem w dość dziwnym związku z Gregorem Schlierenzauerem.-Na żarty nigdy za późno.Na jej twarzy zagościło zdziwienie.
-Co ty?Że jak?Ja słyszałam,że on chodzi z nie jaką Sandrą!
-No tak bo on o nas nie wie.Hahahaha!-Skoro ona uwierzyła to i inni mogą.Nie,może lepiej nie.To by było głupie.
-Hahahaha.Prawie ci uwierzyłam.
-Prawie.Skoro lubisz Norwegów,to musisz lubić skoki narciarskie?
-Tak.Nawet bardzo.Byłam nawet na ostatnim konkursie w Zakopanem z koleżanką.Ach,ta atmosfera gdy konkursy są w Polsce.
-Tak słyszałam.Mój kolega był rok temu w Polsce na skokach.Podobno zajebiście.Ja byłam ostatnio w Lillehammer.Tylko strasznie wiało.Nie cierpię tego. Ale przynajmniej wygrał Gregor.
-Haha,przynajmniej.
Moja nowa znajoma nagle wstała i podbiegła do jakiegoś niskiego gościa.Rzuciła mu się na szyje i szeptała do ucha.Szczerze to trochę jej zazdrościłam.Przyjechała do obcego kraju najprawdopodobniej dla tego gościa,który ja teraz przytula.Ej no,zaraz.Ten gość to...Nie niemożliwe.Tak przynajmniej myślałam dopóki Klara mi go nie przedstawiła:
-Daria,to jest Anders...
-Fannemel-dokończyłam
-Tak dokładnie Fannemel.Anders Fannemel.
-Ja jestem Daria.-Myślałam co by tu jeszcze powiedzieć.Miałam palnąć:"Mój tata by się chyba zsikał jakby cię yyy pana zobaczył"ale to chyba zbyt szczere na pierwsze i najprawdopodobniej ostatnie spotkanie.Popatrzyłam na Klarę.Krótka chwila wystarczyła żebym ją na prawdę polubiła.Nie wyglądała za dobrze.Jej oczy zmęczone wędrowały w stronę wyjścia.Anders był szybszy ode mnie:
-Widzę Klara,że jesteś zmęczona.
W taksówce czułam się nieswojo.Nie chciałam im przeszkadzać.W końcu się chyba musieli znać.
W drodze do hotelu szłam obok Fannemela niosącego Klarę na rękach.Jaki on czuły.No ja nie wytrzymam,to takie romantyczne.
-Dzięki Daria.-Podziękowania Fannemela zrobiły na mnie duze wrażenie.
-Za co?
-Że pewnie gdybym nie przyleciał do Oslo to byś ją tu zaprowadziła i dała kilka rad jak nie zostać zjedzonym przez niedźwiedzia.
-Pewnie tak.Nie ma sprawy.Pa.-Miałam już wychodzić,gdy Klara nagle złapała mnie za rękę.
-Hej co się stało?Dlaczego wychodzisz?
-Przecież nie jestem tutaj potrzebna.Miałam tylko zaprowadzić cię do Vikersund i tyle.A poza tym jak widzę nie potrzebujesz już mojej pomocy.-Oczekiwałam odpowiedzi typu "Spoko,dzięki,żegnaj" ale się przeliczyłam.Pozytywnie przeliczyłam.
-Co ty gadasz?Myslisz,że on będzie na każde moje zawołanie?Fannemel musi trenować więc ktoś będzie musiał oprowadzać mnie po mieście.A po za tym co ja będę sama robić w pokoju?Hmm..no nie daj się prosić tylko zostań.-Mówił ci ktoś,że możesz zostać adwokatem?
-Ostatecznie na parę dni mogę się zgodzić i tak mój dom zajęli rodzice więc...trochę spokoju się przyda.
Hejoo!Jest nowy rozdział.Powiem szczerze,że pisałam go na raty.To burza,to nie ma internetu zadupie ,to po prostu jakiś sprawdzian.Głowna bohaterka w końcu poznaje Klarę.Przysięgam,że teraz będzie ostro,gorąco i ciekawie!Cieszę się,że ktoś tu w ogóle jest!DZIĘKUJĘ WAM ;* To opowiadanie to takie oderwanie od rzeczywistości.Zapraszam do komentowanie pozytywnego,które motywuje i negatywnego,które daje obraz na to gdzie trzeba się poprawić.Dzięki jeszcze raz i buziaczki :***
niedziela, 10 maja 2015
3.Świat nie kręci się wokół mnie...a jednak!
Kolejny dzień był idealny na obejrzenie konkursu.Całą noc mocno sypał śnieg i świat pokrył się białym puchem.O dziwo rano nie zapomniałam tego co planowałam wieczorem.Czekałam na tego jednego,na tego,który sprawił,że znowu oglądam skoki narciarskie z wielkim uśmiechem na twarzy.Gregor!Nawet zaczęłam odliczać dni do konkursów w Lillehammer.Co się ze mną dzieje?To pytanie zadawałam sobie przed każdą serią.To nie było zwykłe oglądanie skoków i patrzenie w ekran telewizora.Żyłam każdym skokiem.Niech wszyscy skaczą krócej niż Gregor!W przeciągu dwóch tygodni nadrobiłam zaległości sprzed wielu bezsensownie obejrzanych sezonów.Starałam się zbytnio nie okazywać,że z dnia na dzień zaczęłam interesować się skokami,chociaż czułam,że robię to tylko po to,aby zobaczyć Gregora!
W dniu wyjazdu do Lillehammer byłam niesamowicie szczęśliwa.Mama nie ukrywała zdziwienia,że potrafię się cieszyć z "wycieczki na te przeklęte skoki".Czy rodzice muszą wszystko wiedzieć?Chyba tak,skoro nawet moja mama ,niezainteresowana skokami wiedziała,że zakochałam się w Gregorze.Czy aż tak głośno go dopingowałam i życzyłam spieprzenia roboty innym?
Ciepło ubrana i gotowa na przygodę(i ja to mówię?!) pożegnałam się z mamą:
-Pa,my wrócimy w niedziele wieczorem.
-Wracajcie jak najszybciej.Jak wam się chce oglądać te nudy i to jeszcze na żywo pod skocznią.
-Mamo!Przecież wiesz,że tata beze mnie by się nudził!Muszę mu trochę podokuczać jak przegra zakład!
Dzień bez komentarza mojego taty,to dzień stracony.Zaczął się bronić atakiem:
-Tak na pewno twój Schlieri wygra.Ten zakład będzie twoją największą porażką córeczko!
-Zobaczymy!
Jesteśmy,witaj Lillehammer!Kwalifikacje.Z jednej strony ciekawe,bo można pooglądać nowych zawodników.Jednym z nich był młody norweg:Johann Andre Forfang.Publika kocha nowych skoczków,szczególnie młode (norweskie) talenty."Skok powyżej punktu K Johanna,to daje duże szanse na występ juniora w jutrzejszym konkursie".Spiker najwyraźniej szczęśliwy,że kolejny Norweg w konkursie.Razem z tata staliśmy w bardzo dobrym miejscu na łapanie autografów.On łapał,a ja czekał na Gregora.Skakali kolejni zawodnicy.Widziałam każdego z nich po skoku.Jakiś gość sprawdzał im kombinezony,narty i inne pierdołki,które są im potrzebne do skoku.Na stanowisku lidera cały czas ten młody Norweg.Wyglądał na szczęśliwego z dobrego skoku.Jest Gregor!Tata tylko obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem.Trzeba przyznać,że jak na panujące warunki Schlieri skoczył bardzo dobrze.Pożerałam go wzrokiem i marzyłam żeby go pocałować.Jaka ze mnie wariatka,przez jednego Gregora moja twarda skorupa zaczyna znikać.Melancholijny nastroik przerwało przekleństwo,które padło z ust Forfanga:
-Kur*a-i rzucił kaskiem o ziemie.Oparł się o barierkę i spuścił głowę.Był wściekły,wziął swoje rzeczy i szybkim krokiem udał się w stronę domków.Jedyne co przeszło mi przez głowę-rozpieszczony dzieciaczek z niego.Dyskwalifikacja,nie pierwsza i nie ostatnia.Niestety Gregor nie pojawił się aby rozdawać autografy.Jutro też jest dzień...
Po pierwszej serii konkursu trwały 2 wojny Norwesko-Austriacka,Schlieri walczył z Fannemelem,oraz konflikt na linii córka-ojciec.W mojej głowie kłębiła się myśl:Gregor wygraj to!Jest już na belce.Zaświeciło się zielone światło,zamknęłam oczy i..."138,5 metra Gregora Schlierenzauera!".Nerwowy moment,zliczane punkty za odległość,styl,wiatr i belkę.Gregor stał i wpatrywał się w tablice wyników z uśmieszkiem jakby wiedział co ma nastąpić.Patrzyłam się na tatę,a on na mnie.Z głośników wydobył się krzyk spikera:"Gregor Schlierenzauer zwycięzcą dzisiejszego konkursu!"Tata chyba nie dowierzał,że wygrał Gregor i w to,że przegrał ze mną zakład.
Drugi dzień nie obfitował w tyle emocji i szczęścia.Ten przeklęty wiatr!Gregor wypadł średnio,z czego tata był mega zadowolony.Uff,dobrze,że zakład nie obejmował niedzielnego konkursu.Przez ten wiatr było strasznie zimno.Nie cierpię gdy zawody są przerywane przez warunki.Odetchnęłam z ulgą,gdy ten cały niedzielny cyrk wreszcie się skończył.Jak tylko wróciłam do domu,padłam na łóżko i zasnęłam.
Przez te wszystkie dni po pierwszej "turze" skoków w Norwegii moje życie opierało się na stwierdzeniu:byle do przodu.Święta zbliżały się wielkimi krokami.Boże Narodzenie=prezenty.Trochę się zdziwiłam,gdy Agnes zaproponowała mi wspólne zakupy.Jakoś zbytnio za sobą nie przepadamy.Hmm...gdzie dziewczyny mogą poznać się lepiej?Na zakupach!Nie chciało nam się siedzieć w szkole,na dodatek fizyce,więc postanowiłyśmy zrobić sobie wagary.Oslo było nasze i z pewnością nie żałuję,bo to co się wydarzyło może się zdarzyć tylko mi(w pozytywnym słowa tego znaczeniu)
Choinki,wszędzie choinki,wszędzie mowa o prezentach,o radości,o wspólnych chwilach,o prezentach!Mój umysł rozdarty był pomiędzy tym,co dostanę i tym co ja kupię.Moi rodzice nie umieją dochować niespodzianki(na szczęście ja umiem) i już od pewnego czasu doskonale wiem,co znajdę pod choinką.Razem z Agnes miałyśmy niezłą bekę,gdy jeden gość zapytał się nas czy nie powinnyśmy być w szkole.Był chyba cudzoziemcem,bo mówił po angielsku z mocno wymawianym RRR.Jestem na to dość przeczulona.Nie ma to jak tłumaczenia,że jest zbyt dużo śniegu żeby wyjść z domu.A jednak!W pewnym momencie zobaczyłam coś co całkowicie wybiło mnie z równowagi.Dwóch gości,jeden z nich był przebrany za niedźwiedzia.Zatrzymałam się i przeczytałam tabliczkę,na której napisane było wszystko.Wynikło z tego tyle,że za każde zrobione zdjęcie z "miśkiem" to pomoc dla chorej na białaczkę dziewczynki.Nic dziwnego,że ktoś chce pomóc.Czytam ostatnie zdanie:"a w naszą akcję osobiście zaangażowali się Tom Hilde i Andreas Stjernen.." i ogarnia mnie myśl,że muszę zrobić sobie zdjęcie z Hildo-niedźwiedziem.Tom ze wszystkimi robił dziwne pozycje,nie mogę być gorsza.Gdy podeszłam do ^^niedźwiadka^^ Stjernen popatrzył się na mnie i rzucił lekki uśmieszek do Hilde.Czy on coś knuje?Nie!To niemożliwe, świat nie kręci się wokół mnie.Zrobiłam głupią minę i tyle.Trochę żałowałam,że ten diabelski uśmieszek Stjernena nie oznaczał jakiejś intrygi w stosunku do mnie.Chociaż pewnym jest,że Hilde i Stjernen to dwa "trochę" nie ogarnięte ludki.Nie pomyliłam się.No może nie od razu,jedno jest pewne,ta sytuacja była dosyć dziwna.Gdy razem z Agnes szłyśmy po parkingu moim oczom ukazał się....Hilde i Stjernen.Znowu!Zachowywali się głośno,więc trudno było ich nie zauważyć.Andreas żartował sobie z Toma,że wygląda w tym stroju jak jego ciotka,gdy nie zrobi sobie makijażu.Próbowałam przejść koło nich i nie wybuchnąć śmiechem.Patrzyłam prosto przed siebie i myślałam o kotkach,samochodach.Niestety musiałam pomyśleć o niedźwiedziach!To skojarzenie całkowicie mnie pogrążyło!Zaczęłam się śmiać coraz głośniej.Agnes popatrzyła się na mnie jak na wariatkę.Zrobiło się cicho,jedyne co przerywało tę ciszę to mój śmiech.Zorientowałam się,że skoczkowie patrzą się centralnie na mnie.Zasłoniłam buzię ręką.To było silniejsze ode mnie,chociaż robiłam z siebie totalną idiotkę,za każdym razem jak popatrzyłam na Hilde,to przybywała kolejna dawka śmiechu.W końcu Tom wziął sprwy w swoje ręce,a raczej łapy:
-No co?
-Nie,nic.-i znowu ten śmiech!
-Bądź szczera i mnie nie rań.Czy ten strój mnie pogrubia?
Spoważniałam i zaczęłam głęboko oddychać.
-Znaczy się,twój strój jest bardzo w czas!
-Co to znaczy w czas?Mówiłem żebyś mnie nie raniła-powiedział głosem jakby zaraz miał się rozpłakać-No dobrze wybaczam ci!
Do tej całej sytuacji musiał oczywiście wtrącić się Stjernen:
-No a teraz przytul misiaaa.
Poczułam jak coś w miękkiego na mnie ląduje.Tom ratujący się przed upadkiem(oczywiście mną)nieźle się wkurzył.Kopnął Andersa w tyłek i zaczęła się wojna na przytulanie.
-Stjernen ty idioto,chciałeś żebym zabił koleżankę.Idź ją przeproś i przytul!
Andreasowi nie trzeba było mówić,co robić i sam "posłusznie" szedł w moją stronę z ramionami,które mówiły same za siebie.Mocno się do mnie przytulił.Tak mocno,że nie mogłam oddychać.Muszę im się odwdzięczyć.Przewracałam oczami w stronę Agnes.Chwyciła haczyk:
-No dobra chłopaki,my musimy się zbierać,chodź Daria!
Stjernen jak na komendę wypuścił mnie ze szczęk.Nie wiedziałam,że skoczkowie mają tyle siły.o nie,nie,nie!To nie koniec!Wzięłam Agnes za rękę i popchnęłam na Toma!Spodobało mu się,że to nie koniec bitwy i się do niej wtulił.Agnes chyba niekoniecznie to całe bliskie spotkanie przypadło do gustu.Odepchnęła Norwega z całej siły i wściekła podeszła do mnie.Jej ręce powędrowały na moje ramiona a potem....Bohaterski Stjernen złapał mnie w ostatniej chwili.Byłam w szoku i cała się trzęsłam.Tom i Andreas stali jak wryci.
Hilde tylko powiedział szczerą prawdę:
-Widzę,że twoja koleżanka nie zna się na żartach,co nie?
Tak oto kończą się przygody ze skoczkami narciarskimi!
Drugi dzień nie obfitował w tyle emocji i szczęścia.Ten przeklęty wiatr!Gregor wypadł średnio,z czego tata był mega zadowolony.Uff,dobrze,że zakład nie obejmował niedzielnego konkursu.Przez ten wiatr było strasznie zimno.Nie cierpię gdy zawody są przerywane przez warunki.Odetchnęłam z ulgą,gdy ten cały niedzielny cyrk wreszcie się skończył.Jak tylko wróciłam do domu,padłam na łóżko i zasnęłam.
Przez te wszystkie dni po pierwszej "turze" skoków w Norwegii moje życie opierało się na stwierdzeniu:byle do przodu.Święta zbliżały się wielkimi krokami.Boże Narodzenie=prezenty.Trochę się zdziwiłam,gdy Agnes zaproponowała mi wspólne zakupy.Jakoś zbytnio za sobą nie przepadamy.Hmm...gdzie dziewczyny mogą poznać się lepiej?Na zakupach!Nie chciało nam się siedzieć w szkole,na dodatek fizyce,więc postanowiłyśmy zrobić sobie wagary.Oslo było nasze i z pewnością nie żałuję,bo to co się wydarzyło może się zdarzyć tylko mi(w pozytywnym słowa tego znaczeniu)
Choinki,wszędzie choinki,wszędzie mowa o prezentach,o radości,o wspólnych chwilach,o prezentach!Mój umysł rozdarty był pomiędzy tym,co dostanę i tym co ja kupię.Moi rodzice nie umieją dochować niespodzianki(na szczęście ja umiem) i już od pewnego czasu doskonale wiem,co znajdę pod choinką.Razem z Agnes miałyśmy niezłą bekę,gdy jeden gość zapytał się nas czy nie powinnyśmy być w szkole.Był chyba cudzoziemcem,bo mówił po angielsku z mocno wymawianym RRR.Jestem na to dość przeczulona.Nie ma to jak tłumaczenia,że jest zbyt dużo śniegu żeby wyjść z domu.A jednak!W pewnym momencie zobaczyłam coś co całkowicie wybiło mnie z równowagi.Dwóch gości,jeden z nich był przebrany za niedźwiedzia.Zatrzymałam się i przeczytałam tabliczkę,na której napisane było wszystko.Wynikło z tego tyle,że za każde zrobione zdjęcie z "miśkiem" to pomoc dla chorej na białaczkę dziewczynki.Nic dziwnego,że ktoś chce pomóc.Czytam ostatnie zdanie:"a w naszą akcję osobiście zaangażowali się Tom Hilde i Andreas Stjernen.." i ogarnia mnie myśl,że muszę zrobić sobie zdjęcie z Hildo-niedźwiedziem.Tom ze wszystkimi robił dziwne pozycje,nie mogę być gorsza.Gdy podeszłam do ^^niedźwiadka^^ Stjernen popatrzył się na mnie i rzucił lekki uśmieszek do Hilde.Czy on coś knuje?Nie!To niemożliwe, świat nie kręci się wokół mnie.Zrobiłam głupią minę i tyle.Trochę żałowałam,że ten diabelski uśmieszek Stjernena nie oznaczał jakiejś intrygi w stosunku do mnie.Chociaż pewnym jest,że Hilde i Stjernen to dwa "trochę" nie ogarnięte ludki.Nie pomyliłam się.No może nie od razu,jedno jest pewne,ta sytuacja była dosyć dziwna.Gdy razem z Agnes szłyśmy po parkingu moim oczom ukazał się....Hilde i Stjernen.Znowu!Zachowywali się głośno,więc trudno było ich nie zauważyć.Andreas żartował sobie z Toma,że wygląda w tym stroju jak jego ciotka,gdy nie zrobi sobie makijażu.Próbowałam przejść koło nich i nie wybuchnąć śmiechem.Patrzyłam prosto przed siebie i myślałam o kotkach,samochodach.Niestety musiałam pomyśleć o niedźwiedziach!To skojarzenie całkowicie mnie pogrążyło!Zaczęłam się śmiać coraz głośniej.Agnes popatrzyła się na mnie jak na wariatkę.Zrobiło się cicho,jedyne co przerywało tę ciszę to mój śmiech.Zorientowałam się,że skoczkowie patrzą się centralnie na mnie.Zasłoniłam buzię ręką.To było silniejsze ode mnie,chociaż robiłam z siebie totalną idiotkę,za każdym razem jak popatrzyłam na Hilde,to przybywała kolejna dawka śmiechu.W końcu Tom wziął sprwy w swoje ręce,a raczej łapy:
-No co?
-Nie,nic.-i znowu ten śmiech!
-Bądź szczera i mnie nie rań.Czy ten strój mnie pogrubia?
Spoważniałam i zaczęłam głęboko oddychać.
-Znaczy się,twój strój jest bardzo w czas!
-Co to znaczy w czas?Mówiłem żebyś mnie nie raniła-powiedział głosem jakby zaraz miał się rozpłakać-No dobrze wybaczam ci!
Do tej całej sytuacji musiał oczywiście wtrącić się Stjernen:
-No a teraz przytul misiaaa.
Poczułam jak coś w miękkiego na mnie ląduje.Tom ratujący się przed upadkiem(oczywiście mną)nieźle się wkurzył.Kopnął Andersa w tyłek i zaczęła się wojna na przytulanie.
-Stjernen ty idioto,chciałeś żebym zabił koleżankę.Idź ją przeproś i przytul!
Andreasowi nie trzeba było mówić,co robić i sam "posłusznie" szedł w moją stronę z ramionami,które mówiły same za siebie.Mocno się do mnie przytulił.Tak mocno,że nie mogłam oddychać.Muszę im się odwdzięczyć.Przewracałam oczami w stronę Agnes.Chwyciła haczyk:
-No dobra chłopaki,my musimy się zbierać,chodź Daria!
Stjernen jak na komendę wypuścił mnie ze szczęk.Nie wiedziałam,że skoczkowie mają tyle siły.o nie,nie,nie!To nie koniec!Wzięłam Agnes za rękę i popchnęłam na Toma!Spodobało mu się,że to nie koniec bitwy i się do niej wtulił.Agnes chyba niekoniecznie to całe bliskie spotkanie przypadło do gustu.Odepchnęła Norwega z całej siły i wściekła podeszła do mnie.Jej ręce powędrowały na moje ramiona a potem....Bohaterski Stjernen złapał mnie w ostatniej chwili.Byłam w szoku i cała się trzęsłam.Tom i Andreas stali jak wryci.
Hilde tylko powiedział szczerą prawdę:
-Widzę,że twoja koleżanka nie zna się na żartach,co nie?
Tak oto kończą się przygody ze skoczkami narciarskimi!
Hejoo!W pierwszych słowach chciałam przeprosić za dwie rzeczy.Po pierwsze za to,że pod ostatnim rozdziałem nie było nic powiedziane ode mnie i ten błąd już się nigdy nie powtórzy!Po drugie przepraszam za użycie słowa beka.Nie przepadam za tym wyrazem no ale cóż...Trochę czasu minęło,ponieważ miałam problem z przelaniem weny na kartkę,a gdy już byłam napalona na pisanie pojawiła się nauka!Mam nadzieję,że dialogi są już bardziej przejrzyste.Tak wiem to zawsze była moja jedna z dwóch pięt Achillesowych,drugą jest interpunkcja.Pamiętajcie,aby zostawić po sobie malutki komentarz nawet gdyby miałby być mało przyjemny!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




